Może coś zalobbujemy?


Bam, stało się. Najgorszy operator telekomunikacyjny świata, prawdopodobnie mafijna organizacja prowadzona przez kosmitów, lub wszystkich byłych polityków stanów zjednoczonych czyli AT&T złożyła ofertę wartą 38 miliardów dolarów w celu zakupienia konkurenta pod nazwą T-Mobile (właściciela sieci ERA u nas). Jeśli transakcja dojdzie do skutku to na rynku pozostaną jedynie trzej gracze, z czego Verizon i AT&T będę kontrolować jakieś 85% rynku. Wszystko musi jednak zatwierdzić komisja antymonopolowa… Co jest niemal pewne. I wszyscy klienci będą mieli przeje….

AT&T jest firmą starą. Operuje na rynku telekomunikacyjnym bardzo długo już, a jego ramię badawcze czyli Bell LAbs przyczyniło się do wielu wynalazków, które uprzyjemniają nam życie. AT&T jest również całkiem niezłą maszynką do zarabiania pieniędzy, która generalnie nie przejmuje się swoimi klientami i ciśnie ich do ostatniego centa (ostatnio jak byłem w Mexico to zażądali jedynie 20 dolarków za megabajt danych w ramach roamingu. PRawda że po taniości?).

Dlaczego więc deal, którego jedynym celem jest wydymanie klientów i stworzenie oligopolu (a właściwie niemal monopolu) przejdzie? Dzięki unikalnej w skali świata instytucji Lobbingu:)

AT&T jest jednym z najbardziej lobbujących firm w USA, ma na liście płac jakieś 110 lobbystów a ich Senior VP do spraw komunikacji jakiejś tam jest jeden z największych lisów tej profesji, który niejedno już wygrał, a brał udział między innymi w każdym większym skandalu jaki mieliśmy w USA (myślicie, że Enron źle wyszedł na tym wszystkim?:D).

W kraju cudownego mariażu kapitalizmu i demokracji mamy instytucję legalnego dawania łapówek. Wszędzie na świecie jest to nielegalne, ale nie tutaj. Tutaj to jest zawód:) Przecież byli senatorowie muszą coś robić, a to jest bardzo lukratywna zabawa. Wszystko oczywiście wynika z potwornych zawiłości w jakich działa Waszyngton i w jaki sposób podejmuje się uchwały, i jeśli ktoś wie jak to działa, to wie jak coś przepchnąć albo zablokować. Ot zwyczajny Konsulting:)

Ponieważ Deal warty jest 38 miliardów, z czego sporo pójdzie również dla prawników, banków inwestycyjnych itp to oni również chętnie pomogą. W końcu jak komisja nie zatwierdzi, to projektu nie będzie i kto wtedy zapłaci za bonus. A potem przecież jeszcze jest Post Merger Integration, restrukturyzacje… no generalnie wszytkim zależy. Poza klientami. Ale przecież oni za to wszystko zapłacą:)

Mamy więc naszych kochanych lobbystów, którzy piszą listy do odpowiednich osób, chodzą na spotkania, przekonują, wygłaszają prezentacje, wreszcie idą na lunch z kim trzeba. Wszystko legalnie, pięknie i zgodnie z systemem. U nas odbywa się wszystko pod stołem, nie wiemy czy było jakieś lobbowanie, nikt się z niczym nie ujawnia. Generalnie wszystko jest zabronione, kontakty biznesu z polityką mocno raczej ograniczone, chociaż wiadomo, że jak jakaś większa ustawa przechodzi dotycząca biznesu to podejrzenia o lobbying, płatną protekcję czy inny bubel są niemal zawsze. Amerykanie wyszli z założenia, że jak i tak ma być (zwłaszcza w społeczeństwie opartym na idei networkingu, czyli znajomości) to lepiej to zinstytucjonalizować i opodatkować. Sam w sumie nie wiem co lepsze.

Od czasu gdy AT&T złożyło ofertę czytałem już co najmniej kilka artykułów, które bronią tego posunięcia, jak również kilka opinii, że przecież ceny w ciągu ostatnich 10 lat spadły a za Iphone i smartphone płacimy właściwie jak za nic, więc przecież nie ma co narzekać. Maszyna ruszyła, niedługo poznamy zwycięzcę. Paradoksalnie AT&T ma jedną z najgorszych reputacji wśród swoich klientów. Wszyscy, którzy mają tą sieć kurwią na czym świat stoi. Ale dlaczego ją mają. Otóż dlatego, że przez bardzo długi czas AT&T było jedynym dystrybutorem IPhone w USA. Teraz Iphone (od lutego) można kupić już w Verizon ale przez ostatnie 4 lata akurat niekoniecznie. Podpisanie wyłączności na IPhone było prawdopodobnie jednym z najlepszych ruchów jakie mogło wykonać kierownictwo tej firmy w ciągu ostatnich dziesięciu lat. DOpiero teraz (po 4 latach) AT&T zaczyna zarabiać na tych klientach (bo tyle dopłacało Applowi do telefonów), ale z firmy tracącej klientów w szybkim tempie stało się rozwijającą się firmą, która pomimo najgorszego połączenia w nowym jorku czy San Fran jest chętnie wybieraną…

Wracając do interesującego zawodu lobbysty. Tutaj właściwie nic nie przechodzi przez nich, a ponieważ niemal zawsze (choć zdarzają się chlubne i nie mające większego znaczenia wyjątki lobbystów walczących o słuszną sprawę) reprezentują biznes z grubymi dolarami (czasem 2 konkurujące ze sobą biznesy) udaje im się coś ugrać nawet jeśli to tylko częściowe zwycięstwo.

Wszystko jest oczywiście winą prawników, którzy mają w tym swój jak najlepszy interes uczynić prawo tak skomplikowanym, żeby jego zmiana nie była możliwa bez prawnika, a najlepiej 100. Mamy więc samonapędzający się biznes i patrzcie jak się fajnie kręci. Możemy narzekać na parlament Europejski, który robi nic, lub około nic skupiając się głównie na tym czy akurat dżem z pora to produkt plemienny czy może międzynarodowy, a w ważnych sprawach (patenty na oprogramowanie, czy roaming danych czy dopłaty rolnicze…) wszystko zajmuje milion lat. On nie robi za dużo a i tak ma swoich lobbystów, którzy pilnują, żeby za dużo się nie działo. Bo biznes nie lubi zmian:) W usa natomiast sprawy uchwalane są nieco szybciej to i szybciej trzeba reagować.

Dlatego branża, do której mi tak blisko czyli IT, trzyma się od tego całkiem daleko. Oczywiscie Microsoft, Google, i Apple mają swoich lobbystów, ale oni raczej (poza googlem, który jest mocno scary ostanimi czasy) zabiegają łapóweczkami o rządowe kontrakty. Nie zmieniają prawa, po prostu chcą sprzedać więcej softu, więc akurat nie zajmują się przyziemnymi sprawami. Jeśli ich coś dotyczy to dotyczy wszystkich biznesów (podatki), a branża soft dev/high tech raczej zajmuje się sobą i najchętniej politykę miała by głęboko w kodzie, gdyby mogła.

Wracając do przejęcia. Gra toczy się o dużą kasę i już niedługo usłyszymy na pewno, że komisja niechętnie się zgodziła, postawiła warunki etc… Ale z drugiej strony, spojrzymy na sprawozdanie finansowe AT&T i zobaczymy „koszty reprezentacji i czegoś tam” i zobaczymy ile ta decyzja kosztowała.

A u nas. Nawet dobrze nie wiemy ile kosztuje kilometr autostrady, którą nigdy nie pojedziemy (bo w nasypie będzie piach zamiast dolomitu), i ile kosztowały łapówki, żeby dostać ten kontrakt. Przynajmniej wiedziałbym czy firmie naprawdę zależało na kontrakcie:)

pan_Dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s