Techmeetup, pitch, angel i inne ważne terminy


Jest bańka. Jest to fakt. To co się dzieje tutaj jeśli chodzi o startupy przekracza moje wyobrażenie. Setki grup coś robią i chcą zdobyć finansowanie. Jest tylu gości którzy chcą się złapać na pociąg i zainwestować w coś co da gigantyczną stopę zwrotu, ale nowych interesujących usług brakuje…

Pamiętacie może jak kiedyś pisałem o czymś takim jak Color, które za prezentacje otrzymały 44 miliony dolarów… I nawet zrobili aplikację, która okazała się gigantyczną klapą! I nie miała żadnych użytkowników.

W ameryce jest coś takiego co się nazywa meetup.com. Jest to strona na której można znaleźć ludzi, którzy interesują się tym samym co ty i ich spotkać. Można również założyć stronę o czymś i liczyć na to, że ludzie którzy lubią to samo sami się znajdą. Nie ma więc znaczenia czy akurat lubisz piłkę, polskie tańce narodowe, eksperymenty genetyczne czy tarzanie się w błocie w trakcie pełni – istnieje duża szansa, że w USA i w NYC ktoś lubi to samo co ty!

Serwisu używam w celach różnych – między innymi google meetups są naprawdę ciekawe, podobnie jak inne związane z moim zawodem spotkania (dużo lepsze niż płatne konferencje imho). Jednym z najpopularniejszych meetupów, które mnie interesują jest NY tech meetup. Jest to takie zgromadzenie różnego rodzaju ludzi związanych z technologią, którzy przychodzą do pewnego miejsca i gadają sobie o computer science w ogólności + zawsze jest kilka grup, które chcą zaprezentować swój rewolucyjny pomysł na biznes. Kiedyś to spotkanie sprawdzało się i faktycznie przybliżało ludzi do siebie, pozwalało wymienić opinie, nawet chwilę razem pokodować, niestety ostatnio zamieniło się w festiwal pokazywania pomysłów, szukania pracowników i wyszukiwania okazji inwestycyjnych. Nie żeby było to coś złego, po prostu nie po to tam przychodzę.

I startupy stały się, proszę ja was, biznesem samym w sobie. A wszystkiemu winna jest korporacyjna ameryka. Nie wiem czy wiecie, ale ludzie pisząc gry na androida czy apple boją się ile razy zostaną pozwani przez trolli patentowych, czyli takie niedobre zwierzątka, które mają czelność pozywać małe biznesy za naruszenie patentów, żeby dostać od nich albo duże odszkodowanie albo część ich biznesu.

Powstała więc instytucja prawnika dla startupów. Taki prawnik musi być trochę bardziej cool niż inni prawnicy i musi umieć się dogadać z gościami w bluzach i trampkach wciągających pizzę, ale potencjalnie jest to dla niego spory biznes i kasa. Bo chłopaki zakładający startup rzadko się martwią czy akurat, ktoś nie skopiuje ich pomysłu, pozwie za wykorzystanie jakiegoś nieznanego patentu na wyświetlanie liter albo podwójny klik etc.

Obok pojawiły się hip agencje piarowe. Bo dobry prominentny startup jak już wyjdzie z fazy inkubacji potrzebuje koniecznie publicity i trafficu. No to są czarodzieje od kontaktów z mediami facebooków twitterów i ogólnie aktywizacji spoleczności, żeby ludzie zaczęli o naszym produkcie mówić. Czarodzieje załatwią nam wpis w engadget, tech crunchu a jak są naprawdę zajebiści to może i w NYT albo i CNN app of the week. Oczywiście trzeba im słono płacić a nierzadko również udziałami.

Przykładów można mnożyć i to pokazuje jak naprawdę trudno jest tutaj być właścicielem własnego startupu. U nas jeszcze to się robi samemu i zachowuje kontrolę w miarę długo. A tutaj bardzo szybko nasz udział się rozwadnia. Bo dobry pomysł to tak mało, a wokół niego trzeba jeszcze zrobić tak dużo (nawet nie samego wykonania tylko szumu). Że aż człowiek myśli, że może faktycznie lepiej pojechać do Polski,Korei, Brazylii, Argentyny etc i tam spróbować coś zrobić, bo mniej ludzi pragnie tego samego – drugiego google, fb, twittera.

PRzez przypadek znalazlem się na czymś takim nawet o nazwie New Kids on The block – posiadówa w bardze dla ludzi związanych ze startupami. I wiecie co. na 70 osób było 3 developerów/tech leadów a reszta to prawnicy venture capital, sprzedawcy i tzw business.;) I wszyscy chcą jednego właśnie developerów bo tych brakuje jak wody na pustyni.

Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w samej specyfice nowego jorku. Otóż tutaj większość dobrych rąk programistycznych z pomysłami pracuje … w bankach. Gdzie płacą im dobrze i nawet o nich dbają. I mają nieustający napływ nowych zdolnych rekrutów z najlepszych uczelni amerykańskich/Indyjskich/Rosyjskich. Bo załatwienie takiej wizy dla takiego banku to nie jest taki duży problem, a dla przyszłego imigranta trochę większa gwarancja stabilności jak już opuszcza swój szałas rodzinny. A taki startup nie dość że musi zapłacić jakieś gigantyczne pieniądze prawnikowi, to jeszcze nie wie czy ten gość z piątkami na świadectwie to się nada do naszej kultury (bo może akurat jest zamknięty w sobie a my lubimy sobie pokrzyczeć na lunchu), będziemy go lubić (bo my lubimy gwiezdne wojny a nie filmy z bollywood) i sam sobie da radę w organizacji bez organizacji (wbrew pozorom wymaga to sporej dyscypliny, której absolwenci najczęściej nie mają). W startupie trzeba się uczyć szybko i samemu a w korpo jest trochę (tylko trochę) wolniej i można się kogoś o coś spytac. No i jest jeszcze większy payroll i bonus i prestiż. Bo przecież naszego śiwetnego startupu za pół roku może już nie być i nasze opcje na akcje będą warte mniej niż 0:)

Poza tym sporo dobrych programistów i ludzi związanych woli jednak siedzieć w ciepłej kaliforni i pracować dla całego silicon valley, które popyt ma nieustający. Myślę, że z czasem wydarzy się jednak pewna migracja, gdyż nowy jork ma jednak jeszcze siłę przyciągania i ma na pewno nie mniejszą, jeśli nei większą ilość pieniędzy. Jest to jednak znacząco inna kultura, więc zobaczymy co się wydarzy. Jedno jest pewne zawirowania na rynkach, ktore obserwujemy obecnie w ogóle nie wpłynęły na rozpalony do czerwoności rynek startupów, a nawet spowodowały zwiększenie ilości dostęnej kasy… Bo przecież akcjom nie można już ufać.

Poza tym z innej beczki, Adrian i Magda dobrze sobie radzą na mieście, w naszej lodówce znacząco spadły zapasy paliwa płynnego – roztworu chmielowego czyli ogólnie jest dobrze. W weekend chyba zobaczymy jakieś ogrody botaniczne a ja postaram sie przetworzyc trochę zdjęć, które Dziekany tutaj robią. Dla rosnącego Grona osób, które w najbliższym czasie mnie tutaj nawiedzi chciałbym przypomnieć o obowiązkowym litrze (można więcej), który należy wnieść w depozyt inaczej celnicy mogą odmówić wstępu. W przypadku osób przemieszczających się w ramach USA stawka jest do negocjacji;)

To chyba tyle na dzisiaj – jak wiadomo piąteczek, trzeba zakończyć pracę i zająć się celbracją weekendu;)
pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s