Szał Pad i grad na mieście


W Hameryce zapanował szał na Ipady. Konkretnie na Ipady z magiczną cyferką 2. Wspominałem już wcześniej, że kolejeczki ustawiają się odpowiednio wcześniej a ludzie wyprzedają swoje stare Ipady, żeby kupić nowe. Ponieważ ostatnio żyjemy z ciekawych czasach, z tsunami i trzęsieniami ziemi na pierwszym planie, jak również wojną w Libii na drugim. Ale w ameryce czołówki gazet nie opuszcza fakt, że w Ameryce brakuje Ipadów (dwa).

Jest to prawdziwie niebezpieczna sytuacja. Co jeśli, boże broń, amerykanie wyjdą z domów i zaczną protestować przeciwko prezydentowi, bankierom , a już na pewno całej sprawie winni są Francuzi (oni zawsze są przeciw nam). W końcu niezadowolony redneck to zły redneck, ale niezadowolony biały kołnierzyk to już prawdziwe nieszczęście (bo co prawda nikogo nie zastrzeli ze strzelby, ale napisze o tym artykuł w poczytnej gazecie). Dzienniki przerzucają się opowieściami o tym, jak to ludzie muszą się ustawiać w kolejkach o 5:30 i czekać aż przyjedzie dostawa ipadów. A jak nie przyjedzie to wszyscy uczestnicy kolejki zapewne nabijają kabzę lokalnych psychoanalitykom, bo to przecież nie do zniesienia, że mój sąsiad już sobie mizia swojego Ipada a ja jeszcze nie mogę.

Szacowny dziennik jakim jest New York Times opublikował nawet artykuł o tym jak kupić IPada 2 pomimo niesprzyjających okoliczności a analitycy wypowiadają się, że w maju na nowego IPada pewnie trzeba będzie czekać od 5 do 6 tygodni. No i tutaj Japońce już dali ciała po maksie, bo mieli czelność mieć jakieś fabryki na swoim terytorium, które zostały dotknięte kataklizmem. I tak pewien serwis rozebrał Ipada na części pierwsze, żeby policzyć ile tak naprawdę kosztuje Ipad złożony z podzespołów, przy okazji jednak stwierdził, że kilka kluczowych części powstaje zapewne w Kraju Kwitnącej Wiśni. Ludzie zaczynają więc panikować i w sklepie Apple zamówień jest coraz więcej i nikt nie wierzy słową Steve’a, który uspokajającym tonem mówi: Robimy wszytko, żeby zrobić tyle Ipadów, żęby starczyło dla wszystkich.

Powstał już rynek „drugiej ręki” gdzie ludzie kupują Ipady, które zaraz potem sprzedają na Ebayu albo craigsliście. Zarobić można od 30 do 50% ceny więc jest się o co bić:) Myślę, że następnym krokiem Steve’a powinna być reglamentacja Ipadów, każdy powinien dostać jeden kupon (czytaj kartkę), z którą może się udać do sklepu i dokonać odpowiedniego zakupu. KArtkę, można przehandlować na papierosy albo czekoladę:) No paranoja jakaś normalnie, zwłaszcza, że historia ta nie schodzi z pierwszych stron gazet obok wspomnianych wydarzeń w Libii i Japonii (i budzi chyba niestety większe emocje).

Drugą sprawą, może nieco mniej efektowną i eksponowaną, dla mnie jednak dużo bardziej ciekawszą jest fakt, że NYT zdecydował się wprowadzić opłaty za korzystanie z jego serwisu internetowego. Jako największy dziennik świata i najpotężniejsza organizacja wydawnicza długo wzbraniał się przed tego typu ruchem, ale prawa rynku i żądania akcjonariuszy okazały się nieubłagane. Od 28 marca trzeba będzie zapłacić 15$ miesięcznie za aplikacja na smartphone, 20$ za smartphone i IPad i 30$ za nielimitowany dostęp. 20 artykułów w miesiącu jest darmowych. Nie jest to dużo biorąc pod uwagę, że Financial Times daje 5 dziennie.

Sprawa budzi duże emocje wśród biznesów wydawniczych, ponieważ jeśli operacja się powiedzie, możemy z całą pewnością mówić o końcu „darmowego” internetu przynajmniej w tej części globu. NYT, który stronę internetową zawsze miał za darmo, nagle zmienia front o 180 stopni a posiadając największą bazę czytelników w USA jest obserwowany przez wszystkich. Wydawcy generalnie patrzą na darmową publicystykę w necie z dużym grymasem na twarzy, nie mają jednak dużego wyboru, gdyż internauci błyskawicznie przeskakują do konkurencji, jeśli tylko jakieś opłaty się pojawią. Jeśli tak duży gracz jak NYT wprowadzi je z sukcesem, za nim pójdą inni, i darmowe czytanie w necie będzie polegało na czytaniu blogów. A z czasem ta tendencja przyjdzie pewnie i do naszego pięknego kraju nad Wisłą.

Ponieważ kraj, w którym obecnie przebywam cierpi na nadmiar dziennikarzy i publicystyki jak również ludzi, którym się nudzi (vide me), ruch ten jest szeroko komentowany. Najzabawniejsza historia, jaką udało mi się odgrzebać to to jak jakiś ważny Dyro z NYT mówi, że właściwie musiał wprowadzić opłaty, bo coraz częściej słyszał od ludzi, że właściwie dlaczego NYTimes.com jest za darmo. Oni by chcieli płacić bo nie mogą zrozumieć, dlaczego w kiosku płacą 2,95 a na stronie nie muszą. Jakieś miłe starsze panie nawet wysłały mu czek na jakąś losową kwotę, którą musiał niestety zwrócić i przeprosił jeszcze za to.

Ciekawe czasy po prostu.
A tymczasem Pan_dziekan nie poddaje się i pomimo gradu, śniegu i deszczu spróbuje jutro wstać do pracy, a weekend USA-Argetyna – 75000 ludzi i jego wysokość Messi ma się pojawić na boisku. Może być ciekawie a na pewno będzie fotograficznie:)

p.s. kto z czytelnikó się wybiera na finał do Kijowa w 2012. I czy zarezerwowaliście już bilety na Euro 2012
pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s