Przepraszamy za usterki


Niestety ostatnimi dwoma dniami nie miałem za bardzo czasu zupdatetować bloga ponieważ wychodziłem jakoś późno z pracy. Działo się niestety niewiele, z ciekawszych rzeczy oczywiście. Śniegu w nowym jorku więcej niż ustawa przewiduje, nie chce się rano wstawać i generalnie jakoś tak. Cieszę się, że już niedługo mam nadzieję, nie będzie ten zimy i będzie się można wybrać na jakieś zwiedzanie. Pewnie nawet w ten weekend znowu zacznę chodzić po nowym jorku bo już dawno nie przyniosłem żadnych fotek co nie jest fajne. No i w weekend trzeba będzie posunąć trochę do przodu planowanie roadtripa, bo ostatnio strasznie temat ten zaniedbałem.

Ostatnie dwa dni upłynęly pod tytułem różnego rodzaju drobnych fuckupów, które są lekko mówiąc wkurzające. Po pierwsze metro zaczęło się strasznie psuć, i jeździ rzadko jakoś, często zatrzymując się po drodze. Wszędzie rozsypana jest sól, co powoduje, że pantofle naprawdę nie są najlepszym rodzajem butów jaki sobie można wyobrazić. Ze względu na pogodę mój materac nie przyjechał wczoraj ale przyjedzie jutro, w związku z czym nie mogę się jeszcze przeprowadzić, chyba że akurat uważam spanie na podłodze za ciekawe doświadczenie filozoficzne. Poza tym zacząłem się uczyć… angielskiego.

W środę oczekiwalem również najdroższej rzeczy do mojego domu czyli materaca na łóżko. Z owym materacem wiąże się grubsza historia, którą spokojnie można by zatytułować SNATCH. Otóż moi drodzy Czytelnicy potrzebowałem materaca. Poszedłem do sklepu w jersey, który takowe dobra oferowal i był najbliżej. Był to sklep dużej sieci zwanej sears. Kusiło mnie żeby dostać materac z Ikei, ale poszedłem za namową mojego kochanego Taty, który powiedział wielką to prawdę, Synu kup sobie porządny materac. Na materacu będziesz spał, jak również być może nie, więc masz co najmniej kilka powodów by był dobry. Poszedłem więc i obczajałem materace. Tylko wielka ilość ich była. Nie będę Was może wprowadzał w arkana rozmiarówki amerykańskiej, która prawdopodobnie została wymyślona w tym samym czasie co teoria strun w fizyce kwantowej ze względu na złożoność obliczeniową, dość powiedzieć, że Twin Bed oznacza najmniejszy rozmiar dla jednej (niezadużej) osoby. Krzątałem się bezradny pomiędzy ekspozycjami, zastanawiając się czy dla mojego zmęczonego kręgosłupa lepsze będzie firm czy może plush, a także wahając się przed dziwnymi kombinacjami full (niby opcja) a queen (żeby tam dużo queen zaciągać). Podszedł do mnie zatroskany sprzedawca i próbował mi coś wytłumaczyć. Niestety miał też taki sposób wymowy, jak by akurat nie miał żadnego zęba przez co rozumiałem co 6 mniej więcej słowo.
Ogarnąłem wielkie tajniki promocji, która była „:jedyna w swoim rodzaju”. Trwa akurat wyprzedarz więc materac który chciałem zakupić z 1499$ został przeceniony na 750$, po czym odjęto od niego jeszcze genialne 150$ a potem zjechano o 15% do wyjściowej ceny 499$. Jakoś nie jestem co prawda w stanie uwierzyć, żeby ten materac w jakimkolwiek wszechświecie kosztowal 1500 papierów no ale powiedzmy że 500$ za lateksowy i jakiś tam dobry to cena, którą jestem w stanie jeszcze jakoś przeboleć ale 1500$$ to chyba by mi bigmaci musiały resztki umysłu wyżreć.

Anyhow idę do sepleniącego sprzedawcy i mówię, że bym taki a taki chciał. On na to rozpromieniony, że zajebisty wybór i w ogóle mam przejebane szczęście bo promocja się jutro kończy i ja pierdziu powinienem uważać się za zwycięzcę tour de france. Idę z moim materacem, po czym pan wstukuje te 500 baksów po czym okazuje się ze jeszcze 7% podatku i 70$ za wysyłeczkę…. KUR@#!#! Oczywiście wysyłka jest za darmo jak powyżej 500$ (ja przed obniżką mialem powyżej więc się kwalifikuje) przy czym w Ameryce mają ciekawe podejście do sprawy za darmo. Jak mi już dostarczą to mogę gdzieś tam zadzwonić albo co i zarejestrować zakup i wtedy dostanę 70$ KUPON na zakupy w sears. Czyż to nie cudowne. Mogę wydać jeszcze więcej pieniędzy na produkty w niekończącej się promocji…

Zamówiłem dostawę na środę jak mówiłem, żeby się mieć gdzie wyspać w czwartek…. Oczywiście Pani powiedziała że zadzwoni, z tym wyjątkiem że nie zadzwoniła. Zadzowniła dzisiaj, że zadzwoni za chwilę, żeby zadzwonić jutro przed przyjazdem kuriera. ZE KURWA CO JA PROSZĘ.!!! powiedzialem jej że ma mi powiedzieć kiedy będzie, bo nie mam akurat czasu czekać na koeljny telefon jak rónież nie podoba mi sie fakt spania na podłodze i płacenia za tę przesyłkę 70$… No kurde naprawdę mnie dok@#!E#!@. Pani przeprosiła, dostałem jakąś zniżkę (pewnie jak zapłacę 2$ to dostanę kupon na 1$) i nagle się okazało że będą jutro o 16 ale jak mi nie pasuje to mogę wybrać… To jest szansa że będę miał jutro gdzie spać.

Zauważyłem, że mam straszne problemy nieraz z powiedzeniem tego co mam na myśli. Brakuje mi słów, albo mówię YYYYY jak analfabeta jakiś. I chyba jeszcze do tego wszystkiego mówię całkiem niewyraźnie. Wszystko to powoduje, że zacząłem mówić więcej po angielsku bo nie chcę być jakimś odludkiem. Jest to zdecydowanie jedno z gorszych sytuacji, które miałem. Coś jak by problemy z aklimatyzacją. Musze wiecej filmów i książek chyba oglądać. i więcej gadać, ale to wcale powiem wam, że niemożność powiedzenia tego co się myśli jest jedną z bardziej stresujących rzeczy w życiu. A Tu mnie się niektórzy pytają czy już coś wyrwałem. Z takim językiem to …

Poczułem również wielką ochotę pogotowania jakiegoś żarcia…. Poszedłem do supermarketu i obkupilem się „organicznym żarciem”. Tutaj proszę ja Was jak coś jest organiczne to jest 2 razy droższe i smakuje mniej więcej jak połowa naszego normalnego żarcia. Pomidorów mają ze 4 rodzaje, ale żaden nie wygląda jak nasz pomidor. Pieczarki to już w ogóle jakis absurd bo zapłaciłem jakieś 4 dolce za ćwierć kilo… Jedyne co było w normalnej cenie to papryka i fasolka. Ale nie zauważyłem napisu organic, więc prawdopodobnie doznałem już głębokich zniekształceń genetycznych i powoli zamieniam się w radioaktywną papkę. Zapłaciłem więc jakies horendalne sumy za pomidory i pieczarki, ale pomyślałem cóż. Takie życie. Planowałem sobie zrobić jedzenie na jakieś 2-3 dni i wyszło tego całkeim sporo. Gotowałem przez półtorej godziny po czym byłem tak zmęczony, że stwierdziłem że już mi się nie chce jeść więc poszedłem spać. No iście pasjonujące prawda.

Wczoraj w pracy jak to w pracy. Znowu czekało mnie mnóstwo czytania jak również robienia prezentacji ale nie narzekałem za bardzo z tego powodu. Już niedługo prawdopodobnie zacznę pisać jakieś dokumenty:) Pośmialiśmy się, wypiłem pierwszy w życiu kawopodobny wyrób ze starbucks, tylko dlatego że mnie namówili, i tylko dlatego że zupełnie nie smakowało jak kawa, tylko jak czekolada i w ogóle więcej nie będę tego robił;) I tylko dlatego, że nie musiałem za niego płacić w ogóle.

Wczoraj gościłem u siebie dwóch kolegów z Indii (z pracy). Porozmawialiśmy sobie przyjemnie przy piwku blue moon. Niestety zupełnie zapomniałem, że jeden z kolegów jest zupełnie stracony dla swiata ponieważ nie pije alkoholu w ogole (na szczęście miałem ice tea w domu) i w dodatku jest wegetarianinem (a ja przygotowałem potrawę z kurakiem). No ale jakoś sprawę ogarnęliśmy przez zamówienie dodatkowej opcji tajskiego żarcia wraz z typowym wyrzucaniem niejadalnych rzeczy z potrawy i jakoś poszło.

Przy okazji dowiedziałem się, że jest recesja i ,że generalnie nie jest najlepiej jeśli chodzi o rynek pracy. A imigranci to już w ogóle mają przeje. Moja wiza jest taka fajna, że jak zmienię pracodawcę i nie będzie to obecna firma, to automatycznie staję się nielegalnym imigrantem. I w ogóle kasy nam mniej płacą, można się po prostu postrzelić. No ale nie po to przyszedłem, żeby się tu żalić, trzeba walczyć.

Kolegom z Indii smakowalo, zostałem pochwalony za zdolności kulinarne, jak również zaproszony na follow-up tym razem w stylu hindi. Ciekawe czy dam radę bo slyszałem, że w tej kuchni to akurat może być ostro. Ponadto ponarzekali chłopaki trochę na swoje marriage prospects i to że pewnie zaraz sie muszą żenić i w ogóle dziewczyny w Indiach są bez sensu. Przytoczyłbym Wam większą część dyskusji ale żeńska część publiczności mogłaby się poczuć urażona, dlatego pozostańmy na tym poziomie:)

W rozmowie z moimi kolegami z Indii dowiedziałem się, że tutaj niestety znajomości to tzw podstawa. OCzywiście nie nazywa się to znajomości tylko akurat networking ale cóż… I znowu trzeba będzie być konformistą. Jak ja tego kurde nie lubię…

A co do planu szym to zacząłem przeglądać trochę strony… jedną z nich jest Ta
To tyle na dzisiaj w tym lekko przydługim poście. Jutro się przeprowadzam, więc może coś skrobnę z nowego miejsca ale jeszcze nie wiem czy mam tam internet.
Pan_dziekan

p.s. Mógłby mnie ktoś w komentarzu śmiesznym zupdatować co w Polsce, bo ostatnio ani na onet ani nawet na gazetę nie wchodzę, a fecebook feed nie stanowi wiarygodnej oceny sytuacji politycznej i pozostałej w Polsce:)

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Przepraszamy za usterki

  1. ula pisze:

    MIT!.. popieram, popieram.. a w Polsce – jest jak zawsze.

  2. Klaudiusz pisze:

    http://demotywatory.pl/2665862/Polska – w Polsze jest tak 🙂

  3. Procent pisze:

    W Polsze śniegówno z nieba i smoleńskówno z TV. Dzień jak co dzień. Jest dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s