A startup story – part 1


Dobra, będzie cztery tygodnie jak już pracuję w nowym miejscu, więc może trzeba by było coś opisać. Dostałem już kilka maili od zmartwionych dusz czy przypadkiem nie pracuję za dużo, dziękuję za troskę:) Ten post powstawał ponad 2 tygodnie… z wielkimi korektami, związanymi glównie z faktem, że jestem dosyć zajęty.

Na początku muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Pracy jest naprawdę dużo, ale przecież chyba o to chodziło. Rzeczy, którymi się tutaj zajmuję wydają się naprawde interesujące. Oczywiście nie ma tak, że nagle wszystko działa i tylko się robi nowe technologie, ale i tak jestem miło zaskoczony:)

Po pierwsze wszystko jest tutaj nastawione na efektywność. Ma działać i kropka trzeba po prostu coś zrobić. Na szczęście rzeczy nie są robione na chybcika (choć i tak się zdarza) i planowanie jest zawsze wzięte pod uwagę. Widać jednak, że sporo kodu powstawało w dość gwałtowny sposób ale wynika to głównie z tego, że niektórzy po prostu uczyli się technologii pisząc produkcyjne rozwiązania.

Biznes jest bardzo metrics driven, jest masa wykresów wskaźników i statystyk interpretowanych przez różne departamenty w celu podejmowania decyzji biznesowych i jest ciągła presja na nowe metryki. Widać, że przydałaby się prawdziwa hurtowania, no ale jeszcze to trochę potrwa (może ja będę miał szansę ja zbudować).

Ilośc metryk i monitorów obserwujących pracę strony jest również dość duża, wiec dziwności nie zdarzają się raczej przypadkowo, jest trochę rzeczy, które uniemożliwiają programistom robienie głupich rzeczy, jednak ogólnie pokrycie testami jednostkowymi mogłoby być większe.

Gigantyczną zaletą jest fakt, że z CTO, CEO czy innymi C-level można sobie po prostu porozmawiać, zapytać się jak to wszystko wygląda co wpływa na decyzje biznesowe, i jakie są plany. I od razu dochodzi się do wniosku jak świetnie znającymi biznes są to ludzie. Opowiadają o tym jak buduje się produkt, świadomość marki i dlaczego coś musi być łatwe w użyciu. Widać powiązania pomiędzy róznymi departamentami i jak efektywność jednego wpływa na drugie. Docenia się również fakt, jak duża jest infrastruktura strony, która ma tylko kilka widoków przecież po stronie klienta.

Naprawdę fajny kontakt mam z prezesowstwem i nabieram większego szacunku dla ex-konsultantów:) Widać naprawde solidną szkołę biznesu i nakierowanie się na cele, poparte rozsądną analizą. Siedziliśmy na przykład i analizowaliśmy w jaki sposób mierzyć popyt na nasze usługę, bo nie jest to zdefiniowane pojęcie i po kilkunastu minutach rzucania pomysłów udało się stworzyć jakąś metrykę pozwalającą estymować ten popyt i dzięki temu lepiej rozpraszać naszą podaż (bo dyspersja jest ważna) i mieć lepiej zadowolonych klientów. Czyli nawet ludzie po McKinsey to nie tylko korporacyjne szuje. (Ale Oliver jest geniuszem….)

No i jeszcze świetny stosunek do inzynierów. Zocdoc nie kupuje softu (Hooray Bizspark) a wszytko budowane jest przy pomocy programistów. A więc potrzeba narzędzia do wspierania operacji – robi się to pogramistami, metryki dla sprzedaży – programiści są po prostu wewnętrznym dostawcą wszytkiego co komputerowe a każde rozwiązanie jest dostosowane do specyfiki firmy.

Programiści to ogólnie ciekawa grupa tutaj. Dostać się jest dziwnie trudno, chociaz pytania nie są tak naprawdę jakoś strasznie wysublimowane. Są nastawione głównie na performance or na znajomość ogólnych technik programowania. O dziwo praktycznie nie trzeba znać c# i .net żeby tu pracować, to znaqczy nie jest to wymagane, gdyż firma wychodzi z założenia, że jak umiesz już coś napisać, to przez pierwszy miesiąc się nauczysz. Ma to oczywiście sens i przez pierwszy miesiąc takie ludziki czytają c# in depth 2 i c# in a nutshell i potem są pytania, ale ja jednak uwazam, że dobrze jednak znać platformę na której pracujesz.

I tutaj kolena ciekawa obserwacja. Ludziki tutaj w większości wywodzą się ze środowisk linuxowo phpowych i strasznie klną na microsoft, co powoduje moją irytację… No ale poza tym jest to grupa bardzo utalentowanych ludzi, którzy nie mają wrodzonej jeszcze dużej ostrożności, ale stanowią bardzo wybuchową i efektywną mieszankę, która powoduje że to wszystko działa.

Jako, że ja dostałem zespół backendu a ogólnie będę zajmował się zespołem data to… dużo się muszę dowiedzieć. Oczywiście nie mogę powtrzymać i namiętnie zwracam im uwagę, że coś zrobili nie do końca optymalnie i można było lepiej (Na litość boską, niech ludzie się w końcu nauczą Time Series pattern !!!!! obecny stan + historia!) ale poza tym wszystko gra i śpiewa. Dziwne jest to, że projekt utrzymuje swoją monolityczną strukturę, jeśli chodzi o dane a powinien powoli zacząć się dzielić… NO ale to już moja w tym głowa żeby poszło lepiej.

Poza tym jest dynamicznie… trzeba szybko reagować na nowe sytuacje, jakieś alarmy ruszyły, więcej ruchu jest na stronie, ilość pacjentów spada, ktoś zbanował nasze synchronizatory… Przy okazji człowiek uczy się też jak wyglądają pewne nowe biblioteki i generalnie stara się ogarniać większy obrazek.

To ile przez ostatnie 4 tygodnie nauczyłem się o SEO i SEM to pewnie nigdzie bym nie zdobył tej wiedzy co w biznesie, który musi się tym faktem zajmować na codzień. I wiedza i ilość informacji, które internet z Ciebie wyciąga jest naprawdę zastraszająca. Ale co zrobić, można próbować walczyć, ale może trzeba się temu po prostu poddać.

Jestem też bardzo pozytywnie zaskoczony jak można realizowac efektywnie komunikację w firmie przy użyciu narzędzi internetowych. Google Docs i calendar i spreadsheet używać do współdzielenia informacji, type with me do wspólnego tworzenia dokumentów, komuniaktor internetowy spersonalizowany do strony, strona z zamawianiem żarcia tylko dla pracowników, wspólne konto amazonowe na które można zamawiać ksiązki… i milion rzeczy.

Atmosfera jest mega nastawiona na sukces i wzrost i wydaje się, że większość ludzi tutaj zależy, bo sukces jest jednak współdzielony. Poza tym widać, że ludzie jednak się cieszą, że pracują w najlepszym miejscu w Nowym Jorku. To widać również po ilosci CV, które dostajemy codziennie z najlepszych uczelni w kokolicy. JEst tego mniej więcej 30-40 dziennie co oznacza, że naprawdę ktoś chce tutaj pracować.

No i najważniejsza rzecz… obiady:) Szef, którego mamy obecnie robi niezłe rzeczy, ale 2 razy w tygodniu zamawiamy z knajpy, na którą jest publiczne glosowanie i najadamy się jakiś dobroci:) Mam nadzieję, że przez tą politykę żywieniową nie przytyję za dużo.

Czykli oprócz tego, że koduję czasem jakieś interesujące rzeczy (klasa do zarządzania kalendarzem jest trudniejsza niż myślicie) i robię trochę analityki, naprawdę sporo ucze się biznesu i jak to się tak naprawde robi. Jak wazny jest PR i marketing, oraz tak naprawde to, że konsumenci to naprawdę rozwydrzona grupa ludzi, którzy domagają sie jakiejś gigantyczne atencji…

A także na przykład to, że migrując z .Net 3.5 sp1 na .net 4.0 okazuje się, że ASP/IIS defaultowo nie akceptuje UserAgenta z IOS app_browsera, co wypieprza się w pewnych określonych sytuacjach …. etc etc etc.

Niech moc będzie z Wami (2 posty już prawie skończone).

p.s. Predictably Irrational powinna byc lekturą dla wsyzstkich robiących cokolwiek z konsumentami/ludźmi na co dzień:D

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „A startup story – part 1

  1. Ober pisze:

    ale co to w ogóle za startup, co robicie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s