Jak się ohajtać w 3 miesiące…


Pewnego dnia na lekkości przyszedłem do pracy. Dzień zapowiadał się jak każdy inny. Rzuciliśmy, jak to się ostatnio zdarza kilka żarcików na tle rasistowsko amerykańskim, jak również zastanawialiśmy się czy Quadaffi inwestował w fundusz Berniego Madoffa po czym nastąpiła długo wyczekiwana i upragniona przez wszystkich robota:)

Około godziny 10 przyszedł kolga z zespołu, i ośiwadczył że się żeni. Nie byłoby by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze tydzień temu nie miał dziewczyny. Ani nawet kandydatki na dziewczynę. Chłopaka na szczęście też nie miał. Oczywiście gratulacje, pytanie o zdjecia i inne takie tam tematy. Ustawiane małżeństwa nadal działają. Nie piszę tutaj tego, żeby je krytykować, chce jednak wskazać jak potwornie inny jest nasz poziom postrzegania związków w stosunku do Hindusów.

Bohater tej sympatycznej historii jest 29-latkiem a w USa przebywa lat 4, wcześniej studiowal i pracował w Europie. Cała jego rodzina znajduje się w Indiach, on pracuje tutaj i ma się całkiem nieźle. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, żę tak naprawdę nigdy nie miał dziewczyny. Bo i tak naprawdę nie musiał (choć na pewno chciał), bo w horoskopie jest zapisane, że się ożeni jak będzie miał tyle i tyle lat i coś tam coś tam. Ponieważ jego rodzice generalnei są mocno zakorzenieni w tym wszystkim zrobili większą zorganizowaną akcję i obczaili dziewczynę, która akurat mieszka w kalifornii. Nasz kolega posłusznie pojechał spotkać swoją przyszłą, na tzw. oględziny i czy generalnie mają jakieś szanse, Ona również i hop. 2 Dni przebywania razem, decyzja, i wszystko ustawione. Ślub za 3 miesiące. Teraz chłopak się będzie musiał przeprowadzic do Kalifornii. Całkiem to wszystko romantyczne prawda? Package full-inclusive.

Ale dobre w tym wszystkim jest to, że on naprawdę się cieszy. Niby nie zna jej ale jest przekonany, że jakoś to będzie,dogadają się. Na moje liczne pytania czy się nie boi, przecież to zobowiązanie na całe życie itp, on mówi, że co może pójść źle, przecież jest to mi pisane, zresztą zrobi się wszytko żęby było dobrze. Podoba mi się ten egalitaryzm, który pokazuje, że wlaściwie mogę być szczęśliwy z kimkolwiek, a na milość się popracuje.

Niemniej jednak jako wychowany w kulturze (albo braku kultury zależy jak patrzeć) naszej, nie byłbym w stanie czegoś takiego zrobić. Odniosłem wrażenie, że wyswatanie syna jest dla jego rodziców najważniejszym celem w życiu, czymś dla czego żyją, i czyms czym będą sie mogli chwalić. No i przecież oni tak się też poznali to i jemu wyjdzie to na zdrowie. Najlepsze jest to, żę u Nas to przyszli młodzi wszystko robią na wesele najczęściej, biegają, organizują itp. a tutaj chłopak się niczym nie przejmuje, przecież to rodziców sprawa.;D I na ceremonii zaślubin będzie pewnie z 3000 osób. Easy:)

podsumowując. żyjesz sobie 29 lat, tyrasz na siebie, potem w 2 dni podejmuejsz decyzję, że jedziemy z tym koksem i bezproblemowo;) Efektywność efektywność, efektywność. Oczywiście nie należy myśleć, że wszyscy hindusi tacy są. To się mocno zmienia, ale jednak byłem świadkiem czegoś takeigo, i dla wszystkich to zupełnie normalne.

Dzisiaj dzień świętego patryka, więc istnieje duża szansa, że wyjdę gdzieś na miasto, (a z tego co słyszalem to Miso szykuje jakieś modelarskie towarzystwo;D) w celu konsumpcji alkoholu. Możliwe, żę wyjdą z tego jakies zdjęcia, choć tego oczywiście nie mogę obiecać. Ale I’ve got a feeling ..:P

Innym powodem, dla którego nie zostanę chyba raczej w NYC na dłużej jest fakt, że wychowanie tutaj dzieciaka kosztuje tylko jakiś milion dolców. Jak się chce go wysylać do szkół, na zajęcia pozalekcyjne i tak dalej to tyle mniej więcej trzeba wydać. Nic dziwnego że rodzice zapierdzielają jak dzikie świnki w celu zapewnienia swojej krwi jak najlepszego startu w życiu.

A działa to mniej więcej tak. Masz 2 latka zaczynasz się rozglądać za szkolą do której poślesz go jak będzie miał 3 latka. Nie myślcie sobie, że to takei easy. TRzeba dzieciaka wziąć na egzamin, mieć odpowiednie rekomndacje, dyrekcja Cię musi polubić (albo twój datek) i już jest nieźle. Tam bachor przezimuje (zakładając oczywiście, że nie okaże się zbyt rozrabiającym, albo nierefermowalnym bo wtedy rachunek na pewno rośnie) do 6 roku życia. Koszt niewysoki, jakieś 20-25k rocznie.

Pociecha nam rośnie w oczach, staje się coraz zdolniejsza idzie do primary school. Na szczęście już chodziło do zajebistej pre school, więc na luzie korzystając z koneksji idzie do dobrej primiary school (najczęściej prowadzonej przez jakiś mnichów, mniszki albo cholera wie tam kogo). Tam spędza znów kilka latek. my z naszej pensji elegancko odkładamy po 25k$ co miesiąc i cieszymy się każdym dniem widząc jego rosnące sukcesy. Oczywiście dzieciak nie ma nic innego do roboty, ponieważ ma tyle zajęć pozalekcyjnych więc i tak nie widzi swoich starych. Zresztą gdyby ich nie miał to co miałby robić, przecież starzy wracają o 21 do domu a nawet jak wcześniej to i tak pracują bo „wyrwali się wcześniej”. Kontakt nam stale rośnie.

Koniec końców trzeba wysłać dziecko do high school. Można by pomyśleć o jakiejś dobrej publicznej szkole (jak bronx school of science, ale tam jest przecież duża konkurencja bo KAŻDY może próbować), więc z wygody wysyłamy go do polecanej przez naszego wychowacę prywantej szkoły za 35-40k$ rocznie, dzięki której nasz kochany potomek dostanie się na te wszystkie harvardy, mity, Upeny i inne Ivy LEague.

TRzymając kciuki za fakt, żeby w tym krytycznym wieku nie popadło w narkotyki, alkohol lub nie uciekło akurat pomagać uchodźcom w afryce (choć to przynajmniej DOBRZE wygląda na podaniu do harvardu) nasz bohater zdaje SATy z wynikiem śpiewającym, akurat był w 6 kółkach naujkowych, zorganizował 3 konferencje i w ogóle to interesuje się tematyką sztuki i pokojem na świecie składa podanie na Ivy League.

Starzy, już widzą ten sukces, znów będzie można pójść na herbatkę do znajomych i powiedzieć, że nasz akurat jest na harvardzie:) Wydatki tych ostatnich 4 lat nei są już duże, bo jakieś 60-100k$ rocznie. Ale przecież już widać metę. Na szczęście taki harvard ma ukończalność na poziomie 95% więc wszyscy kończą prawie. Nie nie dlatego, że wszyscy są tacy zajebiści i się uczą, są kujonami i w ogóle nie imprezują. Tylko dlatego, żę ukończalność (a potem zatrudnialność) są jednymi z wielu metryk na podstawie, których tworzone są rankingi. A jak wiadomo z ekonomii jak jest zachęta( incentive) to jest i chęć poprawy/zdobycia celu. Szkoła robi więc wszytko, żębyś skończył studia (pod warunkiem, że rodzice płacą rachuneczki). Nawet jeśli zrobisz coś nieźle pojebanego, to najwyżej poproszę Cię o to żebyś wyjechał na rok, przemyślał swoje zachowanie, może rozwinął inne zaintereowania, wrócił, i wtedy skończył. Oczywiście do szkoły nadal chodzi dużo ludzików, którzy są zwyczajnie mądrzy, ale na pewno nie jest to 6000 (bo tykle harvard przyjmuje co roku0 najmądrzejszych ludzi na świecie. Jest to 6000 ludzi, którzy akurat mieli okazje, możliwość i warunki żeby to zrobić. Mieli po prostu window of opportunity. I dzięki temu są już w życiu ustawieni.

Ale ponieważ na szczęście nie ma sprawiedliwości na tym świecie, tym radosnym akcentem idę po mojego pierwszego dzisiaj guinessa:)

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Jak się ohajtać w 3 miesiące…

  1. master yoda pisze:

    No i znów udało ci się, szanowny kolego, napisać całkiem ciekawego posta i „odpowiedzieć na najbardziej palące pytanie – co sądzicie o sytuacji ogólnej” 😉 Ponieważ osobiście najbardziej lubię takie posty, to skomentuję.

    Co prawda nie ze wszystkim się zgadzam, co napisałeś – postaram się więc do tego odnieść.

    Co do Hindusów to mnie nie zaskoczyło, ale czy naszej kulturze ustawki są aż tak obce? Chyba nie mieszkałeś na wsi i nie byłeś np. synem najbardziej prominentego gospodarza. Ja taką sytuację znam i wiem, że ów syn miał małżeństwo w pełni ustawione przez rodziców – jak nietrudno się domyślić poślubił najbogatszą pannę we wsi. Oczywiście decyzja zapadła po kilkudniowej znajomości. To nie są sytuacje wcale takie rzadkie! Chociaż ja też bym się nie zdecydował. Rok to aboslutne minimum. Ale rok wspólnego mieszkania razem, nie randkowania. Bo to dwie zupełnie różne rzeczy 🙂

    Elitarne szkoły… hmm… O statystyce masz pojęcie i o rozkładzie normalnym 😉 więc wiesz, że talent nie zależy od tego, do jakiej szkoły się pójdzie. Owszem w większych miastach łatwiej jest rozwijać talenty, ale teraz, w dobie internetu zdolnemu wystarczy google. Mówię o „standardowych” zawodach, takich jak np. nasz. Nie mówię o np. genetyce czy biotechnologii, gdzie jednak dostęp do najnowszych publikacji i ośrodków badań jest kluczowy. Co prawda moje stwierdzenie możesz obalić sprawiedliwością świata, a raczej niesprawiedliwościa 😉 Tzn. że wybór uczelni determinuje karierę młodego człowieka. Niestety tak jest w Stanach. Żeby byc jeszcze bardziej pesymistycznym powiem ci, co może czekać twoje dzieci w Polandzie… otóż dokładnie to samo. Być może za 20 lat studia będą u nas płatne. Dużo na to wskazuje.

    W każdym razie życzę ci kolego, żebyś, skoro już podjąłeś taki krok (wyjazd na rok (?)) nie wycofywał się łatwo! Trochę odrobisz pańszczyzny i może wyrwiesz lepszą wizę (nawiasem mówiąc określenie konsultant pańszczyźniany, którego ktoś tutaj użył jest moim zdaniem zbyt daleko idące – każdy kiedyś zaczynał!). Jak już się zrobiło taki krok, to trzeba brnąć dalej w ciemną stronę mocy!

  2. Stappu pisze:

    Wiesz stary ja ci to powiem tak: wrócisz, znajdziesz kobietę, będziesz miał dziecko i jak tylko dostaniesz jego pesel to pobiegniesz do żłobka zapisać je w kolejce, potem będziesz się bił łokciami o przedszkole, przemeldujesz się żeby miało prawo do dobrej szkoły podstawowej i co ważniejsze gimnazjum.
    Stwierdzisz że jednak to pier…. i postanowisz je
    zapisać do prywatnego przedszkola/szkoły. No to wybierzesz to lepsze no i proszę egzamin na wejście i $$$ co miesiąc.

    BTW A propo hindusa: Ja ze swoją kobietą byłem 7 lat i dopiero ślub, a tu proszę jaka oszczędność: nic na randki, prezenty, etc. nie trzeba wydawać. 2 dni i po sprawie

    • nerdinnewyork pisze:

      No mówię, że Efficiency;) Powiem Ci lepiej, rodzice płacą za wesele, na ktore przychodzi jakieś 1000 osób i dają prezenty także jest kapitał na start. Co prawda nie chciałbym być rodzicami ale im to chyba sprawia radość, więc prosta win win situation.

      Co do przedszkoli to się zgadzam, zę sytuacja jest słaba, ale chyba z podstawówką nei jest tak najgorzej no. Zresztą i tak swoje bliźniaki zapiszesz na milion zajęć pozalekcyjnych więc raczej będą dawać radę. Już nie przesadzaj. Ty chyba też na ludzi wyszedłeś:) A chyba do zwykłej szkoły chodziłeś, i do jakiegoś normalnego liceum… I patrz ja też do zwykłej szkoły w niewielkim mieście, potem liceum i jakoś poszło

  3. Aga pisze:

    Ale czy tak w sumie nie jest prościej? Biedaczek nie musi się zastanawiać, ta czy nie, kocha, nie kocha? Ma być Panna X, bo tak wybrała mamusia, tatuś, babcia, Buddha… whoever. Tak ma być i już, no i życie staje się dużo łatwiejsze 😉 Poza tym jeszcze ciekawsze obyczaje z tym związane mają np. ortodoksyjni Żydzi (można zobaczyć np. w New York I love You).
    Swoją drogą jestem ciekawa, czy oni mają jakąś bazę danych, czy system wyszukiwania, ma się zgadzać wiek, wymiary, wykształcenie, zainteresowania, przebyte choroby, stan konta, no i może jeszcze stan uzębienia….
    A to czy znamy się długo czy krótko, i tak niczego nie gwarantuje 🙂

    • master yoda pisze:

      Troche jednak gwarantuje. Tzn. pewności w tych kwestiach nie ma, ale jednak jak dłużej znasz osobę (a zwłaszcza z nią mieszkasz) to pewne nawyki widzisz. Ja wiem z własnego doświadczenia, że randkowanie 2 czy nawet 3 razy w tygodniu po kilka godzin to nie to samo co wspólne mieszkanie z drugą osobą przez rok czasu… Po roku już naprawdę trudno jest o jakieś zaskoczenie (aczkolwiek zastrzegam – nie mówię, że to niemożliwe, bo i takie cuda się zdarzają!)

      • Aga pisze:

        Ale ja też wiem to z własnego doświadczenia… niestety. I nie mówię, że o zaskoczenie łatwo, ale okazuje się, że może się zdarzyć, i to po 3.5 roku! Nie polecam 🙂 Ale cóż zdarza się… mam nadzieję, że to był tylko taki wyjątek od reguły, czy jak to ładnie nazwałeś cud, choć mało cudowny 😉

  4. Szymon pisze:

    Luke,
    przyczep się do rodziny hinduskiej, oni zrobią casting, Ty weźmiesz i wrócisz do Polski z chiką:]

    • nerdinnewyork pisze:

      Zwłaszcza, że niektóre te Hinduski to całkiem całkiem:). Ale jak mi wypadnie akurat z horoskopu, że muszę z jakimś granatem?…. Chyba jednak muszę zaufać starym niesprawdzonym i nie dającym żadnej gwarancji sposobom… Albo znaleźć maczugę i jak za jaskiniowcó (ale to nie w tym kraju bo gotowa mnie jeszcze o molestowanie oskarażyć)

      • Stappu pisze:

        Głupi jesteś: spróbuj a jak wyjdzie badziewnie to powiedź że ty nie wierzysz w ten horoskop i że chcesz jeszcze raz:)

  5. Ja z żoną zaskakujemy się nadal po 11 latach małżeństwa i stwierdzam, że nawet po tylu latach nie znam swojej żony tak do końca. Co nie znaczy, że małżeństwo jest nieudane, nie. Nie zaryzykowałbym ustawianego małżeństwa nigdy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s