W sieci…


Muszę powiedzieć, że chociaż na początku sceptycznie nastawiony do idei sieci, zaczynam powoli chyba łapać o co w tym wszystkim chodzi. OStatnio wybrałem się na imprezę urodzinową znajomej znajomej;) czyli nie znam nikogo. Impreza odbywala się gdzieś w lower east side czyli jednej wielkiej imprezowni i żarłodajni tego miasta. Tam po prostu nie ma budynku, który jest za wysoki i nie ma klubu/restauracji/sklepu na dole. Oryginalnie ta dzielnica…

No niezły post… będzie pisał o tym jak poszedł na imprezie i zamówił parę long island:) bardzo chciałbym oczywiście napisać o tym jak mój umysł powoli zanurzał się w odmęty upojenia alkoholowego, niestety musiałbym sobie odnaleźć nutę impresjonisty, której nie chce mi się obecnie szukać.

Wracając do protokołów sieciowych. Na urodzinach udało mi się poznać całkiem sporą ilość absolwentów Ivy league. Socjalizacja nastąpiła przez tradycyjne, jak się okazuje również za oceanem, wypicie szocika czystej. Okazuje się że Ci wszyscy absolwenci harvardów, U Pennów i takich tam też muszą coś wychylić w sobotę po pracy;) Pogadalimy o tym jak się pracuje, udało mi się schować moje drobne Polskie kompleksy, jak to się robi tutaj, czym różnią się studia u nas i Polsce i oczywiście co pijemy następnego. Muzyka tej nocy wyjątkowo dopisywała więc odkryłem w sobie zupełnie nieeksplorowane pokłady talentu tanecznego.

Najlepsze były jeszcze jednak inne spotkania. Otóż przy barze czekając na drinka przypadkowo (już nie pamiętam jak) wplątałem się w rozmowę dwóch gości o tradingu kontraktów na energię. Pogadaliśmy chwilę (jakieś 5 minut) o rynku energii, o tym jak się buduje algorytmy, jakie teraz są wyzwania i jak technologie programistyczne pozwalają je ominąć, po czym gość wręczył mi wizytóweczkę bo okazało się, że akurat jest z firmy zajmującej się finansowaniem startupów – venture capital i teraz właśnie kręcą taką firmę zajmującą się algorytmicznym handlem energii i właśnie wciągnęli 30 milionów i trzeba je jakoś przerobić na 300;):) Starszy gość koło 50, mówi że robi to już tylko dla funu, i dlatego że jeszcze może pójść na imprezę z młodymi;)

Dosłownie 20 minut później gdy stałem w kolejce do kibla jakoś zgadaliśmy się z innym typem. Tym razem w moim wieku, komentowaliśmy chyba jakieś dwie niezwykle urodziwe niewiasty, które nas minęły i zaszczyciły uśmiechem. Okazało się, że kolega akurat pracuje dla NBC i robi przy takich programach jak Saturday Night Live i dzisiaj to jest bardzo casualowo u znajomego, ale za tydzień jest jakieś grube party gdzieś na zamkniętym dachu, więc może załatwić wejścióweczki… Potencjał randomowych spotkań jest niesamowity. Jak to opisywał Głowacki w good night jersey, zawsze trzeba iść na zamkniętą imprezę jak się jest w branży rozrywkowej, bo nigdy nie wiesz czy w kiblu nie spotkasz Woodego Allena, albo w kolejce po piwko akurat nie będziesz oglądał pleców George’a lucasa. W sumie nie wierzyłem w to, ale trochę to chyba zaczyna tak wyglądać.

A teraz troszkę o startupaach:)

Zdarzyło mi się pogadać z jednym z członków takiej oto firmy, która jest jak to się tutaj mówi bardzo „up and coming”. I Tworzenie takiego startupu z myślą o wielkim sukcesie to bynajmniej nie jest garaż i paru absolwentó MIT (chociaż oni się bardzo przydają). Tutaj szefem jest gość po McKinsey z MBA z ivy league school, cały management team ma mba z najlepszych szkół, CTO jakimś miksem niezłego programisty i motywatora a Wszystko tak naprawdę obraca się wokół deweloperów. Wybór technicznych członków drużyny jest najważniejszym zadaniem a zapewnienie odpowiednich warunków do pracy najważniejsze. Bo oni mają to zrobić, żeby było szybkie bezbłędne, skalowalne i rozszerzalne. To dlatego mają żarcie za darmo, najnowsze stanowiska komputerowe i takie narzędzia jakie tylko sobie życzą. I tak goście są nerdami. Znają się na swoim fachu nieprzeciętnie, kodować uwielbiają, ale nie są to zamknięte typy, które lubią komunikować się w systemie dwójkowym. Właśnie są to ludzie, którzy wiedzą, że są techniczni i to uwiebiają, ale rozumieją , że nie cały świat taki jest. Piękna sprawa (i pewnie 3/4 z nich planuje założyć swój startup w przyszłości).

I to tutaj dzieje się kreatywność. Ale jest więcej. Bo tak naprawdę taki startup musi się przyjąć, więc jak tylko deweloper zrobi coś nowego, to nie jest to wrzucane od razu na produkcję, tylko idzie się na ulicę, kupuje ileś kuponów barnes&noble i pyta się przechodniów (kolego czy mogę zająć Ci 5 minut) i sprawdza usability. Nie ma dedykowanych testerów, ale każdy ważny feature jest testowany na żywym organizmie. Stanowiska też nazywają się ciekawie jak Rockstar Recruiter, albo Buzz Maker. Niesamowita, ale to naprawdę niesamowita ilość wysiłku położona jest na stworzenie mechanizmu analityki danych. Tak by produkt, który jest już online ale jeszcze może nie jest kalibru fb czy twittera, mógł odlecieć, należy zrozumieć zachowania klientów. Ilość danych, która jest mielona przez google analytics, i inne tego rodzaju pomocnicze narzędzia jest gigantyczna. Tak samo ważne jest stworzenie odpowiednich metryk, scorecard, analiz zachowań, mierzalnych celów. Hurtownia danych jest integralnym elementem startupu. NAwet jeśli ma tylko kilka ekranów. Mierzy się naprawdę wszystko, skąd kto przyszedł, ile czasu spędził na stronie, jakie terminy są wyszukiwane, gdzie kto zostaje najdłużej, jakie są wspólne cechy kupujących, jakie różnych, jaki jest koszt kliknięcia, jaki jest koszt klienta…. Naprawdę robota, bardzo analityczna a przy tym niesamowicie zorientowana biznesowo. Jak dużo firm robi to w Polsce z jajem (kilka, kilkanaście?). Taki start to duże przedsięwzięcie, a rynek własnie na takie rzecyz zaczyna się tutaj rozgrzewać. W kieszeniach ameryki leży dużo pieniążków, które nie lubią odpoczywać. Ale pozyskanie takie kapitału (zwłaszcza venture capital) to nie jest taka prosta sprawa i właśnie dlatego potrzebujemy gości z MBA, którzy jakoś to ogarną.

Piszę o tym z lekką nostalgią, gdyż moja pierwsza praca to też był pewnego rodzaju startup. I choć pieniądze były (jak na nasz kraj całkiem naprawdę duże), uzdolniony zespół również był, to nie było wizji i nie było egzekucji. Jak ważne to jest pokazuje fakt, że mojego startupu na mapie już nie ma. A startup, o którym mówię, jestem pewien, że w ciągu 2-3 lat o nim usłyszymy. Może nie będzie to FB, ale będzie to coś dużego…

Ponadto w weekend zdarzyło się jeszcze kolejne wielkie chlanie z tytułu dwutygodniowego wyprzedzenia dnia świętego patryka w hoboken. Ale o paradzie, opłatach wejściowych do baru o 13 w wysokości 25-50 $ to może jutro:)

pozdrawiam
pan_Dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „W sieci…

  1. Szymon pisze:

    Luke,
    trafiłeś chyba do nieba. Polska jakoś wydaje się zupełnie niepodobna. USA z tymi startupami i finansowaniem przez dziadków z milionami wyglądają chyba trochę ciekawiej niż kilka dofinansowań z Unii w Polsze. To nie pozostaje nic innego jak trzymać za Ciebie kciuki:]

  2. dro pisze:

    No i ogarnij jakąś lepszą wizę, bo na razie to jesteś konsultant pańszczyźniany 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s