Startup story – part II, get Your stuff done


Witamy w drugim odcinku moich przygód z nadmiarem pracy i cieszeniem się z tego powodu. Post jest oczywiście stary i ma juz ponad dwa tygodnie i z jakiegoś powodu nie mogę go nadal skończyć.

Powoli poznaję firmę i rządzące nią zasady. Nadal jest całkiem fajnie, można się pośmiać i zaczynam rozumieć tzw. kulturę nerdów jakie rządzą w tego typu przedsięwzięciach. Przede wszystkim należy cieszyć się z tego powodu, że jest się nerdem. W innym wypadku można zostać sklasyfikowanym jako low-energy, a to jedna z najgorszych rzeczy jaka może nas spotkać. Zanurzenie się w swoim nerdowstwie jest bardzo wazne. Wszyscy programiści w większym lub mniejszym stopniu uwielbiają to, że programują i lubią się tym popisywać.

Można powiedzieć, że grupa dwudziestu czy coś programistów to jak mały gang na osiedlu. Trzeba pokazywać swoją wartość, od czasu do czasu zrobić coś żeby popisać się przed innymi i za wszelką cenę nie być głupim:) Bycie głupim jest niedobre…. Firma z resztą potrzebuje przynajmniej jeszcze ze dwudziestu, ale rekrutacja idzie pełną parą…

Właśnie rekrutacja. Z racji mojego stanowiska właściwie trzeciego dnia zostałem dołączony do grupy chodzącej na rozmowy kwalifikacyjne w celu przejścia odpowiedniego treningu. Od tego czasu spędziłem na tej aktywności wiele godzin i przepytałem chyba z pięciedziesiąt osób już (były takie dni że i po 4 -5 skypów miałem). I powiem wam, że według kryteriów zocdoca naprawdę nie jest łatwo znaleźć kogoś wartego uwagi (nie żebym się tu popisywał). Na 50 osób pierwszy etap puściłem 5-6 osób, a drugi przesiewa dalsze 80 a może i więcej osób. I ze statystyk curtisa (naszego in-house headhuntera) wychodzi, że jak zatrudnimy jednego typa na 100 to jest to dobry dzień:D To nawet nie chodzi o to, że musza to być wyjątkowo inteligentni ludzie, czy też znać .net wyjątkowo dobrze (to najczęściej w ogóle nie jest czynnikiem – z czym mocno się nie zgadzam) czy też jeszcze niewiadomo co. To raczej chodzi o to, że muszą być całkiem bystrzy, umieć kodować, nie bać się pracy i robić co należy, oraz być nerdami…

Proszę ja Was zaaplikował do nas typ, który miał własną stronę w Wikipedii (i to nei on ją napisał). Najmłodszy absolwent matematyki Cambridge (tego angielskiego) w historii, udowodnił problem naszyjnika (necklace problem), pracuje jako quant w banku, a mimo to chciał dla nas pracować. Każdy uważał (ja akurat nie miałem przyjemności go przepytywać), jest megamądry, dświadczony i w ogóle, ale mimo to roboty nie dostał. Do dzisiaj nie dostałem właściwie wiążącej odpowiedzi dlaczego, ale wychodzi na to, że inni team leaderzy nie chcieliby nim zarządzać, i właściwie nikt go za bardzo nei polubił… Powód dobry jak każdy inny. Soft skille:)

Poza tym mieliśmy takie amerykańskie święto co to się nazywa Hall-o-ween. Generalnie zasada jest taka, że to święto duchów i innych strasznych rzeczy…. ale w ogólności oczywiście chodzi żeby się troche pośmiać. Ponieważ halloweenu był cały weekend, moja wątroba przeżyła to dość ciężko, ale było śmiesznie. Na sobotniej imprezie z Miso i ekipą paradowałem jako MJ (moja blada skóra + on nie żyje) i było całkiem spoko. W piątek padł jednak prikaz, że w poniedziałek wszyscy przychodza przebrani, albo nie ma alko i żarcia w poniedziałek po 18:30…:D

Przyszedłem więc w poniedziałek, jak przykazane zostało. Założyłem czapkę z kształcie Króla Świni z angry birds…. i wszedłem do biura gdzie przebrnai byli … prawie wszycy. Był Mr. T, Prezes zapowiadał rewolucje jako Che-Guevara, inny prezes był MC Hammerem (can’t TOUCH THIS czy coś) były coache, koty w butach, żyrafy, doktory, przyprawy a nawet słynny 1%:) Generalnie śmiechu trochę było:) I nawet udało sie coś zrobić w ten poniedziałek.

Wracając do przesiewu kandydatów… Chodzi raczej o to, że jeszcze nie jesteśmy tak znani , żeby aplikowali do nas ludzie z google, czy też banków, ani nie płacimy jeszcze chyba tak dużo. Z drugiej strony jesteśmy już na tyle nieźli, że dzieciaki z tych wszyskich Columbii, Princetonów, MIT się do nas zgłaszają w całkiem sporych ilościach, także jest z czego wybierać. Obserwuje więc jak sie buduje wizerunek firmy dla takich młodych zdolnych, jak robi się rózne akcje żeby zainteresować taki narybek… i to tez jest pouczające, że tym wszystkim bankom, googlom, facebookom da się wyrwać kawałek tortu.

Z innych ciekawych rzeczy robiliśmy wcześniej analizę wielu zmiennych wpływu pewnych czynników na to czy pacjent zabookuje wizytę czy akurat nie… Rezultaty, sa interesujące albo… inconclusive:) potrzebujuemy więcej number crunchingu:)

Poza tym istnieje spora presja mimo wszystko. SPoro firm posiada jednak przecież jakieś 7 cyforwe sumy zainwestowane w Zocdoca i oczekuje wyników. Konkurencja też raczej nie śpi a i cały rynek też niekoniecznie jest nam przyjazdny i chce pomagać. Z drugiej strony widać jednak, że ludzie chcą osiągnąc sukces i pomagają sobie jak tylko mogą. No i jak wiele sił jest położonych na to, żeby duże grupy ludzi stawały się bardizej efektywne… Jeszcze żeby dało się to lepiej zmierzyć… Fakt faktem, nasz „back office” Ma dużo customizowanych, dedykowanych narzędzi, które pozwalają im pracować szybciej i lepiej, a nasz infrastruktura już tylko rośnie. Ważne jest to czego nie widać…

Przy okazji ile się można nauczyć, że pacjenci nie powinni prowadzić szpitala dla chorych umysłowo…. Jak patrzymy jak ludzie próbują używać nasze pierwsze drafty UI i jak koniec końców, sa dla nich najbardziej wygodne (największy wspołczynnik konwersji) to człowiek myśli, że powinien zapisać się na jakiś kurs… Nie bardzo tylko wiadomo na jaki.

Ludzie nie lubią mieć kontroli, chcą żeby ich prowadzić za rękę, w ogóle nie chce im się nic robić, najlepiej, jak by się samo zrobiło i jeszcze podziękowało. Nie ważne, że oddam władzę, nad własnym życiem, po prostu nie chcę mieć tego problemu…. My z kolei (programiści) chcemy wiedzieć wszystko, mieć kontrolę nad wsyzskim, wiedzieć jak coś działa, jak wpływa na inne elementy. Ten konflikt chyba będzie juz trwał czasy wieczne…

Wiecie dlaczego ludize tak lubią appsy… (web, na telefonach itp)… Bo nie ma w nich procesu instalacji… Instalacja jest najbardziej wkurzającą ludzi rzeczą w programach na komputery..

Człowiek uczy się całe życie
pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Startup story – part II, get Your stuff done

  1. yarpen pisze:

    Zawsze mnie troche dziwilo odrzucanie dobrych pracownikow ze wzgledu na jakies tam preferencje osobiste/soft skills. Nie mowie tu o psychopatach, ale sam bylem na rekrutacjach, gdzie dla wiekszosci wazniejsze bylo jakies nieistotne zachowanie na rozmowie niz fakt, ze koles byl naprawde dobrym fachowcem.

    • nerdinnewyork pisze:

      Psychopatów akurat bardzo trudno wykryć, gdyż potrafią się bardzo dobrze maskować. CHodzi raczej o to, jaki masz obecnie problem do rozwiązania. Wydaje mi się, że jeśli potrzebowalibyśmy naprawdę niezłego mózga do roztrzaskania jakiegoś matematycznego problemu (nie wiem stworzenia modelu zachowan pacjenta i doktora lub coś) to taki typ byłbyt jak znalazł. Z drugiej strony widzę, że nie potrzebujemy obecnie jakiegoś większego naukowca, tylko ludzi, którzy zrobiąbardzo solidnie swoją robotę, jestem w stanie więc ich zrozumieć… Inna sprawa że facet nie dostał szansy pokazania czy nie tylko dowodzenie twierdzeń jest jego mocną stroną, ale również architektura wszechstronność itp:)

      • master_yoda pisze:

        Tu poruszyłeś ciekawy temat i żeby nie było, że zawsze się nie zgadzamy dla zasady ;), przyznam dużo racji. Znam mega mózgi, którym mógłbym nosić przysłowiową teczkę z algorytmami (bo sam nie byłbym w stanie być może nawet ich zrozumieć, a co dopiero wymyślić), które to mózgi nie mają kompletnie zdolności do architektury, a nawet do pożądnego obiektowego programowania. Przykładowo gość z którym kiedyś dawno dawno pracowałem:
        Ja: ej, przecież masz zduplikowany kod, jak będziesz to maintainował? Będziesz zmieniał w każdym miejscu jak ten fragment będzie musiał być zmodyfikowany?
        Gość: Jak to jak, normalnie, o funkcji „Replace all” słyszałeś?
        Ja: ok, ale są proste sposoby na to, żeby temu zapobiec i to przerobić
        Gość: ale po co, ja się nie pomylę, pamiętam ten kod i będę wiedział co i gdzie szybko zmienić, jak będzie taka potrzeba

  2. master_yoda pisze:

    smiech na sali, managerowie odrzucaja goscia, ktory ma sukcesy w miedzynarodowych olimpiadach z matematyki… chore dla mnie. ale spotkalem sie z takim podejsciem juz nie raz. moze boja sie, ze koles ma po prostu wieksze IQ od nich i czuja sie zagrozeni? te cale ‚soft skills’ to jedna wielka sciema. w tej pracy licza sie przede wszystkim merytoryczne umiejetnosci, gosc ma programowac, a nie gadac z marketingowcami, prowcami i cala rzesza ludzi, ktory czasem pobieraja taka kase jak my (a czasem nawet i lepsza) a ich praca polega na „machaniu rekami”, moze przesadzam. sorry, ale mnie, jako czlowieka czynu cos takiego bardzo irytuje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s