Łukasz sam w nowym jorku


Korzystając z faktu, że mam jeszcze zapał pisać opiszę pierwszy dzień chodzenia po mieście. A także masę innych wrażeń:)

Oczywiście zapakowałem mój przewodnik Lonely Planet do plecaka, zrobiłem listę zakupów i już około godziny dziesiątej ruszyłem dumnie zdobywać Stany. Oczywiście najpierw kupiłem jakiś ser i szyneczkę do jedzenia oraz moją pierwszą egg and cheese on a roll. Bułka jak bułka nic specjalnego (poza tym kultowym stwierdzeniem) i chyba nie będę tego powtarzał za często choć wszystkim, którzy przyjadą będę rekomendował (no i slice of pizza ale o tym potem). Przy okazji byłem świadkiem porozumienia intergalaktycznego: Jakiś gość mówił do sprzedawcy prawdopodobnie po angielsku ten mu po angielsku odpowiadał a ja za cholerę nie mogłem nawet jednego słowa zrozumieć. Nie jestem pewien czy oni się rozumieli nawzajem ale chyba szło im nieźle…

Po wrzuceniu zakupów do lodówki i wciągnięciu kanapeczki ruszyłem na dalszy podbój miasta. Moje wrażenie jest następujące to miasto jest po prostu WIELKIE. Wszystko jest wielkie, Budynki są wysokie, samochody wielkie, ludzie są wielcy… Nie dałem się jednak przytłoczyć 60 piętrowym blokom mieszkalnym (już niedługo przecież takie będą i u nas:D) i twardo eksplorowałem.

Stwierdziłem na ten przykład, że kupię sobie miesięczny do metra. poszukałem stacji, (które generalnie są nieźle ukryte) i zszedłem na dół. Podchodzę do urządzenia dającego karty (takie jak u nas w metrze – tylko one kart nie dają) i wciskam twardo, że chcę kupić bilet miesięczny, on mi na to dawaj 104$. No to mu podaje 100$.  A on mi wypluwa. Głupia maszyna i wciskam jej jeszcze raz, i jeszcze raz.. po czym już zaczynam się zastanawiać, że dalem się zrobic w polsze w kantorze na fałszywe setki, po czym czytam, że jak wół napisane że przyjmuje banknoty do 50$:D

Bogatszy o kartę poszedłem dalej i znalazłem się na times square. Times Square jaki jest każdy widzi

Generalnie pogoda wystraszyła chyba ludzi bo nie było ich aż tak dużo jak się spodziewałem. Oczywiście taksówki są wszędzie nic tylko je brać. Znalazłem również kilka inny artefaktów nowego jorku

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jak widać udało mi się złapać legendarne opary unoszące się z kanałów, a całkiem blisko times square można na luzie poznać swój los i porozmawiać z duchami. Poza tym rzuca się w ucho, że faktycznie najkrótszą jednostką czasu na świecie jest czas pomiędzy zapaleniem się zielonego światłą a czasem kiedy kierowca taksówki stojącej za tobą wciśnie klakson. Trąbią wszyscy i cały czas ale moje uszy przyzwyczaiły się do tego już po paru godzinach.

Po parunastu minutach doszedłem w końcu do central Parku i poczułem się trochę jak Kevin. Ze jednak jestem tu sam nikogo nie znam i generalnie przeje…Powłóczyłem się trochę po tym parku (jest naprawdę duży) ale ponieważ aura wybitnie nie sprzyjała dzisiaj ruszyłem w kierunku piątej alei. (Zrobiłem trochę zdjęć tu można oblukac) http://www.facebook.com/album.php?aid=259426&id=610786500&l=7ddfa639d2

SZedłem wzdłuż tego centrum konsumpcji i blichtru – (i pewnie wyglądałem jak kuzyn biednego roma w czapce, zimowej kurtce i dżinsach) mijając prady, guccich i inne takie aż doszedłem do Apple CUBE, pomyślałem wejdę oblookam a tam milion osób kupujących ipody, ipady, macbooki, wszystko co ma Jabłko. Dobra myślę, oni muszą mieć jabłka, to jest duże miasto, to może i milion osób chce to kupić, ale hiciorem były warsztaty prowadzone full profeska przez gościa który uczył ludzi jak się obsługuje IPADa, albo na ten przykład Iphone. tu jest guzik i tu trzeba wcisnąć, a tak się proszę państwa przegląda internet…. Efekt Wow nadal się utrzymuje. OCzywiście nie mogę nie zauważyć (ach ten mój wrodzony rasizm), że spotkałem kilkoro osób o ciemny odcieniu skóry mających korzenie w afryce, które przyszły do sklepu zadzwonić z iphona do kogoś akurat, albo przejrzeć pocztę, albo ZALOGOWAĆ SIĘ DO BANKU – no tak a ludzie się potem dziwią że tyle im kasy z kart kredytowych kradną…

Połaziłem wzdłuż tej piątej jeszcze chwilę, zaszedłem nawet do SAKS i poczyniłem zakup perfum (bo akurat się skończyły). W sklepie tym (Dla zainteresowanych to perfumeria) żeby zostać przyjętym do pracy trzeba być albo zajebistą laską, albo ped … pardon osobnikiem o odmiennej orientacji (względnie metroseksem). Sprzedawcami byli grubi ped… homo, chudzi homo, i inne ciekawe indywidua. Poczułem się aż nieswojo i każdy się mnie pytał w czym może mi pomóc i że w tym będę pachniał idealnie….. Muszę się chyba naprawdę przestawić:)

Następnie przeszedłem przez Rockefeller plaza i zobaczyłem choinkę a potem udałem się w kierunku HEll’s Kitchen w celu konsumpcji obiadu. PAdło na tajską knajpę, która zaserwowała całkiem dobrą potrafkę z kurczaka i trawy cytrynowej w cenie lunchu (7,95).

Będąc już w drodze do domu wszedłem jeszcze do supermarktu i postanowiłem kupić jakieś mięsko i owoce. Wracając do wielkości tego miasta, Amerykanie nawet Jabłka mają WIELKIE. Kupiłem jedno na spróbowanie, jak bym urósł o 5 cm to się nie dziwcie:) choć pewnie prędzej raka jelita grubego dostanę. Pomidorki i paprykę można jednak wybrać względnie normalne (oczywiście drożej) podobnie jak mandarynki. Kupiłem wodę polish Spring, no bo jak mogłem inaczej spędziłem 20 minut na poszukiwaniu soli (przecież nie będę pytał) przypomniałem sobie wszystkie rady ojca jak się wybiera mięso do kupienia (i doceniłem ich wagę) i zainwestowałem parę dolarów w nieśmiertelne jogurciki. Swoją drogą ciekawe czy Dannon to danone czy podróba:D

Obładowany jak murz… muł przeszedłem się do domu.

Po czym posta napisałem

pan_dziekan

p.s. idę dziś chyba do jakiegoś jazz baru w końcu trzeba to poczuć, ale może jeszcze zmienię na jakiś kabarecik – w końcu to też słynne

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Łukasz sam w nowym jorku

  1. Klaudiusz pisze:

    „kilkoro osób o ciemny odcieniu skóry mających korzenie w afryce” – nie wytrzymam 😀 po polsku nie musisz być aż tak poprawny… tylko nie zapomnij się po angielsku 🙂

  2. nerdinnewyork pisze:

    Klaudia jeszcze nie widziałaś w jak kreatywny sposób mogę nazwać naszych potomków ludzi będących na przymusowym work and travel po 16 wieku:)

  3. Kozioł - ten na P :) pisze:

    Szukaj baru z HIMYM! A, no i wiadomo, więcej takich opisów, czytamy czytamy :))

  4. dro pisze:

    Dannon to Danone, tylko w Ameryce trudniej jest im wciskać ludziom ciemnotę:
    http://abcnews.go.com/Business/dannon-settles-lawsuit/story?id=9950269

    hehe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s