Koniec świata (deszcz żab i takie tam)


Muszę przyznać, że mój wyjazd do centrum wszechświata serwuje mi ostatnio zupełnie niespodziewane atrakcje. Gdyby nie był przesądny pomyślałbym, że może faktycznie jest coś w tym, że w 2012 świat ma się skończyć, ale póki co moge spokojnie nie wierzyć w te proroctwa zasłaniając się moim racjonalnym podejściem do świata i wiarą w metodę naukową.

Tym niemniej….
We wtorek mieliśmy do czynienia w Nowym Jorku ze zdarzniem, którego nie było tu od pokoleń…. Otóż przeżyłem pierwszy raz w życiu… Trzęsienie Ziemi. Otóż siedzialem sobie spokojnie w sali konferencyjnej na 16 piętrze kiedy nagle zaczęło się trochę trząść biurko i krzesło. Już mysłałem że miałem halucynację po dzisiejszym porannym jogurcie (i tym że potencjalnie mógłbym pozwać firmę za utratę zdrowia) ale patrzę, że wszyscy mieli to wrażenie. Potem szybkie pytanie (did You feel it?). I wszyscy, że tak. Dosłownie pikosekundę później wszyscy mieli już głowę zwróconą w kierunku nwoego World Trade center i patrzyli czy przypadkiem coś się nie stało. Akurat… wieża postanowiła że będzie jeszcze trochę stała.

2 minuty po tym zdarzeniu na twitterze było 68 wpisów earthquake nyc. 5 minut później było już ponad 2000 wpisów. Ludzie zaczęli wychodzi na ulicę z budynków a my sobie spokojnie siedzielśmy. Ponieważ moja kochana korporacja niestety nie zdecydowała sie ogłosić ewakuacji, musieliśmy z zespołem podjąć trudną, ale jakże ważną decyzję wyjścia na kawę. To jak ludzie działają w strachu i tłumie jednak nie przestaje mnie zadziwiać. Dużo ludzi na przyklad tłoczyło się na pierwszym piętrze budynku.. Właściwie czemu, przecież jak sie zawali to tam będzie nie za fajnie. Poza tym, masa ludzi stała na dole… Przecież jak się coś oberwie z budynku (czy placu budowy obok) to tam będzie najbardziej niebezpiezcnie…. ehh…. Kawa bardzo skutecznie nas odstresowała, co nie przeszkodziło nam sobie robić jaj w ciągu następnych godzin z rozkrzyczanych nowojorczyków. Zastanawialiśmy się o ile wzrosły bookingi u psychologów:)

Ludzie oczywiście dzwonili w pośpiechu, ale przecież nigdzie nie dało sie dodzwonić bo siec była przeciążona. Już łatwiej było pewnie wysłać maila. Starbucks nei był nawet za bardzo zatłoczony a ja dostałem swojego zapewne średnio zdrowego smoothiesa (ale nic innego nie dam rady tam wypić).

Jak by to było mało atrakcji to na ten weekend zapowiedziany mamy huragan Irene. Huragan tak się rozochocił, że stwierdził, że dotrze do wybrzeża manhattanu i jersey city. Bloomberg powiedział, że wyłacza metro i autobusy i w ogóle ogłosił ewakuację 250k ludzi z bloków wokół wybrzeża. Mój blok znajduje tuż nad rzeką, więc zobaczymy jak to będzie wyglądało:)

NBC, CNN NYT wszyscy mówią żeby kupić wodę, baterie latarki i co się jeszcze da i przygotować ready kit. Myślę, że mass histeria tutaj jest budowana bardzo dobrze. Ciekawe już o ile zdrożały woda i baterie. ale wolę nie pytac bo przecież na pewno tego nie robią:) Myślę, że w ogóle wszystko jest tutaj ttrochę przedramatyzowane. Naturalnie jeśli ktoś mieszka w drewnianym domku na wybrzeżu to ma pewnego rodzaju problem, ale bloki są przystosowane do wytrzymania takich kataklizmów. Zobaczymy wiec co sie wydarzy.

Faktem jest że Nowy Jork już od bardzo dawna nie notował trzęsienia ziemi (odczuwalnego) jak i huraganu, czyli dzieje się trochę wiecej niż zwykle. Ale cóż jak wiemy ostatnio natural nie zachowuje się normalnie więc może po prostu trzeba sie przyzwyczaić. Mam nadzieję tylko, że mnie nie ewakuują bo naprawdę nie chce mi się być gdzieś stłoczonym. w najgorszym wypadku przejdę się do kolegi na manhattanie w kawałku który akurat nie jest ewakuowany.

Emergency kit zakupiony, jeśli ktoś sprzedaje dzisiaj latarki na mieściie, pewnie właśnie staje się drugim Gatesem albo buffetem. Myślałem nawet nad oryginalnym planem biznesowym Hurricane kit – latareczka, baterie, kocyk, i beef jerkies i paczka na dokumenty i notesik i dużo cwierć dolarówek;D Ponadto chciałbym zauważyć, że jest to bardzo niegrzeczne ze strony Irenki, że zdarza sie akurat w weekend, bo każdy wie, że najlepiej jak by się przydarzła w ciagu tygodnia, Po pierwsze wiele ludzi mogłoby zostac u innych ludzi, socjalizować sie, wypić trochę zalegającego w barkach alko i obejrzeć zaległe filmy. A tak plany na weekend poszły (chyba że ktoś wyjeżdża) metro nie działa… w ogóle zero planowania (i jeszcze mi piłeczkę odwołali)…

No nic trzymajcie tam za mnie kciuki żeby mnie nie zawiało tudzież nie wywiało, a ja spróbuję jakoś przetrwać. 36 piw powinno mi skutecznie pomóc. Mam też nóż szwajcarski. Mam szczerą nadzieję, że jedyną funkcją którą będę używał będzie otwieracz do piwa. W końcu po to go kupiłem:)
pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Koniec świata (deszcz żab i takie tam)

  1. Ola pisze:

    jejku Lukasz, wlasnie przeczytalam, nie daj sie tej cholernej Irenie! trzymamy tu kciuki i sie martwimy o Ciebie, calusy z Zyrardowka!

  2. Szymon pisze:

    Widziałem reportaż, gdzie za okrutnie zmartwionym dziennikarzem biegali ludzie mocząc się w poziomym deszczu. Jeden, nawet ściągnął gacie. Nie był to chyba zbyt poważny Huragan, hmm?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s