W ciepłych objęciach Steve’a jobsa – czyli wojny religijne


Stało się, dostałem telefon firmowy. Na własne życzenie (dzięki temu nie musze mieć swojego) zamówiłem stałem się phony i mam pięknego smukłego nagryzionego Iphone. Nie zamierzam tutaj narzekać na niego, lżyć jaki to zły telefon… Zwyczajnie opiszę po prostu co się wiąże z tym jak to zostało mi przedstawione „pięknym kawałkiem technologii”.

Ale na początek trochę tła. Nikt nie wymaga ode mnie tutaj telefonu firmowego. Oczywiście wszyscy go mają ale nie dlatego, że muszą, dlatego że tak jest wygodniej. Otóż ponieważ ludzie są pracoholikami to lubią być na bieżąco z tym co się dzieje w firmie. Dodatkową zaletą jest fakt, że wynegocjowane stawki są NAPRAWDĘ niskie i wychodzi dużo taniej niż jak byś wziął indywidualnie. No i telefonik jest na firmę. Tak więc ludzie, z którymi rozmawiałem mają telefony tylko firmowe…a właściwie jest to jakiś dziwny mix telefonu firmowego i domowego.

Wśród ludzi, którzy ze mną pracują znajdują się dwa typy ludzi…. i nie, nie wiem czy rozumieją binarny czy nie. Są fundamentaliści apple, dla których wszystko co zrobi Apple jest absolutnie zajebiste, a już daaaaaaaaaaleko lepsze niż cokolwiek innego co zrobiła konkurencja – w związku z tym mają Iphone. Są również tacy, którym to wisi, ale są konformistami więc mają apple.. bo wszyscy mają. Aha… podobno są jeszcze osoby, ktore maja blackberry androida lub windows phone, ale występują głównie w stanach typu tenesse i delaware i są zagrożonym gatunkiem. I Ci ludzie naprawdę się razem nie rozumieją… To znaczy posiadacze Iphonów i nie. Znaczy posiadaczy iphone nie można przekonać do niczego innego, chyba że będą mieli już dość zerwanych rozmów w AT&T (ale o tym dalej).
Przy okazji ciekawostka. Do niedawna jedynym dostarczycielem Iphone na rynku było AT&T. Jest to szacowna amerykańska firma, autor wielu wynalazków, jak również wielu mądrych ludzi pracowało dla niej w ciągu historii (między innymi Twórcy R). Ma jednak tą przypadłość, że w nowym jorku i San Fran ma strasznie słabą usługę głosową. Generalnie po naszemu można rzec, CHU@#!!@. I to tak na maksa. Przerwane rozmowy, niedostarczone sms to norma. Ale jednak mają Iphone (i zawsze mieli). I ludzie narzekają, ale racjonalizują i biorą… Bo to iphone, klasa, 10 cud świata, i ma aplikacje. I to jest fenomen Ameryki… narzekają, narzekają ale są konformistami i wezmą wszystko na klatę. Dlaczego nie można wyjść przed swoim szefem… Dlaczego nie można tego, dlaczego nie można tamtego… Taki to już naród.
Ale wracając do tematu mojego zakupu telefonu. Zostałem przekonywany, że powinienem wziąć iphone, powinienem nie brać iphone. .itd. W końcu zdecydowałem sam. Druga ciekawostka: AT&T musiał zmodernizować swoją sieć przez ruch który powodowany jest przez Iphone. Podobnie musiał uczynić Verizon:D Poczujcie MOC tego narzędzia i siły perswazji steve’a.

Przez miesiąc jakoś dobrze się bez telefonu ukrywalem, to znaczy kupiłem prepaida i włożyłem go do mojego przepięknego androida ale… Prepaidy w ameryce to sprawa dla desperatów… Nie opłacają się totalnie. To nie jest tak jak w polsce, zę masz promocje na pakiety i esemeski minuty i inne. Tutaj masz mieć plan. I bulić te 40-100$ miesięcznie. Zaczęło mnie to wkurzać żę płacę 60 dolców miesięcznie za parę rozmów….. i nie mam do tego DATA planu… A nie mieć telefonu w tym mieście to jednak duży pita, trzeba było się zaprzedać.

Jak typowy przedstawiciel naszej zbieracko-łowiecko-cwaniackiego narodu policzyłem co się najbardziej opłaca i przepuściłem to przez skomplikowane czeluście wnioskowania siecią neuronową i po głębokich debatach w czasie których mogło dojść nawet do odpalenia jakiegoś Excela, ustaliłem że kupuję przez firmę. Czym prędzej odwiedziłem stronę firmową umożliwiającą zakup tego cudownego narzędzia i napotkałem kolejny problem… Tu jest tyle telefonów do wyboru. Tak się okazuje, że blackberry jakoś mnie nigdy nie ciągnęło, w windows phone jeszcze nie wierzę, androida już mam, pozostał Iphone, którego chciałem potestować przynajmniej. A tu mogę go mieć zupełnie za darmo!!

No i przyszło małe pudełeczko z opakowaniem zawierającym tą złotą kurę Steva wraz z obowiązkowymi białymi słuchaweczkami (swoją drogą niedługo białe słuchaweczki to chyba będzie się zamiast białe kozaczki używać) białym kablem USB i białą ładowarką…. no i się zaczęło.

Jeśli myślicie, że żeby zacząć używać Iphone wystarczy go dostać z pudełka to mylicie się … bardzo.
Trzeba zainstalować iTunes, czyli źródło zła wszelkiego i interfejs pozwalający nam wgrać cokolwiek na telefon. Sam proces intalacji na moim laptopie zajął chyba ze 40 minut. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić ile miejsca zajął oraz jak potworne rzeczy mogłyby się stać gdybym chciał ten program odinstalować.
Żeby móc używać naszego pięknego telefonika, trzeba założyć sobie konto u wujka Steve, podać mu trochę danych osobowych, zarejestrować się, potwierdzić, i co najciekawsze podać numer karty kredytowej!!! Tak żeby używać Iphone, trzeba podać numer karty. No to już mnie troszczę wku@!#!@

Teraz jestem w fazie używania, na razie posługuję się nim pewnie z gracją pijanego polskiego dresa ale może dam radę się nauczyć. Zaleta jset taka że mam numer, chętnym podam chociaż nie wiem po co mielibyście dzwonić na mój amerykański numer. Moja dotychczasowa komórka nadal działa i można na nią dzwonić w razie co (i usłyszeć kilka ciepłych słów za to że płacę 3 zł za minutę odebranej rozmowy).

Otóż w sobotę wybrałem się do miejsca zwanego the MEan fiddler. Jorgy bardzo nalegał, żeby przejść się do miejsca gdzie jest dużo LATINA chicks. Niestety jedyny klub jaki był w okolicy to jakaś miejscówa w której raperzy robią sobie urodziny i przypadkowo postrzeliwują się w nogę… Akurat nie poszliśmy, przeżylibyśmy postrzelonych raperów, ale 20$ wejściówki za 1,5 godziny zabawy zastrzeliło nasze oszczędne umysły.

Mean fiddler okazał się przyjemną kombinacją baru i klubu. Nie będę jednak opisywał imprezy, jedynie to co znalazłem w środku i zrobiłem zdjęcia. Złotych myśli było więcej, ale ja uchwyciłem tylko te najlepsze. Okazało się potem, że więcej barów tutaj ma taki motyw przewodni. Będziemy obczajać.

Teraz kącik informacji parafialnych.
Po pierwsze jeszcze mi się nikt nie zapowiedział na lato.. Czuję się tutaj lekko rozczarowany. Niemniej jednak zrobiłem trochę researchu i co się okazuje…
Samochód kosztuje mniej więcej 25-35 dolarów dziennie. Nieco (ale tylko nieco) więcej jeśli zdecydujemy się na przykład na SUVa. Samochod wezmę na siebie więce nie powinno być problemów. Motele kosztują około 20-30$ dziennie za osobę co nie jest dużą kwotą chyba, dodatkowo trzeba te 10-20 dolarów dziennie na żarcie również wybulić. Osobną kwotą jest paliwo (ale ono chyba będzie nie za dużym kosztem jesli więcej osób będzie jechać). Można spać również na polach kempingowych, jak również obczaić inne atrakcje (lot paralotnią lub szybowcem nad grand kanionem podono jest niezapomniany) ale to są już raczej ekstrasy. Za wstęp do parków Agencja ochrony środowiska albo innych kosmitów raczy ssobie również liczyć parę dolarów (bliżęj 15 za dorosłego zdrowego człowieka) więc o ile ktoś nie chce udawać niepełnosprawnego dziecka poniżej 3 roku życia to też trzeba będzie dopłacić. Ale to również chyba koszt jednak pomijalny. Z opcji spania mamy również namioty + spiwory trzeba tylko wtedy trasę zaplanować ale jest to zupełnie możliwe. Z opcji nieco droższych ale bardziej zorganizowanych możemy skorzystać z wycieczek organizowanych przez TrekAmerica.com. Jeśli będzie nas przynajmniej 8 osób to zrobią wycieczkę tylko dla NAS. Koszt takeij wycieczki to mniej więcej 100$ dziennie a więc nieco drożej niż jak będziemy robić to sami, co jest oczywiście zrozumiałe. Ale z tego co mówił mi Grzesiek (mój Szef) to jest to również bardzo fajna opcja.

Teraz słów może kilka o trasach. Tutaj opcji mamy kilka. Można się wybrać w klasycznego roadtripa z nowego jorku w kierunku zachodnim oglądając podrodze chicago, St. Louis i Kilka innych ciekawych stanów, zahaczając te wszytkie parki takie jaki ARches, Sequoia, Yellowstone, Black Horse, Yosemite, Grand Canyon i inne colorado sprawy lądując w końcu w Las Vegas i obczajając po drodze roswell na przykład. A można wybrać się samolotem do LV za 350$ i tam zacząć podróż po zachodnim wybrzeżu. JEst jeszcze trzecia opcja a mianowicie wschodnie wybrzeże + waszyngton, które również oferuje wiele ciekawych atrakcji. Ja na razie bardzo dogłębnie analizuję trasę na zachodnim wybrzeżu, ale jeśli zaczną się zgłaszac jakieś osoby (pozdrowienia dla Grześka i Kozła którzy wyrazili akces… LEchu czekamy na TAK), to będziemy planować dalej. Koszty biletu mozecie sobie oszacować sami. JA lecę obecnie za 1800 zł w dwie strony. Więc jak tylko ktoś z Was ma troszkę wolnej kaski, ochoty i dobrego humoru i chce uderzyć w drogę… To czas:D

Terminy jakie obecnie rozważam to druga połowa sierpnia, początek września. Takie pasują mi najbardziej. Mogę to również zrobić w lipcu. Po tym poście (to znaczy w następnym) pojawi sie więc Sonda:D (tutaj na pewno zwolennicy sond zaraz zaczną komentować)
pozdrawiam
pan_dziekan

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, Podróż i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „W ciepłych objęciach Steve’a jobsa – czyli wojny religijne

  1. Szymon pisze:

    Jak nie kupię chałupy to pewnie będę. Jak kupię, to nie wiem:P

    Zainstaluj Droida na IPhone 😀

  2. Kozioł - ten na P :) pisze:

    Pisząc Kozła miałeś na myśli mnie? :))) Czy Krisa? 😛 Anyway, ja bym się pisał na nie wiem kiedy, będę bardziej konkretnie coś wiedział w okolicach końca marca, how about that? 🙂 Ile się wizę załatwia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s