Wybory idą… [updated]


Proszę ja Was dzisiaj moi współlokatorzy oglądali Kevina samego w NYC. A kurde świąt jeszcze nie ma. Pewnie tutaj wszystko jest szybciej:)

No i wybory idą. Są wybory łatwiejsze – jaki kostium na Halloween znaleźć i trudniejsze – co zrobić ze swoją przyszłością. Naturalnie najlepiej byłoby w moim przypadku mieć elegancki framework, który po zapodaniu odpowiednich wejść zwróciłby jakąś łatwo kwantyfikowalną wartość, na przykład z zakresu 0,1 (żeby była tak elegancko znormalizowana) i można by łatwo porównać alternatywy.

Niestety życie nie ułatwia, bo łatwo kwantyfikowalne wyjścia (kurde jak przetłumaczyć elegancko słowo output) wymagają najczęściej wejść o podobnej charakterystyce. No i tutaj napotykamy mały klops, bo jak zmierzyć na przykład oczekiwaną satysfakcję z pracy, albo ogólnie pojęty zajebizm zespołu z którym będziesz pracował, albo to że w firmie jest automat z mortal kombat:)

Żeby wszystko jeszcze bardziej sobie skomplikować dochodzi zastanawianie się, kiedy tak naprawdę chciałbym wrócić do kraju, bo ja naprawdę nie chcę się osiedlać w tym mieście. Jest fajnym doświadczeniem, można się od niego dużo nauczyć, zobaczyć parę fajnych sztuk, ale jak wiadomo jak nie ma serca, to i dusza nie chcę się za bardzo cieszyć.

Korporacja od jakiegoś czasu już przestała mi się tutaj sprawdzać. I znowu na korzyść wychodzi ojczyzna i bynajmniej nie przez idealizowanie. Mój team w Polsce był po prostu zajebisty, zadania były ciekawsze (choć kupa też się zdarzała) a szef ogarnięty jak nikt. I były ciekawe problemy do rozwiązania. Tutaj… cóż tutaj jest trochę inaczej.

Serce też nie sługa i chciałoby mieć w tym wszystkim coś do powiedzenia, i nawet racjonalnie myśląc typ jak ja zaczyna myśleć nieracjonalnie od czasu do czasu.

Męczylem się więc w pracy, mój umysł nie był zaangażowany na takim poziomie na jakim oczekiwałem, że będzie zaangażowany. Nie po to napisałem ileś tam tych postów o tych startupach, żeby coś z tym nie zrobić. Otóż zrobiłem. Zaaplikowałem do jednego z najgorętszych obecnie na rynku, nie wierząc za bardzo że dam radę. Nigdy przecież nie pracowałem w .com ie, które są jednak trochę innym rodzajem aplikacji z którymi miałem do czynienia. Po rozmowie z CTO jednak zostałem przyjęty. TEam jest świetny, żarcie za darmo a w biurze mam na ścianie gościa z Big Lebowskiego. I tak developerzy w tej firmie są najważniejszymi gościami – bo to oni kreują produkt, wymyślają featury i generalnie robią dobrze. Kultura inżynieryjna, nastawiona na efektywność, pozbawiona (przynajmniej w pierwszych rzutach okiem) polityki, z którą radzę sobie dość średnio.

Ale przecież nie może być za łatwo, była opcja druga. Lukratywniejsza – dużo, wielka nazwa w CV, mądrzy ludzie w pracy, branża finansowa oczywiście. Niestety godzinę pociągiem trzeba by dojeżdżać, ale prestiż wielki, obowiązki też świetne, rozwój murowany. Przyszłość niemalże świetlana. OCzywiście również duża niepewność, baaaardzo specyficzna kultura, do której trzeba się dostosować albo odejść. Obydwie firmy bez szemrania powiedziały że sponsoring wizy nie jest dla nich problemem, tylko trzeba coś wybrać.

Zawsze myślałem, że zmiana jest dobra. Lepsza niż zostanie przy złej opcji. Ale wybór wcale nie jest taki dobry. Wybór jest stresujący. W tym przypadku mnie porządnie zestresował, bo tak naprawdę decyduje o mojej przyszłości. A ja jednak muszę kiedyś w końcu zacząć się decydować na rzeczy, które mi tą przyszłość zbudują. Przyjaciele mogą Ci pomóc, zaoferują jakiś wgląd, rzucą ciekawe obserwacje, albo i nie. Mentor, ktoś komu ufasz powie Ci jak jest naprawdę, sprowadzi Cię na ziemie, rzuci potencjalnymi konsekwencjami. Rodzice jak zwykle powiedzą coś ciepłego, ale … koniec końców z wyborem zostajesz Ty.

I wybrałem. Nie jestem zadowolony z siebie, że wybrałem irracjonalnie. że tym co przeważyło było coś co jest niemierzalne. Wybrałem coś, co większość mi odradzała. Nie wybrałem… typowej kariery. Ale nie będę mógł mieć przez to do siebie pretensji jak nie wyjdzie. Z drugiej strony nie spodziewałem się też takiej reakjci firmy, której odmówiłem. Była pełna szacunku, gdy odpowiedziałem dlaczego, były nawet pytania o kontakt w przyszłości. A nie musieli nawet pytać.

Z początkiem października zrzucam więc garnitur (choć ja naprawdę lubię chodzić w koszulach), zakładam dżinsy i t-shirt (co ciekawe w obydwu opcjach miałbym takei możliwości), zakasuję rękawy i idę doświadczać .com bubble. I wiecie co…. nie mogę się doczekać. Będę mógł pracować z 15 gigowych cachem, robić data mining na potwornej ilości danych i tweakować SQL Servera. Będę budował produkt, coś czego nigdy w życiu nie robiłem. Będę patrzył jak się robi biznes – real time! Będę decydował o wyborze technologii, i musiał zarządzać zespołem… A jak coś nie działa to po prostu będę mógł to naprawić – a nie wypełniać milion formów… Konsultant turned tech lead.:) I te oczy ludzi tutaj… ale jak to będzie programował… W ogóle umiesz programować.. tak dobrze. Tak KUR@!@ umiem zrobić więcej niż pobrać wymagania i narysować skomplikowany diagram w Visio. Bo ja naprawdę wiem jak się takie systemy robi, a nie tylko czytałem…

Czy wybrałem dobrze czy niedobrze – okaże się w przyszłości. Może krótszej, może dalszej. Wiem natomiast jak strasznie zatęsknilem do domu i do rodziny i przyjaciół. I tego, że naprawdę fajne rzeczy robiłem w Polsce. Gdyby jeszcze mi się tę ambicję udało wyłączyć, to pewnie byłbym zadowolony z życia. A tak jestem głodny więcej. Wiem, że jak wybrałem, to napięcie opadło. Nie było żałowania, nie było stresu. Czyli wybrałem chyba … zgodnie ze sobą.

Nie silę się powiedzieć, że inni – nawet programiści – jak będą mieli podobny wybór – co im doradzić. Bo uważam, że obydwa wybory są…. dobre. I tylko indywidualna suma preferencji, wyglądów na przyszłość i awersji do ryzyka może spowodować co wybierze. Wiem tylko, że o podobne doświadczenie w Polsce byłoby niezwykle trudno, i to doświadczenie jak kiedyś wrócę wcale może nie zostać docenione. Co też jest ryzykiem. Ale no risk… no fun.

I kostium na halloween też wybrałem. Będzie świetny. Jako, że jestem w tym kraju, to nawet nie będę miał skrupułów świętować tego amerykańskiego święta:) Komercha, komercha, ale popatrzeć jak ludzie śmieją się z siebie przebierając się za najróżniejsze idiotyczne rzeczy – myślę, że będzie fajnie.

I najgorsze jest to, że jeszcze nie wiem czy wybrałem długo czy krótkoterminowo… Bo moja pompa w klatce piersiowej mówi, że niedlugo trzeba będzie zakończyć przygodę i wrócić do normalności.

ale póki co, można się cieszyć – pierwszy Polak w ZocDoc , 10 inżynier, pierwszy lead. Czas zmienić trochę świat – nawet jeśli będzie to mało:)
No i wybory idą, znowu trzeba będzie wybrać mniejsze zło czyli 665 idąc za popularnym żartem.
pan_dziekan

p.s. ale pewnie Pana Boga za nogi złapałem, bo trzeźwo nie oceniam sytuacji. I w jednym i w drugim dużo pracy gwarantowane i oczekiwane. Profil zadań różny, choć na pewnym poziomie abstrakcji podobny. I nikt mi tutaj za darmo nic przecież nie da. Z drugiej strony, jak się pokaże pazur i ogólne ogarnięcie to przynajmniej można liczyć na nagrodę. A jak się coś rozpadnie, cóż – dobrych programistó będą potrzebować zawsze i wszędzie:)

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Wybory idą… [updated]

  1. koziol - ten na P! pisze:

    Chciałbym Ci tylko powiedzieć drogi panie Dziekanie, że podjął Pan zajebistą i jedyną słuszną decyzję 🙂

    Z polskim wsparciem,
    Kozioł

  2. w pisze:

    Powodzenia. Hedge fundy poki beda dobrze prosperowac, poty beda chcialy kompetentnych ludzi, a startup w CV dobra rzecz.

    • nerdinnewyork pisze:

      No ten hedge fund jest stary… znaczy ze 25 lat już działa, i nie jest zbyt zaangażowany w HFT i robi genialny research. Ale zmiany idą… regularacje i inne rzeczy. Ale przecież nie zabronią ludzią zarabiać pieniędzy na pieniądzach bo by musieli cały system monetarny zmienić

      • w pisze:

        Do jakosci researchu w finansach mam sceptyczny stosunek (choc przynajmniej weryfikowany przez rynek), a ponadto widzialem layoffy w rownie respektowanej instytucji. Fakt, ze widzialem rowniez rozpadajace sie startupy, ale ZocDoc istotnie zapelnia istotna luke na rynku, co zreszta na pewno wiesz 🙂

  3. nerdinnewyork pisze:

    Startupy rozpadają się znacznie częściej niż Goldman Sachsy:) Choć HEdge fundy też:) Potencjał wzrostu mają niesamowity, team jest utalentowany jak cholera, leadership daje radę… i onie naprawdę mają fun z tego co robią:) I jest tam tyle do poprawienia. Ja lubię poprawiać rzeczy

  4. yarpen pisze:

    No i git, gratulacje. #1 Place To Work in NYC, not bad 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s