The most nerdy post ever… (at least here)


Ok, ostatnie dwa dni były lekko ciche, ale po prostu miałem co robić. Oczywiście zdążyło spaść 30 centymetrów śniegu co tylko pogłębiło moją chęć niewychodzenia nigdzie, bo przebijanie się przez śnieg w tym mieście to naprawdę nie jest najprzyjemniejsza rzecz pod słońcem.

Miso i Jorgy wyjechali się „uczyć” więc sobota minęła spokojnie i bez ekscesów alkoholowych, co prawdopodobnie wprawiło mój organizm w niemały szok, gdyż zwyczajnie w sobotę wieczór oczekiwał jakiejś dawki alkoholu. A tu nic… i jeszcze mu sałatkę kazali strawić.

Zrobiłem za to dużo innych pozytywnych rzeczy, które prawdopodobnie zupełnie Was nie zainteresują, ale ponieważ to mój blog to i tak coś napiszę. Otóż zapisałem się na Toefla, gdyż nie mam tego certyfikatu, a żeby tu iść do szkoły to trzeba im pokazać, że umie się posłużyć tym językiem w stopniu poetyckim. Oczywiście najlepszym sposobem jest podpisanie umowy z jakimś instytutem, który oferuje totalnie obiektywne i dające niesamowite rezultaty testy (dowolnego rodzaju akurat potrzebnego). I wszyscy są zadowoleni, szkoła bo przychodzą ludziki, którzy coś tam umieją, instytut bo pieniążki płyną szerokim strumieniem od ludzi chcących niewątpliwie pogłębiać swoją edukację (a więc z definicji mających pieniądze, ponieważ nauka w stanach jest droga). Tylko studenci muszą kupić jakąś książkę, zakuć testów i wpłacić Fee… no ale przecież nie o frajerów nam tu chodzi.

Po drugie nadgoniłem w końcu How I met Your mother i czuję się z tym bardzo dobrze. Dla fanów serialu może dodam, że po pierwsze może wygrać bilet do studia, w którym kręcony jest Himym, a po drugie można gdizes na mieście losowo spotkać aktorów od czasu do czasu…. pod warunkiem, że jest się w LA…

Ponadto częściowo przeniosłem moje graty do nowego miejsca i oczywiście wkurzyłem się zdrowo na Nowojorczyków, Taksówkarzy i całą resztę. o godzinie 19 w niedzielę stałem jak ten ostatni frajer na mojej 9 alei naiwnie wierząc, że wpadnę na jakąś WOLNĄ taksę, która zawiezie mnie parę przecznic i alei dalej do stacji metra, bo akurat miałem dwie walizy ze sobą i średnio chciało mi się je targać. OCzywiście akurat wtedy cały manhattan postanowił wsiąść w taksę i jechać akurat gdzieś. 15 minut stałem jak ten ciul i tylko patrzyłem jak mijały mnie zajęte taksówki. Ludzie, niedziela, 19 godzina… To ani pora żeby wracać skądkolwiek, anie żeby jechać gdziekolwiek. to pora żeby w końcu złapać depresję z powodu faktu, żę jutro jest poniedziałek i trzeba iść do pracy… (a tak zapomniałem nowojorczycy to pracohlicy…). Ostatecznie jak juczny muł pociągowy dotargałem te walizy do stacji metra, ale byłem przez to zdrowo wkurwiony.

Na miejscu znalazłem meble z ikei zapakowane elegancko w kartony. Szybko sprawdziłem, czy jest wszystko czy może na przykład jest pół łóżka i pół stołu kuchennego do tego z połową szafy wbudowanej bo akurat ktoś się pomylił, ale widać szwedzka precyzja nie zawiodła i wszystko przyjechało. Udało mi się złożyć dwie lampy i stolik nocny, poczułem się jednak po tym tak zmęczony, że resztę zostawię sobie na później. Jeśli uda mi się złożyć łóżko i biurko prawdopodobnie będę mógł nadal używać zacnego tytułu inżyniera, który rzekomo mi przysługuje z racji wykształcenia. Ponieważ jednak na craigslist istnieje zaskakująca ilość ogłoszeń, że Pan z radością przyjedzie i złoży Ci Twoje meble z ikei, wietrzę pewnego rodzaju kłopoty. Szczęśliwie pożyczyłem już wkrętarkę, śrubokręt i młotek, więc narzędzia mam. W najgorszy wypadku złożę hybrydę łóżka i biurka, co może wyjść na dobre obu meblom i przy okazji zostanę obwołany jako wizjoner-designer mebli i zrobię z tego grubą kasę. Choć patrząc na to z drugiej strony prawdopodobnie mogę również załamać się emocjonalnie niemożnością złożenia mebli z ikei i będę do końca życia zażywał prozac…

Skonfigurowałem w końcu moją stację roboczą. Posiada on a już wszystkie niezbędne nerdy rzeczy jakie sobie można wyborazić. JEst więc najnowszy Visual, Sql Server, python, ruby, git, svn matlab, powershell i co tylk dusza zapragnie. Ponieważ się nudziłem zrobiłem zadania z facebook hacker cup. Polecam fellow nerds. Wydaje się, że najkrótszy kod jest w f#, chociaż python jest blisko.:) A same zadanka zajebiste.

Druga miła wiadomość to taka, że zostałem świadkiem i sierpniu muszę odbyć zupełnie nieoczekiwaną podróż do Żyrardowa w celu przypomnienia mojemu przyjacielowi powiedzenia Tak w odpowiednim momencie. Była to jedna z milszych momentów ostatniego czasu, tym bardziej że zupełnie nieoczekiwanych. Myślicie, że kubek ze starbucks z nowego jorku i para koszulek I serce NY to dobry prezent:D i jakże mało pretensjonalny.

Inna obserwacja. Nowojorczycy mają chroniczne uzależnienie od kawy. I to koniecznie tej trendy spod marki zielonego topielca. Rano muszą mieć kubeczek, przed lunchem drugi, no i po lunchu trzeci. To niemal jak rytuał. A jak ja im na to, że ja nie piję kawy to oczy jak pięć złoty (znaczy srebrna dwudolarówka) i słyszę” No that’s a phenomenon”… Ale wszyscy już przepowiadają mi, że z kawą jak z celibatem w nyc. Można mieć dobre chęci i mocne postanowienia,a le tu się po prostu za dużo w tej materii dzieje…

Ponadto zeksplorowałem nieco system benefitów w Firmie. Bynajmniej nie dlatego, żęby wyciągnąć z nich jak najwięcej, tylko dlatego, że istniała duża szansa, że jak nie zrobię tego dzisiaj to nie będę miał ubezpieczenia zdrowotnego, co z cały byciem indy oraz alter, ma jednak takie złe strony, że na przykład ze złamaną nogą będę musiał wziąć drugi kredyt hipoteczny albo co. Po gruntownej analizie, i dokonaniu skomplikowanych przekształceń analitycznych w głowie, jak również gruntownej ocenie ryzyka stanąłem przed wyborem dość prostym: albo najtańsza opcja albo najdroższa. Najdroższa opcja jest bardzo fajna i kosztuje 1800 dolców rocznie i pretty much bierze na klatę wszystko z jakimiś tam dopłatami rzędu 2 tysie rocznie. Najtańsza opcja kosztuje 300 dolców i pokrywa prawie wszystko tylko, że najpierw trzeba wyłożyć do 4000 tysięcy z własnej kieszeni a potem pokrywa 95%… Prawdopodobnie jak mi się coś stanie to i tak będę musiał się procesować więc wykupiłem sobie też ubezpieczenie prawne i przykozaczyłem najtańszą opcję idąc za radą kolegi.. Hej to butelka dobrej whisky co dwa tygodnie. Nie powinieneś przychodzić obok niej obojętnie:) A tak na serio można sobie założyć konto na wydatki medyczne ,które jest zwolnione z podatkó icoś tam i coś tam….. Wziąłem za to sobie dental plan i oczoplan. Pójdę do okulisty zażyczę sobie raybany z jakimś mega szkłami (trzyogniskowe, pokryte jakimiś mega powłokami za milion dolarów) i jestem ok. I co roku mogę nowe:) Jeszcze mnie Ci dentyści Amerykańscy ciekawią:)

no dobra to tyle nudów na dzisiaj.
pan_dziekan

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii New York, PRzemyślenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „The most nerdy post ever… (at least here)

  1. Stappu pisze:

    Man nie wiem jak jest w USA, ale pamiętasz ile studenci medycyny mają zajęć w UK? Ja bym się od dentysty trzymał z daleka;)

    • nerdinnewyork pisze:

      Stapciu, ale tutaj w med school to się chyba zapierdziela jak rzadko gdzie. Tutaj w ogóle w szkole zapierdziela się jak rzadko gdzie, tak sobie myślę…. bo wszyscy chcą mieć A

  2. dro pisze:

    Hejka, jeszcze nie przeczytałem, ale mam pytanie techniczne – zmieniałeś coś w ustawieniach feeda rss? Od poprzedniego posta przestaje mi się w Google readerze wyświetlać cała treść posta a jedynie jego początek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s