Startup Story part III – You aren’t gonna need it and KISS it


Znowu oczywiście się rozleniwiłem i przez 10 dni nie dodawałem żadnych postów (przykro mi przegrywaliście o 10 z kolejnym odcinkiem house albo HIMYM bo mój mózg naprawdę nie chciał już za dużo myśleć) ale ponieważ mamy święto indyka, to nie ma zmiłuj trzeba pisać. Niektórzy z WAs pewnie kojarzą dwie zasady Yagni i Kiss, jako jedne z zasad, którymi rządzi się Agile software development. I muszę wam powiedzieć, że naprawdę musiałem się ich tutaj nauczyć od nowa. Z całowaniem to jeszcze jak Cię mogę, ale Yagni…. Posiadam naturalną tendencję do dopieszczania rzeczy, które tworzę a jak coś sprawia mi przyjemność to już w ogóle musi być idealne, rozszerzalne w najlepiej żeby jeszcze wykresy rysowało (i piwo z lodówki przynosiło). Okazuje się jednak, że w dynamicznym zespole gdzie nie każdy posiada taką samą znajomość technologii jak ty nie jest to pożądane. Jasne, że fajnie bajerów, które tobie ułątwiają życie, ale potem okazuje się, że jesteś oskarżony (nie w dosłownym sensie oczywiście) o tworzenie magii… – no bo jak to działa. I okazuje się, że potwierdza się stare prawo, które wyczytałem gdzieś kiedy, że wysoka technologia jest w zasadzie nieodróżnialna od magii:D Trzeba więc magię opakować, tak by tzw. junior guys się nie poparzyli, a tak naprawdę po to, żeby produkcja czasem nie wybuchła przez przypadek:)

Jeśli chodzi zaś o You aren’t gonna need it to naprawdę nie było łatwo. Jeśli zaczynasz stosować te wszystkie wzorce, bo WIESZ, że zaraz tutaj trzeba będzie dodać taki plugin, a tam trzeba to będzie zintegrować z tym, a potem się okazuje, że ten kod tak naprawdę działa niezmieniony przez rok i nic z tego co wiedziałeś nie zaszło, to faktycznie trzeba sobie wysiłku oszczędzić, bo jest dużo więcej rzeczy do zrobienia. Całkiem użyteczne jest natomiast komentowanie tych miejsc gdzie potencjalnie chciałbyś coś rozszerzyć (na przykład zmienić to na adapter jak zajdzie potrzeba albo, tu zaimplementować kolejkę i producenta/konsumenta jak trzeba będzie wielowątkowo) żeby potem Ty lub twój następca miał łatwiej. I już powoli zaczynam pisać mniej kodu niż pisałem wcześniej.

Całe szczęście, że nie piszę tylko kodu, ale mam okazję zrobić też trochę analityki. Bawienie się danymi i wyciąganie z nich jakiś wniosków jest naprawdę fascynujące. Okazuje się na przykład, że 5 najbardziej poszukiwaną specjalizacją w NYC jest … Psychiatra:) Może was to nie zdziwi, bo w końcu tutaj jest dużo wariatów, ale żeby przed ortopedą czy cos… Ogólnie próbuję zbudować coś, co nazywa się modelem churnu, czyli jak przewidywać, którzy doktorzy mają największe szanse od nas odejść, tak by efektywniej ich zatrzymywać. sporo zabawy z numerkami, i w sumie nie tak różne od budowania modelu ryzyka, ale jednak dane zupełnie inne i domena też, więc zabawa jest;) Poza tym inne ciekawe zabawy z jakąś analizą behawioralną użytkowników (oczywiście jedynie statystycznie), co wpływa pozytywie, co nie, jakie są typowe zachowania etc… Bardzo mi się podoba fakt, że jak coś mi wyjdzie z moich krzaczków i Exceli, to idę do User Experience gościa i mówię, że wyszło to i to, a on spoko. Zaraz zrobimy regresję, zaprosimy grupę kontrolną, popatrzymy co się dzieje etc… Naprawdę high- tech, i akurat tego nie mam zmierzonego, ale inwestycja w user experience chyba jest czymś co ma największy zwrot w produktach dla rynku konsumenckiego.

Poza tym w firmie wszystko dobrze, ostatnio wybrałem się na pierwszy z mojej historii Fundraiser. Wiadomo wszędzie na świecie organizuje się bale gdzie bogaci ludzie mogą się schlać i najeść (pardon skosztować wykwintnych napojów i zasmakować w ciekawych potrawach) w zamian za to, że przekażą jakieś mało znaczące kwoty na jakiś szczytny cel. Zocdoc, jako że jest dość związany z branżą medyczną, a już szczególnie w NYC zabrał nas na taką imprezę organizowaną przez jakiś szpital. Bilety były zapewne dość drogawe, jako że podawano kawior, najlepsze steki a drinki były przystrajane orchideami (mai tai:D) lub podawane w kokosach, a mackellen 18 letni też sie znalazł… Powiedziano nam, że strój business casual (zapewne po to, żeby devów nie odstraszyć…) no i byliśmy jedynymi gośćmi, którzy nie mieli na sobie Armanich i innych włoskich włókien na sobie:D Oczywiście nie przeszkadzało nam to w żaden sposób się dobrze bawić. Sam się nawet zaangażowałem w jakąś licytację skrzynki dobrego alkoholu (jedyne co zwróciło moją uwagę), ale jak cena przekroczyła 350$ stwierdziłem, że może jednak są tu ludzie, którzy mają większą ilość kaski na takie zabawy (Albo po prostu nie wypiłem jeszcze dość dużo).

Poza tym oczywiście święto indyka, Amerykanie dziękują ze rzeczy wszelkie. Okazuje się, że mają również fantazje i niektórzy nie jedzą tylko indyka, tylko na przykład faszerują indyka kurczakiem (SIC!), który jest dodatkowo faszerowany kaczką (SIC!!!!), która jest oczywiście faszerowana. TAkie zjawisko nazywa się Turducken i wcale nie jest tak łatwo go znaleźć w NYC (ale podobno znawcy wiedzą gdzie to dostać). Ja natomiast dzisiaj nie będę kuraka wcinał, ale udam się chyba na jakąś wycieczkę na miasto. Natomiast kolacja odbędzie się jutro u mnie – ponieważ mam miejsce, w zamian goście przyniosą żarcie – złoty biznes.:)

Poza tym w pracy raczej spokojnie, dużo czasu spędzam ucząc młodszych chłopaków jak ułatwiać sobie życie i co tam jeszcze framework kryje, toczę walki ideologiczne i jem same dobre rzeczy… (nie naprawdę muszę przestać z tym meksykańskim…. ale burrito jest TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAKIE dobre). Nie mogę się mimo wszystko jednak doczekać grudnia (znaczy 22 konkretnie), ponieważ wtedy będę mógł zapakować się do niewygodnego samolotu KLM (no jeszcze nie business class:D) i przecierpieć te 10 godzin, żeby znaleźć się w domu na świeta. Zapowiadam więc, że w przerwie międzyświątecznej jestem, i chcę się z Wami zobaczyć, więc trzeba coś zacząć ogarniać:)

Poza tym w NYC była wielka wystawa psów (i trochę kotów). Poszliśmy z Miso popatrzeć i było to jedno z najprzyjemniejszych wydarzeń ostatniego czasu. Ras było ze sto albo i więcej i właściwie każdego psiaka można było właściwie pogłaskać i się z nim pobawić. WAda była taka, że trzeba było walczyć z tłumem dzieciaków, które za punkt honoru obrały sobie fakt, że nie pozwolą żadnemu dorosłemu na zbliżenie się do psa. No ale kilka groźnych spojrzeń i może jakieś wywarcie presji zrobiło swoje:D Dog jest naprawdę wielki, widziałem psa który był owcą, innego psa który wyglądał jak dywan we frędzle i widziałem nawet boksera. To było trochę wzruszające bo mój psiak, którego miałem przez 14 lat, niestety bezczelnie nie poczekał na swojego pana do świąt i pożegnał się z tym światem…

To chyba tyle nowości, napiszcie coś tam czasem do mnie
pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s