let’s go broadway


I się stało się:) Łukasz poszedł zobaczyć sztukę na broadwayu. Spośród jakiś 40 musicali jakie teraz wystawiają udało się dostać tańsze bilety na coś co nazywa się „Jersey Boys”. Żeby dostać takie tańsze bilety trzeba albo mieć dobrego nosa w internecie, być jak pies, który wywęsza okazje, być jak Tommy Lee Jones w ściganym…

Albo iść na times Square wejść na takie śmieszne schody z czerwonym dywanem i tam zakupić jedne z oferowanych dzisiaj biletów obniżonych o 50%. OCzywiście należy spodziewać się kolejek. Spektakl zaczyna się o 19 więc o rozsądnej porze, oczywiście ja zdążyłem w ostatniej chwili ponieważ akurat musiało coś wypaść w pracy (tak jak na co dzień nie wypada…). Wchodzimy do teatru jako prawie ostatni, jesteśmy przekazywani od jednego pokazywacza miejsca do drugiego, żeby wszystko odbyło się płynnie i żeby przypadkiem nie wejść za późno i nikomu nie załosłonić. Wyższa średnia i niższa klasa średnia patrzy na Nas z lekkim politowaniem, no tak znowu jakiś cieć w garniaku za późno wyszedł z pracy. Głównie jednak nie patrzy, bo po pierwsze nie na na co, ciekawsze rzeczy zaczynają się dziać na scenie. Tylko jakaś starsza Pani spojrzała na mnie z jakimś takim lekkim współczuciem – synku nie przejmuj się tutaj, wszyscy po prostu są napompowani albo mają cię zwyczajnie w dupie.:) Można zauważyć również zaskakująco dużo baaaaaaaaaardzo urodziwych kobiet w towarzystwie ich ojców… Bo to przecież muszą byc tatusiowie nie? Może mają urodziny albo co?

Wracając do tematu, Musical traktuje o grupie Four Seasons, niegdyś bardzo popularnej, autorach takich hitów jak Walk Like a man czy December, 1963. Chłopaki zbijają się na scenie jak mogą z Jersey City i generalnie biznesu muzycznego opowiadając historię zespołu. Oczywiście nie jestem żadnym krytykiem, i jak na homo ignorantus sztuki musicalowej muszę powiedzieć że mi się podobało. Bardzo.. I to zrobiło super wrażenie. Miejsca mieliśmy prawdopodobnie powyżej przeciętnej, bo jakieś 8-10 rzędów od sceny, z centralnym widokiem więc naprawdę można było wszystko zobaczyć. Techniczna maestria po prostu bije ze sceny. Wszystko jest dokładnie zagrane, każda chwila jest dokładnie przemyślana, nie ma pustych momentów… Po prostu jest się porwanym przez przedstawienie. Naprawdę się OGLĄDA, i słucha. Tutaj muszę wspomnieć, że oczywiście teatr stwierdził, że przeciętny Amerykanim jest szczupłym azjatą lub normalnej budowy kobietą, ponieważ dla takiego gościa jak ja brakowało oczywiście jakiegokolwiek miejsca na nogi. No ale co zrobić jak by wszyscy byli tacy jak ja albo wyżsi, to wszyscy z torbami by poszli…

W czasie przerwy można zaobserwować dwa zachowania bywalca broadway, albo idzie do toalety albo idzie po kawę (jest jeszcze opcjonalne zachowanie mało trendy -idzie na szluga). Kobiety z toaletą mają znacznie trudniej przez co kolejka jest dużo większa.:) a przerwa ma tylko 15 minut więc nie jestem pewien czy wszystkie interesantki załatwiły swój interes…

Tutaj może nieco o broadwayu. Jest to po prostu wielka kuźnia talentów i fabryka mamony. Wszyscy chcą zrobić zajebisty musical żeby a) być sławnym, b) zrobić kasę. Budżety tych przedsięwzięć sięgają obecnie budżetów filmów, więc tutaj już nie ma żartów. Tak jak L.A. ma hollywood, tak tutaj mamy broadway. OBecnie czytam Good Night Dżersi, więc pewnie będę miał więcej informacji, ale trzeba mieć znanego reżysera, dobrych aktorów… i dużo marketingu:) A my biedni z jedną Romą (no i jeszcze Buffo jest). Wszystko to oczywiście dopełnia filozofii NYC, że my po prostu chcemy zrobić dolara. Niemniej jednak robią to na tyle dobrze, że na przeciętnym zjadaczu chleba jak ja zrobili takie wrażenie, że chcę zobaczyć tego więcej i nawet jestem w stanie za to zapłacić.

Poza tym jesteśmy po Nocy Oskarowej. Jest obecnie czas pozyskiwania filmów, które były nominowane i wydają się z jakiegoś powodu ciekawe. Ze swojej strony polecam obejrzeć zdobywcę Oskara za najlepszy dokument „The Inside Job” – o przekrętach Wall street:) dobry kawałek mięcha, i to nawet nie tak bardzo w stylu micheala Moora.

Poza tym jestem znowu pod wrażeniem serwisu w Ameryce. Kindle mi się chyba popsuł, napisałem do Amazona, a oni za 20 minut !!! wysłali mi nowego. Nawet nie pytali co i jak, czy coś się stało złego. Po prostu wysłali nowego. Widać opisane przeze mnie symptomy okazały się zbyt poważne. A starego chyba muszę im w ciągu miesiąca odesłać czy jakoś tak.

Przy okazji polecam Wam czytelnicy stronę Hunch.com. NAprawdę ciekawa sprawa. I znowu zajebisty pomysł ktoś miał, choć jeszcze moim zdaniem nie do końca wykorzystany. Ja wszedłem i namiętnie używam od tego czasu. TRafili z rekomndacjami do blogów, książek i filmów, a kategorii jest TYYYLE:D

pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że w poście właściwie bez mięsa, ale jakoś tak
pan_Dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „let’s go broadway

  1. julia pisze:

    i u nas już Kindle zrobił się bardzo popularny – aczkolwiek ja osobiście nigdy tej mody nie zrozumiem ;] chyba jestem fanką klasyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s