Warning! Nerdy post ahead!!


Ale ponieważ tytuł tego bloga jest taki a nie inny, nerdy posty mogą się tutaj znaleźć:)

Otóż będzie o historii prawdziwej, z lekka jednak abstrakcyjnej, która spowodowała u mnie gigantyczny wybuch śmiechu po czym pojawiło się wielkie „Aha!”:)

Opowieść rozpoczyna się w latach pięćdziesiątych kiedy kod pisano na kartach dziurkowanych…. No dobra. Może inaczej. Bohaterami naszej opowieści są 4 goście, w wieku produkcyjnym przed trzydziestką. Wszyscy zajmują się mniej więcej tym samym – programowaniem i projektowaniem softu. Przedstawmy ich może sobie:

Zenon – najbardziej wychillowany ze wszystkich. Zajmował się akurat surfingiem po czym stwierdził że popracuje dla kopalni aluminium, po czym stwierdził że tak naprawdę poza regatami i gonitwami w Australli nie ma co robić, a że ma fajny akcent to w Ameryce napewno będzie mu lepiej. Potrafi też coś czasem zaprogramować:) I robi to na codzień

Remigiusz – Remigiusz nie lubi myśleć. To znaczy lubi, tylko nie lubi jak mu każą. Swoje zawodowe życie poświęcił więc zmiejszaniu aktywności płata czołowego przez zaangażowanie tegoż płata w aktywności, które powodują obniżenie tejże aktywności… To znaczy tak mi przedstawił tę robotę jak go pierwszy raz poznałem. Tak dla mnei też nie miało to dużego sensu, wiec powyższą myśl musiałem sobie zapisać, bo jak każdy przeciętny człowiek jestem w stanie przechowywać w moim cache’u tylko od 5 do 9 wyrazów naraz. Po naszemu Remek, zajmuje się tym, żeby typ na stronie kliknął w to co ma kliknąć a nie coś głupiego. Jest tak blisko „designu” w świecie nerdów jak tylko się da, że prawie chcemy go nazywać artystą w celu podniesienia własnego statusu społecznego:)

Bożydar – Bożo jest ambitnym chłopakiem. Dopiero co skończył szkołę i właśnie rzeczywistość strzeliła go ze dwa razy po pysku. Zauważył ze dużo kodu, który się pisze to coś nie tak w połowie ciekawego jak by się mogło widywać. Nie ustaje w poszukiwaniu „ambitnej spełniającej pracy”. Właśnie trafił do startupu. Cieszy się jak dziecko. Ale lekarstwa na raka nadal nie szuka, jak również nie rozwiązuje światowego problemu głodu

Wreszcie Nerd- nerd jaki jest kazdy widzi. Życie regularnie uczy go, że jeszcze się wszystkiego nie nauczył, a mimo to myśli że jest mądrzejszy niż jest;) poza tym lubi rozwiązywać problemy. Jak nei może rozwiązywać problemów, to sam je sobie zrobić. W końcu stara zasada jest popyt jest podaż, można przystosować do reguły obecnych korporacji – jest podaż jest popyt:D

Otoczenie całkiem przyjemne, znajdujemy się w barze w bliżej nieokreślonej części manhattanu. Naokoło dużo rozemocjowanych ludzi rozmawiających, flirtujących i wykonujących wszelkie te czynności, które wykonuje się w takiego rodzaju miejscach (chociaż pamiętam, że był jakiś gość robiący pompki… jestem prawie pewien że to nie tutaj, ale oh well…). Piwo zamówione, a właściwie próbujemy tajemniczego komba Zenona – szot whisky (jameson) popity dobrym, ciemnym piwkiem.

Rozmowy prowadzimy różne, głównie o tym co na PS3 ostatnio wyszło, czy ktoś jedzie na Agile Day conference i ogólnie gdzie na wakacje. Nic szczególnie pobudzającego umysł, ilość wplatanych programistycznych żartów i odniesień jest jednak wystarczająca by żadne przedstawicielki płci przeciwnej akurat nie poczuły się do dołączenia do tej konwersacji.

W pewnym momencie Bożo opowiada jak to ostatnio poszedł do Muzeum Guggenheima. Coś tam było wystawiane, głównie jakaś sztuga nowoczesna. Remigiusz naturalnie rzucił jakimś komentem, że to nei tak się powinno odbierać sztukę, że trzeba znajdować abstrakcje, a my jako devy to już szczególnie łatwo powinniśmy mieć. Ale my i tak śmieliśmy się z gościa który dostał 100k$ dolarów nagrody za wkład w sztukę czy coś, po czym wziąl 100k jednodolarówek i przypiął do ściany i powiedział to jest sztuka:) Jeśli jego net worth wzrosła o więcej niż 100k$ z tego powodu, to uważam że gość ma przyszłość w bankowości inwestycyjnej… Potencjalnie jednak gorszy lajfstajl:)

Ale nie o tym miałem. W pewnym momencie nerd nie zważając na nic rzucił: Ej chłopaki a weźcie sobie wyobraźcie muzeum …. KODU!. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Sama idea oglądania kodu dla przyjemności jest…. nie do końca poznana przez programistów przecież. Owszem lubimy czytać dobry kod, ale czyjegoś kodu najczęściej nienawidzimy. Zwłaszcza tzw. legacy kodu. A niektórzy złośliwi mówią, że kod staje się legacy w momencie gdy przejdzie testy akceptacyjne. Zaczęliśmy przytaczać przykłady jak to się kiedyś programowało, JA i Zenon mogliśmy jeszcze opowiedzieć o assemblerze (który mieliśmy na studiach), ale jak zaczęliśmy się zastanawiać nad starym kodemnp w Fortranie to nawet nie wiedzieliśmy jak wygląda. Moglibyśmy w sumie przytoczyć kilka słynnych hacków (jak szybki odwrotny pierwiastek). Pośmialiśmy się trochę jeszcze z żartów i o tym jak ludzie w różnych kulturach nazywają zmienne (i dlaczego u nas dupa jest tak nadużywana) i ogólnie była to dobra rozmowa na całkiem niszowy temat.

Wypiliśmy jeszcze po kilka piw, pogadaliśmy o naszym zawodzie jako takim, o tym czemu ipad jest fajny i co zobaczyć w Australii i wróciliśmy do domu.

I wtedy do mnie dotarło. Bo w sumie czemu nie!? Mamy muzeum komputerów (gdzieś w californi chyba) a kod zawsze był powiązany z technologią komputerową. Tworzenie kodu jest dziedziną kreatywną, jest tak blisko czegoś co jest sztuką jak tylko może być. Gdyby zatrudnić jakiś designerów i zaprojektować taką wystawę w fajny sposób by pokazać szerszej publiczności na czym tak naprawdę polega programowanie i jak zmieniało świat i siebie przez lata. Jak tworzenie kodu stało się popularniejsze i coraz szybsze. Ile zajmowały kiedyś systemy a ile dzisiaj. Takich rzeczy my się uczymy na inżynierii oprogramowania żeby nas przestrzec przed błędami i overdesginem, albo przed wyborem złych narzędzi. Ale jakże byłoby to wynagradzające dla milionów devów na świecie, gdyby można było pokazać rozwój naszej dziedziny w przystępny interesujący i ciekawy sposób. Od kart, przez assemblery pierwsze c i języki wysokiego poziomu i najnowsze języki typu ruby. to że programiści zawsze lubili się bawić swoim zawodem i wymyślali lolspeak i brainfuck… no mnóstwo rzeczy przecież jest. Czy ta dziedzina nadal jest za młoda, mimo że przeszła już spokojnie kilka generacji?

I myślę, że co jak co ale Moma albo Guggenheim byłyby godnym miejscem.

Cóż one might wish:)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Warning! Nerdy post ahead!!

  1. Szymon pisze:

    Luke,
    zamówienie designerów dla celów prezentacji podważa jakość prezentowanego materiału. Sztuka broni się sama, kod – nie? Po co go wystawiać? Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, że kod przestaje być już magią i coraz więcej osób wie co do – czemu nie 😛

    • nerdinnewyork pisze:

      Dude,
      kod nie jest pisany po to żeby był sztuką dla odbiorcy innego niż my. Weź to pod uwagę. Uważam, jednak że można go przedstawic w taki sposób i tak umiejętnie wyszczególnić pewne jego aspekty by zrobić z niego sztukę dostępną dla większego grona odbiorców. Chyba że naturalnie robimy wystawę tylko dla ludzi ogólnie związanych z programowanie. Ale to nie o to chodziło mi raczej, chciałbym raczej żeby inni zobaczyli na czym to wszystko polega.
      p.s. właśnie tworzę maila do Ciebie i Drozda i Brzezina w temacie wiadomym bo na tygodniu jakoś nie siadło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s