Biznesy małe i duże, czyli dlaczego nei jesteśmy ameryką:)


Dzisiaj muszę trochę sobie napisać o rzeczach, z którymi mam bezpośredni kontakt i o obserwacjach, którymi chciałbym się podzielić. Czas jakiś miałem okazję pracować dla naszych największych banków i zrozumieć jak działają. Powoli zaczynam obczajać jak też działają banki i tutaj i czym tak naprawdę różni się ten świat od naszego. A różnice zaczynam zauważać ogromne.

W cetrnum wszechświata, w którym się znajduję, jest jak wiadomo bardzo dużo assets. Pieniędzy jest ogromna ilość i ponieważ pieniądze jak elektrony, nie bardzo lubią siedzieć w miejscu, to lubią sobie podróżować. A najlepiej jak by przy tej okazji znalazły kolegów i z kolegami zajęły się rekrutacją innych kolegów, bo stara prawda przecież mówi, że im nas więcej tym weselej (nie jest do końca potwierdzone czy lepiej).

I tak nasze kochane banki głównie, jak wiemy, działają na podstawie prostej zasady, pozyskaj kasę na x% a pożycz ją na y% przy spełnieniu jakże prostej zasady, że x% < y% i ta różnica pokrywa koszty działania tej naszej instytucji finansowej. Banki urosły nam nad wisełką już do sporych rozmiarów, jednak skala działania naszych banków nadal niemal w całości ogranicza się do działalności pożyczkowo-depozytowej. I to co jest u nas cutting-edge i w ogóle super nowoczesne, niekoniecznie jest cutting edge i nowoczesne w centrum wszechświata.

TEn biznes jest dość stabilny, bankom wspólnie zależy, żeby świat się nie zawalił a z klientów spokojnie co miesiąc ściągać daninę. Okazuje się jednak, że słynna bankowość inwestycyjna to jednak troszkę inny biznes. Owi (nie)sławni bankierzy to jednak troszkę inne zwierzaczki. Chłopaki po prostu dobrze znają się na tym, gdzie skąd wziąć pieniądze, i dać je komuś innemu. Nie należy również zapominać o trading desku (deskach), który zarabia (lub traci jeśli akurat mamy kryzys) pieniądze starając się być lepszym od innych tuzów rynku. I świat ten tworzy zaskakująco niewielka grupa (obecnie aktywnych) osób. Grupa ta jest zaskakująco podobna do naszych domów maklerskich, które właśnie specjalizują się w dostarczaniu rynkowi wiedzy na temat tego jak te pieniądze z rynku się ściąga, jak należy sprzedać emisję obligacji, co kupić a co sprzedać. I tam niektórzy "bankierzy" też zarabiają całkiem ładne bonusy.

W USA retail business jako taki nie przynosi tak krociowych zysków na jednostkę jakie może przynieść bankowość inwestycyjna. Retail business z definicji jest stabilny i sprawą niskiego ryzyka (tak przynajmniej myślą banki pożyczając ninją na hipotekę po 0%). A że Johnny chce być bogaty jak już skończył ten Yale (bo musi spłacić pożyczkę na studia) to idzie do Goldmana a nie do heinekena. Ponadto, banki bardzo sprytnie wypozycjonowały się jako instytucje, które zatrudniają najlepszych. Dzięki temu nawet jeśli robota, którą wykonujesz nie jest najciekawsza na świecie (i zabiera 3/4 twojego życia, które nei jest snem) to nadal pracujesz dla najlepszych i zgarniasz za to całkiem solidne pieniądze. Oczywiście „najlepsi” mają ciąg do większej kaski albo do robienia czegoś innego w życiu niż pracy, dlatego w bankowości zostają „najsilniejsi”. Średnio per capita taka bankowość inwestycyjna powinna przynosić około 1-2+milionów dolarów przychodu rocznie. OCzywiście potrzebny jest do tego cały backend i middle office ale fakt faktem, że liczby są duże.

Wallstreet ogólnie jednak pewnego dnia (w latach 80) zorientowało się, że jak zatrudnisz mądrych ludzi z doktoratami do wspomagania tradeów i pisania softu, to może akurat będziesz miał przysłowiowego edge nad konkurencją. Proces ten trwa do dziś, gdize ilość mądrych ludzi w tym biznesie jest całkiem spora i rozpełzają sie pomiędzy bankami i hedge fundami i mają się całkiem nieźle z tego powodu.

Dlaczego więc u nas nie ma takiego ciśnienia na „mądrych ludzi”, skoro takie instytucje z powodzeniem działają w Rosji, południowej afryce i australii. Po pierwsze nasza bankowość pomimo, że całkiem nowoczesna od strony bankowości internetowej działa jednak w oparciu o prosty model pożycz taniej sprzedaj drożej i nie potrzebuje nagle jakiejś wielkiej innowacji. Nie ma ludzi którzy mogliby taki biznes zacząć, bo…. zrobienie kasy na hedge fundzie w polsce (czyli po polsku funduszu inwestycyjnym zamkniętym) nie wymaga doktoratu z mechaniki płynów a raczej pokazania, że w przeszłości zrobiliśmy 10000% i w ogóle jesteśmy zajebiści. A ponadto, nadal jesteśmy dość biednym krajem i wolnej gotówy niema wcale tak dużo. Ponadto ciężko powiedzieć, ile jest ludzi którzy są w stanie pracować naprawdę ciężkie godziny przez kilka lat w celu zarabiania tych ciężkich pieniędzy.

Dlatego w Polsce jeśli ktoś chce po studiach od razu zarabiać przyzwoite pieniądze startuje do McK albo bisidżi ale miejsc na rok jest 10-15. Wszystkie pozostałe opcje „kariery” oferują raczej spokojny wzrost bez większych możliwości nagłej „eksplozji” i to zarówno tej dobrej jak i złej. A rząd się potem dziwi, że „najzdolniejsi” mu wyjeżdżają do londynu. Bo to niestety nadal jest chyba jedna z niewielu dróg (oprócz genetycznego obciążenia urodzeniem się synem prezesa i posiadaniem dobrego networka od razu) do przeskoczenia kilku szczebli żmudnego wspinania się po drabince. Po drugie, Polska wcale nie potrzebuje „najzdolniejszych” bo nie ma za bardzo jak wykorzystać ich potencjału (a im uświadomić że są najzdolniejsi). Wreszcie po trzecie, może akurat niektórzy mają ochotę pojeździć po świecie i zobaczyć go trochę przy okazji i nauczyć się innego podejścia do biznesu i życia.

Bo umówmy się, u nas nie zakłada się biznesu, który po 3-5 latach nagle sprzedaje isę za parę – paręnaście milionów złotych – czyli droga „przedsiębiorcy” a potem zakłada kolejny biznes. Najpierw musimy poczekać, aż ktoś coś wymyśli a potem musimy to skopiować:)

pozdro 600
pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Biznesy małe i duże, czyli dlaczego nei jesteśmy ameryką:)

  1. eee łukasz, teraz to żeś opcje logowania zapodał. szacun. to zupełnie zmienia user experience 🙂 nie wiem czy pozostali też będą mieli takie wrażenia, ale mi od razu bardziej chce się komentować jak nie muszę wpisywać tych wszystkich nudnych pól jak name i e-mail.
    a komentuję, bo zgadzam się z tym co piszesz i właśnie w obserwacji rynku amerykańskiego ja przynajmniej pokładam nadzieje na przyszły biznes. trzeba go tylko będzie zaadaptować na polskie warunki i heya 🙂

  2. Piotr Kosla pisze:

    czyli chcesz kopiować 😛 eh Krisuś… jak grochem o ścianę! 😛

  3. Piotr Kosla pisze:

    a opcja logowania, zacna, zacna – jak te kilka kroków mniej potrafi zmotywować do pisania postów… coś w tym jest 🙂

  4. nie wiem o co cho z tym grochem kozioł, ale tak właśnie będę kopiował, bo bez sensu jest zesrywać się na abstrakcyjne myślenie, jeśli to nie dotyczy sytuacji unikalnej dla naszego kraju. hambugsy (native or not) nie jedno wymyśliły i wystarczy mieć oczy otwarte.

  5. łukasz, jak ostatnio pisałem tu komentarze, to musiałem wklepywać nick, maila i nie wiem co jeszcze, bo na pewno nie było tak prosto jak jest teraz.

  6. Szymon pisze:

    Trochę smutna ta Twoja ocena polskiej rzeczywistości.nie mówię, że tak nie jest, ale perspektywa, w której pracują u nas ludzie nie topowi nie podoba mi się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s