Plakałem jak Mufasa umierał


Sezon odwiedzin ma się ku końcowi, podobnie jak lato. Jest to mój pierwszy rok na obczyźnie, wszyscy jeszcze mnie pamiętają to i przyjeżdżają w odwiedziny. Pewnie liczba ta będzie maleć wraz z każdym rokiem jaki tu jestem.

No ale nic, Bohdan i Guli wyjechali już ode mnie i wedle wszystkich sygnałów udało im się bezpiecznie dojechać do domu. Dwa tygodnie, które tutaj spędzili można określić najlepszymi dwoma tygodniami tych wakacji, gdzie śmiechu nie brakowało, alkohol smakował jak nigdy, historie nigdy nie były tak epickie, a późne drafty w magica siadały jak złoto:)

W ostatnim dniu ich pobytu postanowiliśmy zrealizować sobie jeszcze jeden cel: przypomnieć sobie jedną z najlepszych bajek w historii, zobaczyć jeden z najsmutniejszych momentów w historii kina, gdzie nawet najwięksi twardziele mają łzy w oczach – teatralną adaptację Króla Lwa.

Czailiśmy się na tę sztukę mniej więcej od tygodnia. Wystawiana jest już od 14 lat i ludziom nadal się nie znudziła. Ja rozumiem, mieć kopię króla lwa ściągniętą (pardon kupioną na netflixie) i od czasu do czasu w melancholijnych momentach życia sobie przypomnieć, ale żeby cały czas do teatru na to samo…

Zniżek studenckich nie ma (więc nie mogliśmy udawać studentów), zniżek dla kombatantów też nie (moglibyśmy z jakiejś imprezy wrócić przecież ciężko doświadczeni przez los i tym sposobem udać kombatantów), nawet dla członków rodziny królewskiej (przynajmniej oficjalnie i tak pewnie wchodzą za darmo). Hackowanie portali internetowych w poszukiwaniu kuponów i kodów zniżkowych też nie przyniosło skutków. Co prawda akurat w przyszłym tygodniu zaczyna się broadway week gdzie można kupować bilety 2 w cenie jednego, jednak temporalna ciągłość wydarzeń uniemożliwiała nam zastosowanie tego wybiegu (chociaż Bohdan już tu kminił jak by użyć jakiś kwantowych efektów, w celu przekonania pani w kasie, że to jednak ma sens sprzedać nam bilety z przyszłego tygodnia na spektakl w tym tygodniu). Koniec końców musieliśmy zapłacić full-price.

Biletów oczywiście było tyle co kot napłakał, bo inni napaleni turyści lub fetyszyści króla lwa zdążyły już zarezerwować jakieś 90% teatru, niemniej jednak udało się nam wyrwać jakieś w miarę godne miejsca (Co prawda nie w tzw. orkiestrze ale na balkonie tzw. mezzanine ale i tak widoczność była dobra).

Potem wystarczyło stawić się o godzinie drugiej w sobotę (nawet nie wyobrażacie się jak wcześnie wypada druga w sobotę w porównaniu do zwykłych dni tygodnia. Normalnie ten tekst powinien znaleźć sie w przypisie, jednak forma blogowa nie ma przypisów:D. W jakiś trudno wytłumaczalny sposób, większość sobót zaczyna się o godzinie 12 zamiast jak każdy dzień 6-7 za wyjątkiem niedzieli. Istnieją teorie mówiące, że czas jest niejednorodnie rozłożony w tygodniu, i skrócenie następuje głównie w godzinach 12-6 am w sobotę, kiedy to nie wszyscy ludzie potrafią przespać 6 godzin…. Przekonujące badania nie zostały jednak opublikowane).

Jakimś cudem udało się nam pojawić nawet 15 minut przed spektaklem. Teatr robi naprawdę duże wrażenie całkiem monumentalnego miejsca. Oczywiście naokoło milion ludzi również próbuje wejść na ten sam spektakl co ty, co wcale nie ułatwia zajęcia miejsc. Jak w każdym szanującym się teatrze na broadwayu wszędzie porozstawiani są kontrolerzy ruchu, którzy nieznającym sprzeciwu głosem proszę Cię o bilet i wskazują dalszą drogę. Jeśli z jakiegoś powodu wybierzesz inną drogę, telepatycznym sposobem, nawet będąc odwróceni wyczuwają to i (bez podnoszenia głosu ale już z lekką irytacją) mówią Ci, że powinieneś iść gdzie indziej. Jeśli akurat chciałeś iść do toalety i zobaczyłeś znak i pech chciał, że jest w przeciwną stronę musisz użyć jakiegoś fortelu by pójść w stronę gwarantującą ulgę. Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że kontrolerzy ruchu usadowieni są dość gęsto (nawet pomimo dużej ilości tabliczek mówiących gdzie iść) i jeśli sprawisz wrażenie zagubionego (zawracając na przykład) natychmiast do Ciebie podbiegną oferując pomoc. Wobec takiej niegodziwości pozostaje jedynie przyznanie się do potrzeby fizjologicznej. Kontroler ruchu oczywiście nas skieruje w będący przed naszymi oczami znak toalety, po raz kolejny robiąc z nas idiotę. Cóż jakie państwo, tak można się czasem pomóc – dosłownie prowadzonym za rękę.

To co przyszło po 14:15 …. wbiło nas w fotele, urwało organy płciowe, spowodowało permanentne rozwarcie żuchwy i kilka innych typowych reakcji na podziw. Szoł jest zrealizowany perfekcyjnie, pod względem efektów specjalnych i kostiumów, wrażeń wizualnych jest absolutnie najlepszym teatrem jaki w życiu widziałem. Warto przed obejrzeniem jej przypomnieć sobie film i jak wyglądały poszczególne sceny, by docenić kunszt i mistrzostwo ludzi, którzy zrealizowali to w teatrze. Jeśli na przykład myślicie, że scena gdy do Simby mówi duch Mufasy z chmur to jakaś lipa typu rzutnik albo coś takiego to szczerze was to zaskoczy. MAJSTERSZTYK. Naprawdę czuje się jak by się oglądało bajkę o zwierzętach w kinie graną przez prawdziwych aktorów. JEst dużo aspektów komediowych, Timon i pumba i zazu są tacy jak trzeba, słynny żart o płonących kulach gazu jest, a z hien śmiejemy się tak samo jak zawsze. POLECAM (zawsze można zobaczyć go bliżej w Londyńskim West Endzie). Co prawda scena śmierci Mufasy nie jest tak przejmująca jak na filmie (a moża się stałem znieczulony) ale sztuka chwyta za serce jak film (circle of Life i Can You feel the love tonight są wykonane perfekcyjnie).

Wyszliśmy z teatru oniemieli.. ale jednak z deczka przygłodni. Czasu było mało, a chłopakom nie podobała się ewentualna perspektywa przedłużenia pobytu (głównie Gulemu, który już po prostu nie mógł się doczekać kiedy będzie mógł wrócić do pracy) uderzyliśmy jednak do Hidden Burger Jointa (bez skojarzeń) na best burger in NYC (dyskusyjne, ale na pewno top5). Posileni w tym kultowym miejscu musieliśmy wrócić do domu zakończyć tę epicką 2 tygodniową wycieczkę.

Pozostało po niej wiele pytań, które być może nigdy nie doczekają się odpowiedzi:
– dlaczego na podłodze jest tyle śladów kółek od deskorolek
– co się stało w czwartek pomiędzy 2 a 5:30
– jakim cudem weszliśmy do jednego z najlepszych klubów NYC będąc w składzie 4 typów i jedna (piękna co prawda) kobieta
– jakim cudem Vinny trafił tam do VIP roomu i rozlewał wszystkim szampana
– co znajduje się na aparacie na zdjęciach, które zostały skasowane
– czy Bohdan jest nowym mistrzem tańca nowoczesnego

Pełni pięknych wspomnień udaliśmy się na Path station gdzie po męsku powiedzieliśmy sobie nara i pozostało a w powietrzu pozostało pytanie… Czy wpuszczą ich do samolotu z różową deskorolką przyczepioną do plecaka?

pan_dziekan

p.s. na część pytań udało się drogą dedukcji uzyskać odpowiedzi. Publicznie można jedynie przyznać, że Bohdan prawdopodobnie jest tajnym mistrzem tańca nowoczesnego. Prawdopodobnie w naszych kręgach kultowa stanie się fraza Shit Happens oraz Shit overflow… ale to temat na zupełnie inną historię.

2 p.s. żeby nie było, 2 tygodnie były naprawdę bardzo kulturalne (z dopuszczonymi przez konwencje genewską przerwami), a chłopaki każdego dnia ze zwiedzania wracali zmęczeni i udało im się zobaczyć większość atrakcji nowego jorku, na niektóre jednak oczywiście brakło czasu. I bardzo fajne była reinkarnacja idei czasów studenckich piwo + magic, które przywołało wiele wspomnień z czasów aktywnego grania w magica i team Inquisition – bez którego nomen-omen byśmy się z Gulim i Bohdanem nie poznali

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii DZiwne, New York i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Plakałem jak Mufasa umierał

  1. Aga pisze:

    Oj zazdroszczę tego Króla Lwa! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s