Messi jest z innej planety


Ten weekend obfitował w kilka wydarzeń. Przede wszystkim mieliśmy do czynienia meczem o nic pomiędzy USA i Argentyną w piłkę nożną. Mecz dla obu drużyn był treningiem przed czekającymi je mistrzostwami kontynentów, a dla mnie i dla Miso okazją do zobaczenia przybysza z innej planety, Leo Messiego. Zanim jednak dotarliśmy na stadion miejsce miał piąteczek.

Ponieważ na tygodniu nic się nie działo poza standardowym byciem robotem (ale bez zapier#!#! w sobotę:) przyszedł czas na zrobienie jakiegoś dobrego zakończenia. Sprosiłem trochę znajomych, zabawiłem się w kucharza, przygotowałem nakrycia i nawet starczyło mi talerzy (o co troszeczkę się bałem, bo powiedziałem ludziom, żeby wzięli jeszcze paru dodatkowych znajomych). Ludzie pojawili się w liczbie 5 co dało w sumie zgrabną liczbę sześciu uczestników piąteczku. Ponieważ jeden współlokator akurat wyjechał do chicago podbijać do przyszłej żony (przypominam, że moi wspólokatorzy są Hindusami więc prawdopodobnie wróci z datą ślubu:) a drugi już się ustawił ze znajomymi, było raczej klimatycznie.

Dodatkową atrakcją był fakt, że w planach było nauczenie mnie najbardziej amerykańskiej z drinking games – Beer Pong. Tutaj Miso jako prezes federacji Beer Pong International stanął na wysokości zadania, udało się nam skombinować stół (full pro), kubki a nawet Oficjalne zasady Beer Ponga. Jak widać początek weekendu po prostu nie mógł pójść źle.

Po sycącej kolacji przyszło mi spróbować sił w grze, która doprowadziła już do wielu zgonów jak również prawdopodobnie do wielu filmików na youtube i nieplanowanych ciąż. Sytuacja jest dość prosta. Stół mający jakieś 2,5 metra, po 10 kubków z piwem po jednej i drugiej stronie. Rzuca się piłeczką pingpongową w kubki przeciwnika, po 2 na turę. JAk piłeczka wpadnie do kubka, przeciwnik musi wypić całą zawartość. W jednej grze na 10 kubków rozlane są 2 piwka. Są jeszcze jakieś dodatkowe zasady ale te tutaj powinny wystarczyć do zrozumienia idei:) Proste jak budowa cepa.

Czego natomiast się nie spodziewałem to jak wiele funu powoduje ta gra. Nie wiem, może obudziły się we mnie te wszystkie lata gdzie spędziłem „młodość w bibliotece” jak w dniu świra, w czasie moich studiów, ale bawisz się przy tym nieźle (i po każdym piwie coraz lepiej). Ludzie się przechwalają, próbują „trickshotów” (od różnych dziwnych przedmiotów), opowiadają legendarne historie naśmiewają się z siebie. Po prostu dzieciaki. I to chyba mi się podobało:)

Potem był epicki serniczek przyniesiony przez Vladi (co jak co ale nowojorczycy robią naprawdę dobre serniki, jak ktos tu przyjedzie to mam przynajmniej 2 miesjca gdzie musicie skosztować). I potem więcej beerponga. W międzyczasie mój wspóllokator wrócił ze swoją imprezą, wszyscy palili sheeshę, dobrze było:)

Niestety około godziny 3 – 3:30 dopadła mnie starość, a konkretnie niewyspanie. I zacząłem powoli odpływać. Wszyscy co prawda powoli zaczęli odczuwać efekty zmęczenia ale mi się naprawdę chciało spać. Na szczęście tutaj nei ma problemu, jeden z gospodarzy nadal był na nogach (Vinny, dzięki bardzo, choć wiem że tego nie przeczytasz) mogłem udać sie na spoczynek. Plan był, żeby w sobotę o 9 rano(!!!!) zagrać w piłeczkę na mieście, ale mocno wątpiłem w jego wykonalność.

Ja czytelnicy może się domyślają jednak na piłeczkę nie daliśmy rady z Miso dotrzeć, po prostu czas się jakoś skrócił. Na szczęście obraz nędzy i rozpaczy jaki ukazał się moim oczom rano dał się ogarnąć w około godzinę sprzątania, można się było przygotować (czytaj przespać) do gry, która miała się zacząć o 19.

Okazuje się, że fanów piłki nożnej w stanach jest naprawdę całkiem sporo. Jadąc pociągiem na stadion kilka osób wymieniało dościadczenia jak to zajebiście było w RPA. Stadion Meadowlands, mogący pomieścić około 78 000 widzów jest ponoć najdroższym stadionem jaki kiedykolwiek zbudowano.

Ok wygląda całkiem nieźle, ale moim zdaniem taki Old Trafford czy Camp Nou wyglądają lepiej. Biorąc jednak pod uwagę, że było to jednak mecz towarzyski nie spodziewałem się kompletu widzów. a tutaj proszę. Wszyscy miejsca niemal zajęte, atmosfera na trybunach jak na finale ligi mistrzów. Fani Argentyny przemieszani z USA, zabawa na całego. Naprawdę bylem pod wrażeniem. Oczywiście oprawa amerykańska, czyli jak żółta kratka to wszystkie telebimy na żółto (a tych jest duuużo), reklam miliony, w przerwie jakiś głupi konkurs przebierańców, ale mimo wszystko wszystko zrobione z rozmachem. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie było tak zimno…

Akurat pogoda stwierdziła tego dnia, że ma wszystko gdzieś i pokaże tym wszystkim ludziom jak może być zimno w marcu. Staliśmy więc jak te ciule na trybunach i trzeba było skakać, bo naprawdę było zimno. Mecz można oczywiście opisać jako typowy mecz Argentyny, czyli jesteśmy z innej planety ale akurat zremisujemy bo nie wykorzystamy jednej z miliona sytuacji, które mamy.

Mimo wszystko patrzyło się na Argentynę z przyjemnością. Sposób w jaki wymieniają podania jest naprawdę niesamowity, a Messi jest po prostu gościem z innej planety. Wygląda co prawda jak by ważył 20 kilo i miał 12 lat, ale prawdopodobnie mógłby jeść sushi pałeczkami używając jedynie nóg w międzyczasie jadąc na rowerze. Goście próbowali go przewracać, ale nie mogli zabrać mu piłki. Na czworakach, ale i tak poda. Jego szybkość na własne oczy robi jeszcze większe wrażenie niż w telewizji. No i się przewraca jak Ronaldo, tylko od razu wstaje i jazda.

Gra naprawdę sprawia mu przyjemność, ale z drugiej strony jak ma nie sprawiać, jak 80 tysięcy ludzi skanduje Twoje imię, żebyś wstał, czy po udanym zagraniu. Niesamowite uczucie.
A po meczu mały bonus, poszliśmy na pizzę do losowej knajpy, a tam zestaw 4 gitar (zdjęcia wstawiłem), podpisane przez Hendrixa, The Beattles, Rolling Stones i Red Hot Chilli Peppers.:) Pizza taka sobie:)

A dla chętnych galeria, mam nadzieje, że sie spodoba


pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Messi jest z innej planety

  1. julia pisze:

    luke, naucz znajomych starym polskim zwyczajem grać w alkochińczyka, to dopiero będzie zabawne ;]

  2. julia pisze:

    luke, naucz swoich amerykańskich znajomych grać w alkochińczyka (starym, polskim zwyczajem). to dopiero powinno być zabawne ;]

  3. Stappu pisze:

    Oszust jesteś albo sklerozę masz (nie wiem co lepsze). Beer Pong’a znasz z Oxfordu (chyba że akurat cie nie było na tej imprezie Kristy, ale wątpię).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s