Chwilowy powrót do Polski i powrót do rzeczywistości


I się ostatnio zaniedbałem. Ostatni post był chyba z tydzień temu, trzeba się więc trochę sprężyć i nadrobić. NA swoje usprawiedliwienie mam tylko fakt, że posta napisałem, ale cholerny wordpress mi go zeżarł, bo akurat nie zauważyłem, że sesja wygasła. NA co się tak wkuyrzyłem, że wczoraj mi się nawet do bloga nie zechciało usiąść. No ale stwierdziłem, że to już jednak przesada i trzeba wrócić. Będzie więc trochę o przeżyciach w domu.

Stało się przez tydzień byłem w Polsce na tzw. urlopie. Cel był jeden, być w domu i jednocześnie być poza światem;) Udało się, czas spędzony na tym wyjeździe w domu był niespotykany, chociaż nie udało mi się niestety nawet z połową ludzi spotkać… Cóż życie.

Opowieść o roadtripie została zakończona, czeka mnie jeszcze jeden post podsumowania, żeby wszyscy przyszli roadtripowcy wiedzieli na co się piszą i inne tematy będzie można kontynuować a ten chyba na jakiś czas zamknąć.

Wsiadłem tedy oto w samolot linii holenderskich na lotnisku JFK i wyruszyłem z powrotem do starego świata. I nie powiem, żebym nie był tym podekscytowany:) (miało to również związek z faktem, że przez tydzień nie musiałbym pracować). Przy okazji nauczyłem się niezłego tricka, jak dojechać na JFK za 7,25$ a nie 45$ (taksóweczka). OCzywiście jeśli na przykład przylatuje się w więcej osób to taksóweczka jest dużo wygodniejsza (chociaż już niekoniecznie szybsza bo to zależy jednak od pory dnia). Otóż można sie do manhattanu przytelepać korzystając z tzw. Airtrain oraz metra E (lub A ale tym nie jechałem). DLa potencjalnych podróżników chcących zaoszczędzić parę zielonych polecam skorzystanie z tej ciekawszej wersji transportu (jedzie się przez CAŁĄ trasę linii E w tym przez Jamaicę i całe Queens więc zawsze może być ciekawie;D).

Lot jak to lot, minął bez większych emocji. Mi niestety nie udało się zasnąć, mimo intesywnego konsumowania whisky (z wielokrotną dolewką), ponieważ mój organizm nie jest przystosowany do spania w takich warunkach. JEst to niewątpliwa wada, ale niestety jeszcze nie udało mi się jej pokonać. Radośnie przebyłem więc obudzony całą noc (wylatywałem o 23:00 czasu tutejszego lądowałem 10,5 godziny później). Zastanawiałem się, czy mój organizm będzie podlegał jet lagowi nie śpiąc 36 godzin, czy też może strefy czasowe już do reszty mu się popieprzą i w ogóle będzie myślał, że jest w Chinach).

W Polsce…. było zajebiście. Nie sądziłem, że powrót do domu sprawi mi taką przyjemność. Nawet korki na żwirkach uznałem za przejaw czegoś swojskiego. Chyba zwyczajnie się stęskniłem. Głupi jednak byłem myśląc, że jeśli mam 5 dni to uda mi się ze wszystkimi zobaczyć… Brakło przynajmniej jeszcze kolejnych pięciu dni. Pierwszym błędem był oczywiście fakt, że wszyscy w ciągu dnia pracują/uczą się i generalnie akurat o 12 to nie za dużo osób ma czas żeby się zobaczyć. Po drugie mieszkanie oczywiście zaatakowało znienacka i przypomniało kto tu kogo wykańcza i zabrało mi parenaście godzin cennego czasu.

Rodzina też oczywiście chciała zobaczyc i dotkąć. Nie powiem też chciałem pogadać, zobaczyc siostrzeńców, babcie i ciocie, ale wiedza o tym, że na wszystko jest dramatycznie mało czasu powodowała, że strasznie trudno było się tym cieszyć. Bo kurde jak człowiek ma świadomość, że dzisiaj to jeszcze akurat dziadka zobaczy, ale jak następnym razem przyjedzie to już może niekoniecznie, już wcale mi się tak nie podobała. Innymi słowy. Jak przyjeżdżasz do domu to na dłużej, żeby się nie spieszyć, i zobaczyć wszystkich tych, których chcesz zobaczyć. Logistyka jest bardzo ważna jak się okazuje.

I człowiek właśnie po takich wyjazdach myśli, że jednak jego miejsce jest tam a nie tutaj. Tutaj wszystko fajnie, można poszaleć, pobawić się (a nawet popracować) a nawet pouczyć, ale chyba jednak … jak się wrosło w pewne środowisko to nie jest tak łatwo. Z drugiej strony jak wracałem i wylądowalem tutaj i wszedłem do mojego mieszkania, zobaczyłem Manhattan przez okno to też poczulem się jak w Domu. Pojawił się po prostu dualizm metropolitalno-domowy. I nie wystąpił w typowej formie: Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Tylko wszędzie dobrze gdzie jesteśmy. Bo zaraz trzeba było zobaczyć się z Miso i ekipą, wyskoczyć na Broadway show albo do innego kina, czy też do beergarten.

W domu cały czas cieszyła mi się morda, zę tyle osób się chce ze mną zobaczyć, i codziennie po prostu brakuje czasu na wszystkich i z wszytkimi chciałoby się spędzić parę godzin, a drugiej strony tutaj czuje się ile jest jeszcze rzeczy do zrobienia, jak wielkie opcje trzeba jeszcze zrealizować. Chyba po prostu człowiek się zastanawia jak to wszystko ogarnąć, co trzeba teraz zrobić a co można później. I najlepsze jest to, że mi tych ludzi autentycznie brakowało, i też chciałem ich zobaczyć. Ale każdy ma jakieś swoje ograniczenia czasowe lub inne i pewne rzeczy trzeba przełożyć na później (w tym wypadku na parę miesięcy później…)

Budujące jest jednak to, że przyjaźnie nei rozpadają się jednak tak łatwo, nawet jeśli jest parę tysiecy kilometrów między stronami relacji. Specjalne podziękowania tutaj kieruję w stronę The Teamu, który zajebiście dał radę i było niesamowicie się spotkać z Wami po raz kolejny;) Rodzinie też należą się pozdrowienia. Patrzeć jak wszyscy się cieszą, że akurat nie schudłem, tudzież nie wyglądam jak pączek, a także jak słuchają wszystkiego co mówię i opowiadam… naprawdę świetne uczucie. PAtrzeć, jak dzieciaki cieszą się z prezentów oraz z tego, że jednak Wujek wrócił, to też coś miłego. Super że udało się zagrać w Pilkę w niedzielę z chłopakami… Czułem się jak zawsze (i jak zawsze mam siniaki i obtarte piszczele) i dla jeszcze jednej osoby. Za wszystko:)

Wszystkiego najlepszego dla Pawła I Weroniki, że byli tak mili i zaprosili mnie na ich świetnie zorganizowane wesele. Naprawdę było super, jedzenie przepyszne (borowikowa to czysta poezja a te desery…) i towarzystwo wyborne. Pawle zgodnie z Twoimi słowami: Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, nie wiem jak ale na pewno uda się nam zobaczyć.

Przeprosić wypada wszystkich tych, ktorych nie dałem rady tym razem odwiedzić. Obiecuję poprawę. Następna moja wizyta w Polsce mam nadzieję pozwoli mi znowu się z kimś spośród Was zobaczyć. Chociaż następna dłuższa może być dopiero na święta. A ja tymczasem może zakończę ten tkliwy nastrój i powrócę do opisywania jednak kraju hamburgerów. W końcu nie po żeśmy tu przyszli żeby tu…

pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Chwilowy powrót do Polski i powrót do rzeczywistości

  1. master yoda pisze:

    Wszystkie wylotówki z Warszawy stoją w korkach. Widziałeś jakąś inną stolicę państwa europejskiego, która nie ma obwodnic? Bo ja nie… W konsekwencji tego, że ruch na wylotówkach stoi, stoją również główne ulice miasta. Choć jak sobie przypominam w NY też nie jest wesoło pomimo dobrej infrastruktury. Najlepiej to chyba jednak wybudować domek poza miastem i pracować zdalnie. Oczywiście w zawodzie programisty to możliwe, natomiast w zawodzie konsultanta już mniej… A to, że wydaje nam się zawsze, że trawa u sąsiada jest „bardziej zielona” to oczywiście prawda 😉 Jakoś tak to już jest 😉 Pod względem gościny powiedziałbym, że w Polsce spotkały mnie milsze rzeczy niż w Stanach. Ale to subiektywne odczucia, w NY byłem tylko kilka dni, dłużej – 3 miesiące – w nieco „spokojniejszym” mieście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s