Wojna krykietowa i o dużych kobiecych butach…


Dzisiaj nasz bohater spokojnie sobie spał około godziny 5 gdy nagle coś go obudziło. Był lekko oszołomiony i próbował położyć się spać ale hałas był nie do wytrzymania. Przysłuchał się troszeczkę dokładniej i już wiedział co jest źródłem jego niepokoju. Otóż zapomniał, że żyje w ulu w którym jest stanowczo zbyt wielu brązowych ludzi a dzisiaj akurat odbywał się najważniejszy mecz od kilkunastu lat Indie – Pakistan. A telewizor leciał naprawdę głośno. Bohater był naprawdę zaskoczony, że jakaś telewizja transmituje mecz krykieta w Ameryce…

Naturalnie można zapytać czemu mogłoby mnie obchodzić tak mało ważne z naszego punktu wydarzenie, jakim jest półfinał mistrzostw świata w krykieta. Jest to przecież gra, w którą nie gra nikt, kto nie miał nic wspólnego z jego królewską mością w przeszłości, czy to z okazji dobrego urodzenia, czy to z okazji tymczasowej niewoli. Ponieważ dzisiaj mamy świat globalistyczny potomkowie niegdysiejdzych lordów dostają solidnie w cztery litery przez potomków dawnych zbieraczy bawełny, herbaty i innych przypraw, którzy przy okazji sa niejednokrotnie bogatsi niż owi lordowie:) Okazało się jednak, ze dla sporej części populacji mieszkającej w USA było to najważniejsze wydarzenie sezonu. Do godziny 13 ludzie siedzieli gdzie sie dało i kibicowali swojej drużynie.

Ponieważ krykiet w Indiach czczony jest z podobną religijnością jak piłka nożna w Brazylii to na przykład wielu gości, którzy pracowali dzisiaj w deloitte miało zwolnienia lekarskie:) Jak wiadomo Pakistan i Indie to akurat nie za bardzo za sobą przepadają, mecz miał więc wiele dodatkowych podtekstów i prawdopodobnie należy się cieszyć, że nie zakończył się póki co jakimś rozlewem krwi. Zwłaszcza, że niektórzy za punkt honoru postawili sobie obejrzenie tego niezwykle nudnego 8 godzinnego wydarzenia.

Z innych ciekawych rzeczy dowiedziałem się na przykład czemu w różnych sklepach z butami damskimi marek z segmentu luksusowych jest tak dużo butów o rozmiarach 43 i więcej. Kobiety akurat nieszczególnie noszą takie rozmiary przecież, nawet w mocno przeciążonej Ameryce (nawet zakładając, że owe duże Amerykanki stać na takie buciki za 500+ dolarów).

Otóż okazuje się, że niebagatelną klientelę stanowią faceci. A że w Ameryce od badań rynkowych zatrudniają gości, którzy lubią wszystko mierzyć (no bo mają już tego MBA), to im wyszło, że popyt na buty dużych rozmiarów jest niezaniedbywalny i należy go zdecydowanie schashować:) NAleży dodatkowo dodać, że takie buty dużych rozmiarów są droższe niż takie mniejsze dla kobiet, więc jest nawet jakiś drobny dodatkowy zysk. Coś mi się wydaje, że u Nas takie coś by jednak nie przeszło i taki przebieraniec po prostu musi się nieźle naszukać zanim znajdzie odpowiednie dla siebie obuwie:) No ale cóż co kraj to obyczaj.

Ponadto meksyk zbliża sie nieubłaganie, a wyceny firm internetowych szybują w górę:) NA szczęście nikt z nas raczej nie ma ekspozycji na coś takiego jak facebook czy groupon. Wg ostatnich wiadomości firmy te są warte odpowiednio 50 i 25 miliardów dolarów. Dodam może, że całkowity wpływ z tytułu reklam facebooka w zeszłym roku wyniósł jakieś 2 miliardy. Jeśli możecie skrócić te akcje serdecznie polecam. Już co prawda się mówi o drugiej bombce dotcomów, z drugiej jednak strony w 2000 roku użytkowników internetu i smartphonów było jakieś 10-20 razy mniej niż jest teraz na całym świecie dlatego ta bańka chyba będzie ptorzebowała jeszcze troche czasu zanim się nadmucha. Jak zauważył jednak komentator, kiedy w sektorze technologicznym nie było bańki. Przecież właśnie na tym to polega, że stawia sie na wszystko na co się da, przepłaca się, ale coś może wybuchnie w kosmos i będzie się można nieźle zcashować na koniec:)

Walka o najlepszych programistów więc trwa tutaj w najlepsze a rynek jak już od dawna tego nie robił wierzy we wszystko co sie da i ma związek ze społecznościami i smartphonami i rekomendacjami. Proponuję więc uważnie obserwować nasze „Startupy”, czyli kopie pomysłów stąd, które mają szanse u Nas się przebić.

Ostatnio hiciorem, który namiętnie używam jest niepozorna aplikacyjka na telefony komórkowe pod tytułem Where? Jej głównym zadaniem jest pamiętanie w jakich barach/restauracjach/miejscach zabaw byliśmy i rekomendowanie podobnych na podstawie naszej obecnej lokalizacji. Jak na razie sprawdza sie nieźle, ale może wynika to z faktu, że nie jestem zbyt wybredny. Trzeba by na jakimś francuziku/francuzce przetestować.

A tymczasem położę się spać:)

pozdro 600
pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s