Dzień dobry, nazywam się… czyli ostatni człowiek w dżinsach


Wczoraj poszedłem do pracy – to znaczy na szkolenie. Przyznam się, byłem troszkę zdenerwowany ale generalnie raczej oczekiwałem lajciku. W końcu to orientation co złego mi się może przytrafić.

Pierwsza obserwacja, metro nie jest aż tak bardzo zatłoczone jak się może wydawać. Wsiadam w midtown i generalnie jest gdzie usiąść i przeczytać książkę. Może jeżdżę akurat jakąś specjalną linią ale póki co jest spoko, nigdy nie musiałem się jakoś strasznie przepychać. PEwnie wszystko przede mną.

Zjawiłem się nawet o czasie dostałem tymczasowy identyfikator i poszedłęm do sali. Tam jakieś 50 osób głównie młodziaków. Dostałem laptopa (całkiem zajebistego, core I5, 4 gigsy, windows 7, dysk 250 GB słuchawki, kamera, aluminiowa obudowa, wymieniają co 2 lata) i jakieś papiery i OFF we Go. Na stałym identyfikatorze wyglądam na gościa z białaczką, ale i tak lepiej niż na zdjęciu w paszporcie:)

No dobra teraz pierwszy zonk. Wymagany strój był business casual, no to przywdziałem koszulę, marynareczkę, ciemne dżinsy i jakieś bucixy (NIe nie moje ulubione adidaski czy sneakersy) i tak poszedłem. Otóz wg nich business casual to garniak tylko bez krawata….:D nie przejmowałem się tym jednak za bardzo, a potem jak gadałem w czasie lunchu to chłopaki nawet nie zauważyli że mam dżinsy…:D No ale chciał nie chciał, słoma mi z butów wystawała:) z ciekawszych rzeczy, tutaj do klienta chodzi się tak jak klient chodzi… NA przykład w nokii prezesi chodzą casual, albo business casual to przychodzisz do nich tak samo:) Coś mi się jednak wydaje, że bankierzy są bardziej spięci jednak 😦

Dla niekonsultantów, właśnie zaczyna się tzw BUSY SEASON dla audytu (i taksów) więc na sali było jakieś 40 praktykantów i praktykantek, którzy zostali przyjęcie właśniej z tej okazji do audytu. W związku z tym szkolenie było głównie związane z tym jak tych dzieciaków (po 20,21 lat mają) przestraszyć, zmotywować i generalnie dobrze zutylizować:) Busy season to mniej więcej takie coś jak mają w sklepach przed świętami, z tą różnicą, że trwa trzy miesiące i generalnie trzeba pracować jeszcze więcej. W ameryce oficjalnie to jest 55 godzin, ale w praktyce 80:D Jakie to szczęście, że nie pracuję w audycie a działce konsultingowej:) Po takim busy seasonie, praktykanci będą dobrze przerobieni.. pardon będą mieli szlify bojowe, więc pewnie 10-20% z nich zostanie a pozostali nigdy więcej nie postawią stopy już w tej firmie (choć może w kulturze amerykańskiej pracoholizm jest bardziej uzasadniony niż u nas american dream i te rzeczy).

Pani partner od czegoś tam (zdaje się life sciences z jakiegoś powodu pewnie jest też people partnerem) dużo mówiła o wartościach (zdaje się cztery mamy), zasadach (więcej mamy) i celach (tego to już nawet nie pamiętam, którymi mamy kierować się w naszej usłanej sukcesami karierze zawodowej (YOU are IMPORTANT to us). Może porozwodzę się nad tym jeszcze trochę później ale zajmę się tym co ważne czyli ludźmi…

Miejsca było mało jak cholera (ledwno co mogłem krzesło wysunąć) ale trafił mi się całkiiem sympatyczny stolik. Można by powiedzieć kwintesencja różnorodności – miałem azjatę, dwóch amerykanów, którzy w harlemie czuli by się swojsko, potomka emigracji włoskiej, irlandzkiej, nowozelandczyka, obowiązkowego hindusa mówiące po angielsku piskliwym głosem i przemądrzałego Polaczka.. jednym słowem niezły bajzel.

Wszyscy byli doświadczeni więc dość szybko zaczęliśmy się zbijać ze szkolenia internów i generalnie tego wszystkiego. A kiedy uczono nas jak przypiąć laptopa linką do biurka prawie się popłakaliśmy ze śmiechu (i oczekiwalśmy certyfikatu za doskonałe przypięcie laptopa do biurka).

W międzyczasie prześliśmy przez expensy, raportowanie czasu, benefity i cały ten bagaż, który trzeba zrozumieć (opiszę go w drugim dzisiejszym poście poświęconym samej organizacji, która dla niekonsultantów może być zwyczajnie nudna).

Z ważkich rzeczy kola i Pepsi (naraz SIC!) były nielimitowane, podobnie jak woda, było dużo naprawdę dobrych ciastek, owoców i innych smakołyków, więc nie można było organoleptycznie narzekać.

Chciałbym zdementować również plotkę jakoby do windy średnio mieściło się trzech pracowników…. Powiedziałbym po prostu że tutaj wariancja jest większa:) pewnie większych ludzi jest więcej niż u nas ale generalnie płeć piękna po stronie new Hires to całkiem całkiem…. W większości to jednak azjaci, hindusi którzy bardzo chętnie wyrywali się do odpowiedzi (Ach to zakorzenione pragnienie sukcesu..)

Potem poszliśmy na lunch w czasie którego doświadczeni pracownicy opowiadali jak jest zajebiście, i że generalnie mogą mówić im o wszystkim a nawet do partnera mogą podejsc (bardzo jestem tego ciekawy:P) jak im się coś nie widzi. Przy okazji zostali nieźle zindokrynowali, żeby nie oszukiwać na expensach, generalnie kasować wszystko jak tylko jest już niepotrzebne, o laptopa dbać bardziej niż o srebra rodowe i generalnie promować się w firmie…. znaczy tyle usłyszałem bo siedziałem z tyłu i gadałem z Vineetem i Jaredem (goście ode mnie ze stolika) o tym co zobaczyć w Vegas, dlaczego soccer jest lepszy niż football (oni NAPRAWDĘ tego nie rozumieją) i jaki operator telefoniczny jest najlpeszy… również dlaczego ta tortilla na lunch była kiepska:D.

Po lunchu – tzw working lunchu jak się okazało, wróciliśmy do sali konferencyjnej gdzie nowy narybek nauczył się pisać własnego maila, zapraszać na spotkanie (i został przestrzeżony, że partnera czy prezesa to może niekoniecznie należy od razu zapraszać) i inne przydatne rzeczy.

Dostałem kilka maili  w tym pierdyliard szkoleń z zakresu równouprawnienia, niezależności i bezpieczeństwa, które muszę przejść, ale było też kilka interesujących. Zaprosiło mnie towarzystwo azjatów z firmy, towarzystwo gejów lesbijek, bi i transów oraz maratończycy… (bo to najwyższy czas zacząć przygotowywać się do maratonu bostońskiego i nowojorskiego – za strój buty i wszystko płaci pracodawca). Ludzie to mają czas….

W ogóle Firma jest w trakcie wdrażania ciekawej inicjatywy. Otóż mają własny portal społecznościowy, z grupami, profilami i wszystkim. Całość wygląda naprawdę fajnie, ma wbudowany komunikator, można ludzi otagowywać projektami, klientami i w ogóle wszystkim. Bardzo mi się to spodobało, bu ułatwi organizację – przynajmniej mi. NAwet maile można przypinać do klientów, zapisywać się na szkolenia, eventy generalnie dobrze to przemyślane… ale to opiszę później. podobno dostał nawet za to jakąś nagrodę… ech aż by się u nas chciało..

W międzyczasie wypełniłem procedurę o zwrot kasy za lot i vizę (mam nadzieję, że wpadnie szybko bo się przyda) poszukałem trochę mieszkań wymieniłem się numerami i poszedłęm do domu.

Przy wyjściu zauważyłem, proszę ja Was, że Deloitte ma własną siłkę za 10$ miesięcznie, gdzie dają Ci szafkę, strój, ręczniki i wszystko w ogóle (łącznie z napojami energetycznymi). O 18 ćwiczyły jakieś 2 osoby (może reszta w pracy:)) więc chyba się zdecyduje, zwłaszcza, że strój można trzymać w pracy.

Pracuję tuż obok miejsca tragedii 9/11 więc widzę jak wielki plac budowy to jest. Zrobię może jutro zdjęcia z biura, ale generalnie widać, że jest to wielka wyrwa na zdrowym (???:D) ciele downtown i że zdarzyło się tu coś większego, nie zwykła przebudowa kolejnego wieżowca.

NOwy jork wieczorem jest naprawdę … gruby. Wysiadam na 33 ulicy gdzie centralnie widać Podświetlony Empire State Building a zaraz obok jest Madison Square Garden… właśnie się zastanawiam na jaki mecz iść – Może Z Phoenix Suns (gortata zobaczę), jakieś sugestie?

Dobra idę zrobić pranie… (coś czuję, że może być wesoło jutro w poście:P)

pan_dziekan

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Dzień dobry, nazywam się… czyli ostatni człowiek w dżinsach

  1. Ol pisze:

    Łukasz, Twoj blog bedzie niedlugo konkurowac z SATC i nakrecimy film;)!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s