Like a …. tourist


Mija już ponad tydzień jak Brat z Magdą sie rozbijają bo mieście. Akurat się nam trochę pogoda spaprała no ale co zrobić. Pada i grzmi. Widać ktoś kogoś zezłościł.

I z tego zwiedzania wyłania się ciekawy obraz. Atrakcje owszem są dobrze ocenianie. Te wszystkie Empire State BLGD i Top of The Rocki i inne landmarki jak Studio NBC są fajne. Zdjęcia na nich ładne wychodzą i ogólnie jest co robić. Ale już z muzeów … nie jest tak dobrze. Poszli wczoraj do Museum of Modern Arts i może trafili akurat na jakiś kiepski dzień ale ogólnie podobno słabo.. Podobno jakoś nie do wszystkich trafia biały obraz na białej ścianie. Lub też biały obraz w różnych ramkach. W mecie też bywalo różnie, ale trochę lepiej. Jeśli akurat nie jesteście fanami sztuki nowoczesnej to może nie warto wydawać 20 dolców.

Z drugiej strony muzeum historii naturalnej jest całkiem wporzo. I ma interesujące specjalne eventy (mózg, dinozaury;D). Także to muzeum na pewno warto polecić. Niestety pogoda nam trochę popsuła plany wybrania się do ogrodów botanicznych ale może jeszcze się wszystko uda.

Zaskakująco dużo sie daje przejść na piechotę i podobno dobrze mieć wygodne buty bo trochę kilometrów się robi. Z obserwacji przekazanych mi przez nich wydaje się że turystów jest bardzo dużo. Kolejki do atrakcji bywają duże, a na przykład Statuę wolności zamykają w październiku na remont i trzeba być naprawdę rano żeby nie zastać sporej kolejki.

Zwiedzamy też nowy jork kulinarnie przy czym biorąc pod uwagę jadłospis Adriana byliśmy w dwóch baaaaaaardzo dobrych pizzeriach (Adrienne’s, HArry’s) 🙂 ale skoro on nawet określił że pizza bardzo dobrze i ciasto najlepsze jakie jadł to chyba bardzo dobrze:) Poza tym od tygodnia śpię na kanapie – oddałem i pokój żeby nie było że jestem wyrodnym bratem. Udało się zorganizować nawet małą imprezkę z soboty na niedzielę w czasie ktorej wypiliśmy troszkę różnych trunków ze znajomymi i sprawdziliśmy jak sie gra w taboo po angielsku.

Wnioski z poczynionych badań operacyjnych sugerują, że w trakcie pojedynku Słowaków Polaków i Hindusów wygrywają Ci, którzy najwięcej mówią po Angielsku – ergo Hindusi. Wydaje się jednak, że statystycznie ilość alkoholu w zespole może po pewnym czasie negatywnie działać na wyniki. Ńie mieliśmy jednak tyle zdrowia i ochoty by zrobić regresję po każdym wypitym kieliszku. Okazuje się również, że bycie graczem w końcu ma jakieś wymierne korzyści ponieważ do wielu wyrazów można legalnie używać odwołań do gier:) Tym sposobem odgadliśmy słowo Strike (counter) Age (dragon) i Tycoon (transport i Rollercoaster:D). Ogólnie zabawa przednia.

Z wniosków ze zwiedzania Nowego Jorku przez mojego brata i Magdę można poczynić następujące. Vouchery (new york pass i takie takie) są przydatne bo nie stoi się w kolejce – oczywiście nie wszędzie ale w większości. Jeśli przyszło się naprawdę zwiedzać w ciągu dnia to faktycznie można zaoszczędzić troszkę kasy. Uwaga na ogrody botaniczne – są duże, i można tam ładnie wychillować ale dużo kwiatków akurat kwitnie a maju i czerwcu i teraz na przykład już ich nie ma.

Poza skutecznie pokazałem mojemu młodszemu rodzeństwu, że dobry burger to jest jednak dobry burger. Teraz już na cheesa z McD będzie patrzył jak na trzytygodniową padlinę. Z drugiej strony dobrych burgerów u nas mało, więc jak się nie ma co się lubi to się wpieprza w macu albo burger kingu:D

Usłyszałem, że warto na przykład wybrać się w trzygodzinny rejs dookoła manhattanu bo można: robić zdjęcia mostom (w tym brooklynski i manhattan na jednym zdjęciu) zobaczyć wyspę z dwóch stron i generalnie nieźle ją obfotografować. Statua wolności okazała się przereklamowana, no ale ją trzeba już jednak zobaczyć jak się jest w okolicy. Poza tym oczywiście shopping. Dzień przed wyjazdem wybraliśmy się do Soho w celu kupienia różnych pamiątek. Jest to doskonałe miejsce na takie zakupy. Można kupić i popularne printy zdjęć – chociaż każdy amator z DLSRem zrobi podobne a potem wywoła, przez rzeźby skylinu po obrazy różnych artystów, którzy wystawiają się ze swoimi dziełami. Mi szczególnie spodobał się jeden obraz – Atomic Cat. Ale cena 150$ na razie odstraszyła mnie od zajęcia długiej pozycji na tym rynku. Można też kupić na przykład custom made opakowanie na Iphone albo na karty kredytowe, które moim zdaniem wygląda naprawdę dobrze. Sprzedawca oczywiście zapewnia, że jest to genuine leather, ale z prawdziwą skórą to ma może tyle wspólnego Adidos z niemiecką marką o podobnie brzmiącej nazwie (nie jest to Audi). Także po pamiątki do Soho pomiędzy west broadway i broadway.

Poza tym rozpadało się ostatnio strasznie, na tyle że aż metro zalało, a moja mama poczuła się do interwencji i zadzwoniła czy przypadkiem nie ma tutaj bibijnego potopu, względnie czy już może akurat nie utonąłem. Pech chciał, że akurat nie miałem ze sobą polskiej komórki, więc mama była już nieźle przekonana że jest niedobrze. Na szczęście odpisałem, że akurat jeszcze metra nie zalało, ale padało faktycznie mocno.

Poza tym z czystym sercem mogę polecić jeszcze jedno muzeum – Intrepid. Jest to stary lotniskowiec na stałe zacumowany przy wybrzeżu na którym można sobie popatrzeć na wszelkiej maści samoloty, rakiety, uzbrojenie. Jest naprawdę spoko a i zdjęcia niemalże na transformera można sobie zrobić. Zabawa przez 2-3 godziny gwarantowana:)

Ostatni news, którym chciałem się w tym jakże reporterskim poście podzielić, jest to że jeździłem Chevy camaro – transformers edition. I o ile faktycznie kopnięcie ma, to w środku ten samochód wygląda bardzo niedobrze. I podobno jakoś wykonania silnika jest naprawdę niezakonieczna, więc utrzymanie tego pięciolitrowego potwora w Polsce może być naprawdę problematyczne. Oczywiście wygląda jak wygląda więc nie ma co narzekać. A jak na samochód za 30k $ (nówka) to jeździ niesamowicie. A że u nas w kraju za 30k można dostać co najwyżej usportowione punto a nie potwora… cóż urok pozostaje:)

pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Like a …. tourist

  1. w pisze:

    Ja tam Mome niezmiennie polecam.

  2. yarpen pisze:

    To gdzie sprzedaja najlepsze burgery w NY?

    • nerdinnewyork pisze:

      NAturalnie jako dobry dev muszę odpowiedzieć: to zależy. Jako jedzący mięso bardzo polecam Hidden Burger Joint na 57 west – fajna atmosfera małego miejsca z burgerami w okolicy 5-gwiazdkowego hotelu:)
      bardzo dobry jest Wollensky’s Grill na 3ciej gdzie jest dużo grillowanych dań i high profil ale klaycznego burgera można i trzeba wciągnąć
      Jest oczywiście słynne The Corner Bistro – bardzo wysoko ocenianane przez Zagat ale kto by się tym przejmował. Burger daje radę.
      I mały klejnot może Ruby’s Café – mulberry street, wygląda trochę nie na miejscu – bo wszędzie naookoła pasta, ale burger…:)

      Z sieciówek
      Shake shack – i wszystko właściwie w temacie.
      P.J. Clarke’s – dobre choć nieco drogawe.
      Five Guys – jak jesteśmy w nieznanej okolicy – gwarancja jakości w przystępnej cenie i zajebitymi frytkami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s