Przypowieść o tym jak George Bush zabawie zapobiegł


Po ostatnim poście o bardzo podniosłych sprawach w tonie, jak na mnie dość patetycznym, przyszedł czas na post o niczym, czyli o Amerykanach.:) Otóż miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu firmowym mającym na celu „poprawę doświadczenia” dla ludzi na moim poziomie. Czyli chodziło o wzajemne narzekanie, z którego potem nic nie wyniknie, bo chcemy coś zrobić pod warunkiem, że wszystko zostanie tak samo, i oczywiście żeby przypadkiem nie kosztowało za dużo. Ale wracając.

Po tym spotkaniu, na które udałem się z ciekawości – jak również po to żeby wcześniej zerwać się z pracy, było coś co sie nazywa Happy Hours. Idee znana jest również i u nas, tutaj ma same zalety. Przez 1,5 godzinki można coś pogadać a i zjeść się pewnie uda. Wczoraj były jednak dodatkowe elementy, które spowodowały, że aż napiszę bo śmiałem się dość głośno.

Spotkanie było dość nietypowe, bo spodziewałem się, że znowu otoczony będę emigrantami z kraju wiecznego outsourcingu lub też z kraju notorycznie kupującego Amerykańskie obligacje. Było to jednak naiwne z mojej strony, ponieważ ludzie z tych państw nie narzekają publicznie. Być może narzekają sobie w domu po tym jak przepracują swoje 14 godzin, ale nie publicznie, bo tak przecież nie można, poza tym jeszcze ktoś zapamięta i będą zadawać niewygodne pytania (co prawda pewnie nie tak niewygodne jak towarzysze przypalając papierosem przy żarówce 200W…:D). Wydarzenie składało się więc niemal wyłącznie z potomków Wilsona, Kałashnikova tudzież innych makaroniarzy będących jednak Amerykanami. Byłem świadkiem jak bardzo korporaci kochają skróty. Każdy nadużywa ich tak, że aż uszy bolą i zastanawiam się czy po prostu wygodniej jest mówić 3-4 literowymi zbitkami czy też powiedzieć pełną nazwę, która i tak nic nie znaczy. Brzmi to całkiem idiotycznie gdy gość się przedstawia „Siema, jestem Greg i pracuję dla FOCT zajmuję się SAS i często pracuję z HNV…”. Myślę, że równie dobrze móglby powiedzieć. Siema jestem IWNCWIATA (I have no clue what I am talking about). Ale pewnie to trudno wymówić. Jestem jednak pewien, że starszy menadżer do spraw ustalania skrótów umie tak skonstruować ten skrót żeby brzmiał dobrze i znaczył to co powiedziałem prawdopodobnie coś w rodzaju Nina….. Jak słuchałem jak się ludzie przedstawiali to też jeden skrót bardzo cisnął mi się na usta, mianowicie WTF…

Wracają do rzeczy ważnych, czyli Piwa i Frytek, prawdziwie urzekły mnie dwie historie. Zaangażowałem się w rozmowę z jakimiś losowymi typami, którzy przynajmniej zamówili Long Island, znaczy że, można było liczyć że będzie się można z nimi napić. Rozmawiali naturalnie o pracy (gdyż ich głębia intelektualna pozwalała jedynie na rozmowę o pracy, koszykówce o wielkim kanionie), szybko jednak udało mi się zmienić temat na sport, tudzież dlaczego Europa jest lepsza niż USA (oczywiście celowo żeby ich z lekka podkur#@!# na początku). Zrobiliśmy może ze dwa long ISland a koledzy zaczęli się w końcu rozkręcać. Było ich trzech i każdy wyglądał jak rasowy redneck w garniturze. Zauważyłem, że Amerykanie nie rozróżniają kiedy mówią głupoty, a kiedy myślą że mówią śmieszne rzeczy. Byłby więc średnio śmieszne korporacyjne historie, typu nawaliliśmy się na wyjeździe firmowym i wskoczyliśmy do basenu po pijaku i nas ochrona wyrzuciła i obudziłem się w lesie (widać tęsknotę do Kac Vegas – niespełniony sen konsultanta). Były lekko śmieszne historie korporacyjne, typu pomyliłem dwóch hindusów, ktorzy są bardzo wysoko i nazwałem jednego imieniem drugie mówiąc coś dziwnego… Najlepsze historie były jednak zupełnie nieśmieszne dla nich:D

Zacznijmy od pierwszej, bo porusza bardzo ostatnio na czasie temat Licznika Geigera. Rozprawiam więc o rzeczach różnych z osobnikami narodowości Amerykańskiej. Ludziki przechwalają się jakie to są inteligentne, Ivy league skończyli (choć nie jakoś bardzo wysoko skoro pracują gdzie pracują), trochę świata zwiedzili, więc nie są jakąś totalną kiełbasą wyborczą. No i proszę ja Was opowiada jeden taki, jako to zajebisty projekt robił. Pracował dla Hedge Funda, czyli po naszemu najzwyklejszy fundusz inwestycyjny. Tyle, że Ameryka to taki piękny kraj, że jak jesteś dość mądry, albo dość ogarnięty z reputacją to zakładasz własny fundusz. Ludzie wpłacają Ci kasę, ty bierzesz za zarządzanie i procent od zysków i jesteś ustawiony. Takie fundusze zakładają najczęściej swojego rodzaju geniusze, albo „bardzo popularni ludzie”, którzy myślą, że są mądrzejsi niż rynek. No i moje firma pracowała dla takego funduszu, któremu akurat udało się odnieść sukces (statystycznie 10%, czyli tyle ile mniej więcej startupów odnosi sukces).

Jednym z zarządzających był genialny fizyk, którzy po biurze chodził boso i lubił opowiadać dowcipy o Ruskach, Polakach i Niemcach(Amerykanach), których nikt tutaj nie rozumiał. Nasi konsultanci, również naturalnie nie rozumieli. Ale on rozumiał, że oni nie rozumieją, i mimo wszystko im opowiadał, bo lubił patrzeć jak się śmieją mimo, że nie rozumieją. No i proszę ja Was, John – jeden z moich rozmówców mówi, że gość był mega dziwny bo bał się trzęsień ziemi. Myślę normalka, tylko że w NYC to się trzęsienia niekoniecznie zdarzają. I takoż Amerykanin z pełnym przekonaniem mówi, że nasz zarządzający miał takie urządzenia na biurku. No takie co mierzy siłę wstrząsów. I nasz kolega będąc zapewne pod wpływem zapomniał jak owo urządzenie się nazywa. Myśli, próbuje sobie przypomnieć, kmini…. kmini…. Ale drugi kolega, bardzo wykształcony, z bogatej rodziny, mający na koncie i Upenn(Ivy league) i Oxford mówi, z pełnym przekonaniem – Licznik Geigera. A pierwszy… a no tak… No i tutaj powstaje pytanie, czy pierwszy miał na myśli Licznik Geigera… tylko akurat ok nie mierzy wstrząsów sejsmicznych. Czy może sejsmograf w Ameryce utożsamiany jest z licznikiem Geigera… Nie wiem, może licznik Geigera ostatnimi czasu bada ilość wstrząsów, aż sam zwątpiłem i sprawdziłem… Ale nie stare dobre lekcje PO miały rację… Nawet nie wiecie jak trudno mi było utrzymać tzw. Poker Face. Po prostu zbyt trudno. musiałem wyjść się wyśmiać.

Jużem myślał, że to koniec atrakcji wieczoru i będę musiał sprawdzić czy przypadkiem imć Geiger oprócz skali napromieniowania nie wymyślił, również przy okazji skali trzęsień ziemi, a być może również skalę powodziową, pożarową a może i również na przykład i silnik parowy niczym Leo Da Vinci. Na szczęście jako szanujący się fizyk i badasz zjawisk promieniotwórczych w dupie miał to czy akurat skorupa porusza się wzdłuż ryftu czy nie. Bardziej interesował się rozpadem Radu i Polonu jak również URanu.

Na szczęście moi koledzy nie wykorzystali potencjału idiotyczności na ten wieczór, mimo że właściwie mijała już 9 i należałoby iść do domu. JA jednak przeczuwałem, że może się wydarzyć coś interesującego. Otóż kolega z Oksfordu, z powołania republikanin (po naszemu Redneck z pokolenia na pokolenie) mówi, że akurat był w Francji. I miał to nieszczęście, że akurat był tam za czasów miłościwego panowania Dżordża dabalju Busza. I jak to bezwstydny Amerykanim podbija do każdej możliwej laski, która jest w okolicy. No i biedak, strasznie się przez te pół roku rozczarował. Okazało się, że podrywanie Europeskich dziewczyn nie ma sensu, ponieważ biedak przyznał się, że popiera Busza i Jego Politykę. Jak on strasznie rozpaczał, że byl we Francji pół roku i żadnej dziewczyny nie mógł zaliczyć bo był Amerykaninem. Chłopak niby wykształcony, coś tam widział (chociaz pewnie głównie reality show), może nawet coś przeczytał (choć nie… z drugiej strony jednak nie) ale łatki Amerykanina nie mógł się pozbyć. Angielskiego |akcentu nie sposób udać a Francuskie dziewczyny uciekają od kapitalistycznych agresorów (bo wolą swojskie bagietki). I tak oto Dżordż dabalju Busz, chcąc nie chcąc, siedząc w gabinecie owalnym zablokował (cockblocked) naszego szanownego kolegę. Blok był absolutnie perfekcyjny bo kolega nie mógł nic z tym zrobić. żeby chociaż wyglądał na azjatę. Jak się okazało nie tylko jego jednego. Kolega mówił, że w tym czasie absolutną tragedią było być w Europie i być Amerykaninem. Po prostu nie szło zaliczyć pierwszej bazy. I tak oto paragraf 22 spełnił się w rzeczywistości a Yossarian, a właściwie Nately śmieją się cały czas.

No bo pomyślmy ilu(ile choć to pytanie mocno retoryczne) z nas miało problemy z płcią przeciwną z powodu naszego prezydenta.

I tym serdecznym akcentem kończymy dzisiejszą wypowiedź. Sprawdźcie dzieci skalę Richtera na liczniku Geigera i czy miłościwie nam PAnujący Komor przypadkiem nie powiedział czegoś głupiego (na przykład Freedom Fries… google it)… Nigdy nie wiadomo gdzie się nasza narodowość odezwie..
pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s