Społeczeństwo oparte na usługach


Pamiętacie jeszcze wielką wojnę, która miała miejsce jeszcze nie tak dawno temu pomiędzy dwoma następcami dysków DVD: HD DVD i Blueray. Toshiba i Sony wydały grube miliardy tylko po to, żeby zdobyć więcej miliardów o ludzików, którzy będą kupowali kolejne wersje Gwiezdnych Wojen i Władców pierścieni w HD i z jeszcze lepszym dźwiękiem (niektórzy być może zdecydowaliby się nawet na filmy porno w HD a dla prawdziwych desperatów byłaby być może reedycja Laleczki Chucky;)).

Otóż wszytko to okazało się całkiem z dupci, ponieważ akurat zdarzyły się netflix i hulu. Jak firmy, które inwestują tak ogromne pieniądze w badania i rozwój nie widziały tego. Sony się troszeczkę zabezpieczyło, przez stworzenie Playstation Network, które jest platformą do ściągania treści, niemniej jednak…

Oczywiście w Polsce nadal nie można korzystać z tych plaftorm z powodów różnych (głównie prawno-ogólnych zwiazanych z prawami do transmisji itp itd jak również tym, że nie opłaca sie wchodzić na nasz malutki ryneczek). Są jacyś dostawcy ale ofertę ich można sklasyfikować od żadnej, przez mizerną po tvnowską (czyli, że można tylko usta, usta czy tam inne szalone właścicielki błon). Jest oczywiście opcja megavideo, ale to nie jest takie do końca oficjalnie no i jak akurat chcielibyśmy obejrzeć w HD to może być problem. Naturalnie trzeba mieć całkiem niezłe łącze żeby sobie zestreamować film w HD, niemniej jednak miło by było mieć taką możliwość.

Tak się składa, że tutaj HULU i Netflix używane są powszechnie i często i gęsto (oczywiście w większych miastach, nie wiem jak wygląda sytuacja na farmie pośrodku teksasu). Nikt praktycznie nie kupuje filmów, a wypożyczalnie generalnie podupadają. Ale nie po to tu przeszedłem żeby o netflixie opowiadać…

Chodzi o to, że tutaj wszystko co się da staje się usługą, że jest to aż przerażające. Mam praktycznie supermarket w domu (freshdirect.com), który przysyła mi zakupy w ciągu 4 godzin od zamówienia, mogę sobie kupić dowolne artykuły chemiczne z dostawą tego samego dnia (soap.com) a z amazonu w nowym jorku wszystko praktycznie dochodzi w ciągu 1 dnia jeśli jesteś Amazon PRime. Wszystko to może wygląda strasznie cool i fajnie, jeśli zamawiam sobie coś z ajphołna zajeżdżam do domu a tam zakupy czekają, ale nie do końca mi się to podoba.

Po pierwsze powoduje to, że ludzie tutaj nie mają oporów przed pracowaniem więcej, bo raczej nie za często spędzają ten czas na rozwijaniu własnego hobby, a po drugie to chyba jednak trochę spłyca życie. Nie chce tu brzmieć jakoś strasznie dziwnie, ale na przykład wybieranie „dobrego” mięsa to nadal sztuka, której nie do końca opanowałem, a moja mama posiada ją w stopniu mistrzowskim. Tutaj natomiast nikomu nie chce się tego robić, uważają to za nieważne i nie widzą powodu dla którego nie można by tego zaoutsourcować. Przecież jedzenie ze sklepu przyjedzie dobre…

Nie mówię już nawet o tym, że ludzie nie potrafią naprawiać samochodów czy nigdy samodzielnie nie zmienili kół w samochodzie, ale jeśli nie potrafisz wymienić kontaktu we własnym mieszkaniu to jest już troszeczkę dziwne. Nie wiem czy w tym kierunku zmierza ten świat, żę ludzie tylko pracują i odpoczywają, ale jestem tym troszeczkę zaniepokojony. Ale cóż, może Signum Temporis. Ale spokojnie jesteśmy już niemal na limicie wykorzystania obecnej pojemności sieci 3g i za dużo więcej już nie można transmitować, więc może nie będzie tak źle (chyba że jakaś technologia się upowszechni). poszukajcie sobie jak wygląda wzrost ilości danych konsumowanych przez przeciętnego człowieka w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat a zobaczycie że prawo Moora to betka:D

A teraz dygresja. Wróciłem z Mexico. Muszę obrobić zdjęcia i napiszę coś nie coś, ale byłem już świadkiem airport madness. Ponieważ wybrałem się tam tzw. Tanią linią, która wcale nie okazała się taka tania. Musiałem na przykład zapłacić za bagaż podręczny… Ale nieważne. Ważne jest to, że tak powrót z Cancun do Mojego mieszkania trwał wczoraj 10,5 godziny, z czego jedynie 4 było tak naprawdę lotem. Nauczony Europejskim sposobem stawiania się 2 godziny przed odlotem opuściłem hotel o 14. Oczywiście samolot się spóźnił, ale jedynie 40 minut, więc nie było najgorzej. Można było trochę poklnąć na różne rzeczy, otrzymaliśmy jednak całkiem niewesołą informację o tym, że może nie zdążymy na samolot w Fort Lauderdale (gdzie była przesiadka) do NYC. No bardzo fajnie, ale to nie poczekają na nas? No akurat może niekoniecznie, ale nie ma źle o 5;00 rano jest następny, więc trzeba będzie tylko trochę powalczyć z przedstawicielami obsługi klienta żeby dali hotel i będzie pięknie. Żeby nie było, nie byliśmy z Miso jedynymi typami, którzy lecieli do Nowego Jorku tym samolotem.

Przesiadka z opóźnionego samolotu wygląda absolutnie fantastycznie. Ludzie zabijają się żeby wyjść pierwszymi, rzucają wiązki, nawzajem przekonują się kto jest ważniejszy i w ogóle. Okazało sie, chyba pierwszy raz tutaj, że dobrze było być przybyszem:) kolejka w hali przylotów dla obcokrajówców zawierała 5 osób a nie 80 czy 100 jak dla Hamerykanów. Oczywiście panowie w odprawie celnej musieli się trochę porządzić, zapytać o milion rzeczy, wysłać okreżną drogą „bo nie okazaliśmy odpowiedniego szacunku”) ale biegliśmy dalej. Kiedy usłyszeliśmy Last Call, akurat klnąłem na czym świat stoi bo musiałem po raz kolejny tego dnia zdjąć buty bo może przypadkiem mam tam przenośną wyrzutnię rakiet stinger. Cudem nie czepili się mojej 50 ml butelki perfum którą miałem w bagażu bo przecież mogła to być nitrogliceryna.

Kilka razy musieliśmy się wepchnąć do kolejki z miną, „no co last call …” parę razy trzeba było kogoś delikatnie przeprosić łokciem, ale w końcu obaczyliśmy bramkę. Po czym 40 minut siedzieliśmy w samolocie bo akurat przełożyli start:) Oczywiście w około tłum innych ludzi, którzy mają last call, wszędzie rzucają swoimi potrójnymi platynowymi statusami itp itd Ogólnie bieg na czas przez całe lotnisko mam już opanowane, wiem, że panowie z obsługi, którzy są już spełnieni zawodowo stawiając stemple do paszportów lub przyjmując deklaracje celne lubią gdy darzy się ich ogromną „władzę” z należytym szacunkiem (zupełnie jak u nas kanarzy) inaczej nie zawahają się jej użyć, żeby bardzo uprzykrzyć Ci życie. Jak również słabe jest to, że jak tak pędzisz to nie masz czasu niczego zjeść, a w samolocie tanich linii możesz kupić małą paczkę chipsów za 6 dolarów albo zrobić mega deala i kupić małą wodę i małą paczkę chipsów za 10 (save up 2$$$)!!!!. Oczywiście jest opcja BIG SAVER gdzie mozna kupić chyba 2 driny i krakersy czy coś za 18$(save up 4$!). Jakoś byliśmy z Miso zbyt racjonalni i stwierdziliśmy że trudno pocierpimy…

Osobiście urzekła mnie sytuacja kiedy siedząc w samolocie próbuje zasnąć w miejscu przeznaczonym dla kogoś o wzroście 1,7 m jak 3 rzędy dalej słyszę pełną emocji wypowiedź rodaka „I słuchaj (aż należy żałować, że nie padło słowo szwagier) Marek, wpadam na pełnej ku@!! żeby się wboardować, i ta P@!#!@ mi mówi, że ….”:) ahh na rodaków zawsze można liczyć.
Ogólnie wszystko pięknie a będzie jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że wpis będzie się dobrze czytał:)

pan_dziekan is back recharged:);)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróż, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Społeczeństwo oparte na usługach

  1. Kozioł - ten na P :) pisze:

    Wpis ZA JE BI STY! Rodacy jak zwykle wymiatają w każdym miejscu na tym świecie :))

  2. Kozioł - ten na P :) pisze:

    Jara mnie cała idea startup’ów jak cholera. Chyba kolejnego bakcyla złapałem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s