Byznes jest byznes Panie Kierowniku


Witem serdecznie po krótkiej przerwie spowodowanej brakiem czasu. Niniejszym chciałbym powiedzieć, że spędziłem cały weekend ucząc się robienia startupu. Było absolutnie wyjątkowo. Ale po kolei.

Warsztaty, w których wziąłem udział tak naprawdę nie miały niemal nic wspólnego z technologią, poza faktem, że można było na nich spotkać kilku nparawdę niezłych „HackerZ” a miały nauczyć jak zrobić startup, który będize w tych 10-20%, które wypalą. Wszystko odbywało się pod nazwą Lean Startup Machine i było prowadzone przez Erica Ries’a, gościa który parę firm w życiu już zrobił. Zaproszonych zostało kilku innych gości, którzy stworzyli w życiu ciekawe projektu (Marka niestety nie było), na przykład KissMetrics (nie, narzędzie to nie mierzy jak dobrze całujemy).

Wszystko zaczęło się w piątek wieczorem, od pizzy i coli. Przedmówcy opowiadali o tym, że w startupie najważniejsza jest pasja, wizja i… umiejętność zmiany planów. Jako przykłady były pokazywane na przykład Youtube, który zaczynał jako strona z randkami, a pierwszy prototyp gmaila powstał w jeden dzień (i miał dość mało funkcjonalności). Dodatkowo podkreślone zostało, że w sumei bardzo fajnie robić coś dla ludzi, ale tak naprawdę startup to jest produkt, a produkt potrzebuje klientów. A trzeba dobrze te potrzeby poznać, żeby ludzie chcieli używać produktu.

Startup w dzisiejszych czasach to również rzadko sami programiści. Tak naprawdę potrzeba zarządzającego, badacza rynku, marketingowca, zarządzającego produktem, gościa z hrów…. innywmi słowy ładny kawałek ludzi. JA na przykład byłem zachwycony faktem, jak wiele ludzi tutaj było właśnie nieinformatykami, i jak wiele wiedzy posiadali.

Dzień zakończył się prezetnacją pomysłów ludzi, którzy chcieli coś budować w czasie tego weekendu. Każdy kto chciał występował na środku i w ciągu 2 minut przedstawiał swój pomysł. 8 najlepszych (czyli posiadających największą ilość głosów) pomysłów zostanie wybranych i wokół nich stworzą się teamy, które przez weekend będą go realizować.

Ciekawych pomysłów było sporo, ja zabrałem sie za pomysł niejakiego Aruna, który przedstawił coś co się nazywa Analityka dla zakupów grupowych. OBecnie istnieje już wiele agregatorów kuponów (między innymi znany yipit, ale jest ich dużo więcej), którzy dostarczają informacji klientom. Ale w samych stanach jest chyba już ponad 400 stron oferujących takie kupony. I tak naprawdę nikt nie dba o tych co najważniejsze czyli przedstawicieli biznesu, którzy oferują kupony. Pomysłem Aruna było załatanie tej dziury przez stworzenie serwisu dla małego/średniego biznesu, który mógłby wejść na taką stronę i ogarnąć jakie ma oferty w okolicy, jaka jest średnia zniżka, ile ludzie kupują itp itd.

Po wybraniu teamów i wypiciu jednej czy dwóch coli, jak również rozbudowaniu swojej niekończącej się sieci trzeba było wrócić do domu. Zapowiadało się ekscytująco.

Sobota pobudeczka o siódmej rano i do pracy rodacy. Mój zespół miał 6 osób. Oprócz Aruna, który jest dosyc ciekawą osobowością – skończył Whartona, w życiu był już DBA, programistą, założył i sprzedał 2 biznesy ale nie jakoś z wielkim przebiciem, tyle co pozwoliło mu jako tako żyć. Jego marzeniem jest zrobić prawdziwy technologiczny startup. Dalej Kim – specjalistka od marketingu webowego. Robiłą kampanie Victorii Secret i innych dużych marek i też chciałaby być współtwórcą czegoś swojego. Dalej Amit, człowiek, który lubi coś robić, choć na codzień pracuje w Banku. Sergey – chłopak po 2 venture capital comapnies, budujący właśnie swój biznes polegający na wykorzystaniu potencjału rosyjskich programistów i zdolności do robienia biznesu Amerykanów. Alex – gość, którego nie obczaiłem, wiecznie na coś zły i jak również robiący nie za dużo.:) poza ciągłym narzekaniem. No i jeszcze mierny programista czyli ja.

W czasie pierwszego dnia mnóstwo energii poświęciliśmy na research, czyli walidację naszych założeń. Zgodnie z mechaniką cienkiego startupu, najważniejsze jest potwierdzenie faktu, że robiąc to co chcemy zrobić rozwiązujemy czyiś problem, redukujemy jego ból, na tyle że byłby w stanie za coś takiego zapłacić. Okazało się, że restauracje w NYC faktycznie są czymś takim zainteresowani, i chcieliby wiedzieć więcej o tych firmach, z którymi robią deale zanim je zrobią.

Ja w tzw. miedzyczasie przeszedłem dość szybkie samoszkolenie w jquery i zintegrowałem się z API yipita w celu obczajenia jak się obecnie pracuje w sieci. Jak wiadomo niestety posiadam ujemne umiejętności tworzenia interfejsu użytkownika, na szczęście Arun jakoś dał radę coś ogarnąc. Potem zdecydowaliśmy się zrobić coś co się nazywa Landing Page, czyli tzw. zajawkę.

Można było się nauczyć jak się generuje traffic na stronie, jak zachęcić ludzi do tego, żeby na nią weszli i zapisali się do newslettera, albo po informację Ciekawości same.

o 24 w sobotę lekko przytyrany wróciłem do domu. W niedzielę wpadliśmy na jeszcze lepszy pomysł niż wczoraj (czyli zrobiliśmy pivot:D). Zamiast kazać przedsiębiorcom płacić za informację, ktorych potrzebują może lepiej zarobić na stronach typu GRoupon etc. Okazuje się (po kilku telefonach), że takie giganty jak Groupon, są w stanie płacić za tzw. leady czyli prospective clients. I to całkiem, całkiem dużo. Tak pojawił się (dość niespodziewanie) nowy model biznesowy, na którym staraliśmy się skupić. Nasz pomysł posiadał już całkiem dużo źródeł potencjalnych przychodów, SME, strony z dealami, i ci którzy chcieliby użyć naszych danych (czyli analityka właściwa – ile wynoszą miesięczne przychody Groupona na przykład, albo średni deal w kategorie restauracja etc.). Zrobiliśmy stronę ladning page, przygotowaliśmy prezentację na zakończenie i generalnie byliśmy z siebie zadowoleni.

Nie wygraliśmy. Pomysłem, który w oczach jurorów okazał się najlepszy (na pewno przekupili sędziów) okazało się coś co się nazywa SnapSchool. Z grubsza polega to na agregacji pomocy naukowych w odpowiednie kategorie, żeby ułatwić nauczycielom przygotowywanie lekcji. Rzekomo całkiem gorąca sprawa.

Najlepsze jednak z tego weekendu, nie jest to że można było sobie trochę pogadać czy pokodować:) Produktywność, którą sześcioro ludzi może osiągnąć w ciągu 2 dni jest niesamowita. I pracuje się jeszcze lepiej widząc, jak wszyscy mają energię. Dodatkowo zawsze można wyjśść i pogadać z ludźmi, czy też z tzw. mentorami, czyli tymi którym już się coś udało zrobić. Atmosfera jak na dobrej domówce, z tym że robi się start upy. Naprawdę inspirujące doświadczenie.

Dodatkowo sposób w jaki daje się Agile zarządzać tym wszystkim też jest super. Wszystko można zrobić przy użyciu GoogleDocsów, kalendarzy, filtrów gmaila, tweetów, dropboxów i kombinacji innych technologii, że Bania mała. Nie zainstalowałem niczego nowego a miałem małe biuro projektowe w tym czasie na kompie.

Weekeend więc niezwykle udany i mam nadzieję powtórzyć go w niedalekiej przyszłości. + kilkoro nowych znajomych na piwo:) Spieszę również powiedzieć, że Indie wygrały mistrzostwo świata w krykieta, więc sobota była całkiem dzika na mieście, gdize tysiące jeśli nie dziesiątki tysięcy Hindusów świętowały zwycięztwo.

To chyba tyle… pytania. Jak by ktoś był zainteresowany to posiadam kopię StartUp guide to customer’s development i LEan Startup Methodology w wersji PDF. Mogę się podzielić.

pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Byznes jest byznes Panie Kierowniku

  1. Koziol pisze:

    Podziel się PDF’em, podziel! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s