Spiderman, Wolverine i Harry Potter czyli część 4


Po nieco przydługiej przerwie DD reporter powraca w dalszą częścią relacji. Oczywiście istnieje niezerowa szansa, że akurat już nikogo nie interesują przegrzane informacje, ale ponieważ I tak już spędziłem ten czas na pisaniu tego posta, którego straciłem 2 razy przez zerwaną sesję…

Dzień 5 naszej wycieczki miał upłynął pod znakiem zabawy po bandzie i maksymalnej radochy czyli PArk Rozrywki. Wybór padł na Islands of Adventure, bo mieli najwięcej wszystkiego. Disneyland został zdyskwalifikowany jako „pedalski” i nikt nie chciał mieć zdjęcia z myszką miki.

UDało się nam zajechać na parking gdzie od razu zchargowali nas 14$ ale jakoś bardzo się tym nie przejeliśmy bo od razu w podskokach ruszyliśmy do kas. Tam oczywiście dodatkowo obrabowano nas z 90$ i próbowano wcisnąć coś co się nazywa Express pass za 25$ dolarów, co rzekomo miało pozwolić omijać nam kolejki do atrakcji. Nasze mózgi jeszcze jednak nie przyswoiły dostatecznej ilości witaminy e, cholesterolu i Ameryki w ogólności, żeby przestać myśleć i serdecznie podziękowaliśmy. Po pierwsze było rano, po drugie był środek tygodnia, po trzecie prawie nie było ludzi. Przecież nie będzie kolejek.

Po przekroczeniu bram wyspy zwykły świat nabral barw innych, i człowiek mógł się przenieść w krainę dzieciństwa. Na pierwszy ogień idą superbohaterowie Marcela. Omijając kolejki, bo nikogo nie było przechodzimy niemiłosiernie długim korytarzem i wchodzimy do fear Extractora Doktora Zło.

Nie bardoz wiedząc czego możemy się spodziewać, sympatyczna pani zabiera mi aparat i iphone i kładzie do takiej szafeczki i grozi palcem, zę jeszcze komuś krzywdę tym zrobię. No byłaby to pewnie pierwsza na świecie śmierć od IPhpone. Myślę, że Apple miałoby z tego powodu złą prasę: Śmiercionośne jabłko w rękach głupiego polaka zabija jedną osobę i 3 rani:)

Po zapięciu pasów , kleszczy i czego tam jeszcze, żebym przypadkiem nie wypadł z siedzenia. Prawdopodobnie wchodząc do Parku i tak zrzekłem się wszystkich praw i zaakceptowałem ryzyko paraliżu, utraty kończyn i innych tam rzeczy a może nawet organy oddam, więc i tak żadnej kasy z tego nie będzie. Nawet z mojego ubezpieczenia w firmie pewnie też nie, bo to neibezpieczne przecież jest.

No nic i tak sobie siedzimy… Dr Zło coś tam mówi i nagle jak nie @#$@#$@# Wywaliło nas 70 metrów do góry, dziewczyny obok się drą, ja szukam mózgu w kostkach. Przeciążenie ze 1G może półtora. Zabawa niesamowita. Trwa moze ze 30 sekund ale łał:) I jeszcze panorama całego parku.

Majka po zejściu już prawie chciała wychodzić, ale przecież to dopiero początek. Następnie wybraliśmy się w pojedynek Spidermana z całym światem. Okulary trendy 3d wsiadamy do żółtej kabrio taksówki i jazda. To jak rollercoaster tylko w kinie 3 z ruchomymi rzeczami. I lepiej jak na filmie bo akurat Gnom do Ciebie rzuca dynią, albo doktor Octopus wyrywa Ci akurat zderzak i rzuca na dach wieżowca. Wszystko wygląda bardzo sugestywnie i podoba się bardzo. Oczywiście może to wynika z faktu, że dorastałem w mały kraju w Europie wschodniej gdzie takie rzeczy to tylko w Erze i nigdy czegoś takiego nie widziałem, a moim rollercosterem była karuzela raz do roku.

Już zaczęliśmy się rozgrzewać, więc przyszła kolej na Rollercoastera. Akurat w okolicy był hulk. Wyglądał na nieźle pokręconego i się chciało tam znaleźć. Niestety na początku nie mieliśmy ballsów żeby usiąść w pierwszym rzędzie. Usiedliśmy w 3. dziewczyny zapytały troskliwie czy ballsy też zapiąlem żeby mi przypadkiem nie urwało. Zawsze można na nie liczyć w sytuacjach zagrażających życiu. Z drugiej strony mogłem popatrzeć na ich miny Majka „O mój boże, zabierzcie mnie stąd i jutro idę do kościołą…”, Ola ze swoim „O ja pier
@#!!@ ale jest zajebiście”” uśmiechem i na końcui Justyna i jej „kurde sama nie wiem co myśleć, jestem tak daleko od domu ale nie chcę wraca” wyrazem twarzy:)

2 minuty późńiej słuchaliśmy tylko zwierzeń ” Ale się spociłam…” i ja też. Jazda była po bandzie. Ja w wielu momentach nie wiedziałem gdzie mam głowę, a jak się puści ręce, to się czuje że się leci… Jazda niezła, zwlaszcza jak sie nigdy na czymś takim nie jechało. Dużo wrażeń.

Ponieważ byliśmy spoceni to trzeba było się odświeżyć. Akurat po drodze mieliśmy dwie atrakcje w wodzie. Przejażdżka z popeyem spowodowała że byliśmy przemoczeni do suchej nitki, a potem druga spowodowała że mokre miałem również i buty. Ale bana na twarzy mieli wszyscy. Akruat było dość ciepło więc można było wyschnąć. Ale można było zapłacić 5$ i wejść do wielkiej suszary… Tutaj naprawdę umieją robić biznes…

Paradise Lost czyli Jurrasic PArk jakoś mi się nie podobał to akurat może ominę i przejdę d odania głównego czyli Hogwartu i świata Harrego pottera. Zrobiony jest wielką dbałością o szczegóły… Zamek piękny, wioska Hogsmeade też… I tutaj wielkei tłumy. Najwyraźniej Swiat Harrego jest wielkim hitem tutaj i jednym z największych sukcesów w parkach. Na hogwart czekaliśmy z godzine, ale dlateog że były jakeiś problems. Nikt chyba nie zginął, może prądu brakłow. Ale wnętrze zamku zrobione jest z niezwykłą dbałością o szczegóły. Są prawdziwe gadające obrazy, są zbroje, jest tiara przydziału gabinet dumbledore.. Myśle że jak bym miał 10 lat to bym niemógł wyjść z podziwu. A i tak byłem urzeczony. Sala z portretami jest majstersztykiem.

SAma przejażdżka jest absolutnie napakowana emocjami. MAgiczny las, Dementorzy, turniej quicdditcha, pojedynek ze smokami, voldemort… wszytko. 3d, ogień, para … rzuca tobą nieźle…

Wychodzi z i mówisz, ze chcesz jeszcze. NAtychmiast po tym poszliśmy na pojedynek smoków, czyli dwa bliźniacze rollercoastery. Nawet niemusieliśmy przepychać sie przez dzieci bo wszystkie wysłaliśmy na zamek, mówieć że tam rozdają cukierkiTym razem mieliśmy już na tyle odwagi żeby posadzić się w pierwszym rzędzie. Majeczka trochę protestowała ale wespół zespół ją przekonaliśmy (mogla paśc obietnica piwa). Jazda na pierwszym siedzeniu to coś innego… LEcisz do dołu i zastanawiasz sie czy akurat wyrżniesz głową w ziemię, albo robisz beczkę i zastanawiasz czemu przed chwilą byłeś 180 stopni w drugą stronę. Adrenalina skacze. Wszystko jest tak skalkulowane ze przez 1,5 minuty rozrywka gwarantowana. Wątroba chce Ci wylecieć uchem i nawet zastanawiasz sie czy ten rollercoaster, naprawdę jest dobrze zrobiony. Nawet jeśli w Ameryce jego wytwórcy grozą prawdopodobnie straszne kary za zaniedbania.

Po tych wszystkich przygodach człowiek aż zgłodniał i wtedy popełniliśmy pierwszego tego dnia błąd. Zjedliśmy w parku…. Prawdopodobnie zamiast ryby była to jakaś dziwna guma w panierce z kupy…. No cóż przecież można było się spodziewać ze wykwitnej kolacji to nie będzie. Po 6 godzinach byliśmy zmęczeni i zadowoleni. I chcieliśmy jeszcze ale dziewczyny już tutaj zaczęły się martwić czy przypadkiem dojedziemy, czy może akurat wpadniemy pod tira bo będziemy zbyt zmęczeni…

Doświadczenie niesamowite. Tutaj trzeba przyjechać na kilka dni. Zobaczyc wiecej parków… mieć czas. Ale nawet jeden dzień daje dużo wrażeń. Ale jutro czekały na nas góry… Ale o gorach kurczacha Blue Ridge highway… to możę w nastęnej częsci

pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróż i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Spiderman, Wolverine i Harry Potter czyli część 4

  1. Szymon pisze:

    Hogward to może nie, ale rollercoastery i pierwszy rząd. O tak :]

  2. Stappu pisze:

    Czyżby amerykanie skopiowali któryś tam college z Oxfordu? I to wiernie? Aż chce się sprawdzić.

    p.s. Ehh……

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s